Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Napisz/Zadzwoń

Uwaga! Strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Drabina IV, czyli drabina ludzkich standardów

(ułożona w lipcu 2020 roku przez RK, dedykowana wszystkim ludziom dobrej woli, którzy są na tak dla ludzkiego życia i dla ludzkiej godności od poczęcia do naturalnej śmierci)

Tak można sobie do rozważania „ustawić” dwa kluczowe w tej szkole tematy:

1. Chcemy dokładnie zrozumieć czym jest terapia uporczywa, żeby wiedzieć czego na pewno nie chcemy ludziom robić, ponieważ nie chcemy ludziom „fundować” terapii uporczywych, co aktualnie nam się czasem myli, więc wymaga tych rozważań, póki jeszcze mamy jako taki pokój w sercu w związku z tymi najtrudniejszymi w życiu ludzkimi sprawami.

2. Chcemy także bardzo dokładnie pojąć ma czym może polegać najlepszy standard bycia człowiekiem pro-life, a następnie właśnie do tego standardu chcemy dążyć, ponieważ to jest bez wątpienia większe dobro (moralne, społeczne i obyczajowe).

Zachęty do skorzystania z mojej oferty content marketingu: 1. lepiej o własnej ofercie napisać coś samodzielnie, ponieważ wtedy to my wiemy co trafia na nasz temat do Internetu, 2. wiemy też wtedy gdzie, 3. można sobie przy okazji poćwiczyć własne pisarstwo, a to zawsze jest dobre, 4. te linki nie spadną za jeden miesiąc po opublikowaniu.

To, co mi przyszło na myśl już dziś około takiego jeszcze tematu jak drabina ludzkich standardów dotyczy trudnej prawdy o problemie alkoholizmu. Wydaje mi się wciąż, że istnieją prawdziwe możliwości, żeby tę chorobę społeczną szczęśliwie i trwale pokonać, a mogłaby to być także jakaś pocieszająca, duża zmiana po pandemii. Potrzebne jest tylko do tego wzięcie pod uwagę, że alkohol sprzedawcom przynosi wymierne przychody, a tego na pewno nie można ich pozbawić. No i okazuje się, że da się to zrobić, gdyby ktoś chciał: wystarczy w ogóle zrezygnować z alkoholi wysokoprocentowych, a pozostawić tylko czysty spirytus, który jest środkiem na wyjątkowe i/lub krytyczne okoliczności, np. doskonale nadaje się do odkażania. Następnie trzeba nie tylko wprowadzić chwilową modę, jak było w Polsce po 1989 roku, ale rozbudować kulturę picia dobrej jakości wina (z winogron, z porzeczek, z innych jeszcze owoców), piwa i cydru, tak żeby to się stało oczywiste. To pozwoli nie tylko trzeźwieć chcącym się leczyć alkoholikom, ale i sprzedawcom zarabiać dalej. Tylko co z akcyzą? Właśnie myślę, że tu można też coś rozbudować. Mam teraz na myśli jeszcze inną kulturę w kulturze, którą nazwałam kulturą patentową. Byłby to zwyczaj, a raczej różne zwyczaje, w różnych środowiskach, czyli na pewno nie tylko w biznesie, czy na weselach, albo wernisażach. Wino; wino jest... Maryjne, nawet bardziej Maryjne, niż Jezusowe, wiąże się trwale z przepięknym opowiadaniem o Cudzie w Kanie Galilejskiej, a więc kultura picia wina, i tylko wina, a jedynie wyjątkowo piwa lub cydru, jest jak najbardziej chrześcijańska, byłby to więc standard w cywilizacji chrześcijańskiej, w jej kulturze, która przecież i tak już jest, ale chodzi o to, żeby przedostał się ten standard aż do prawa obyczajowego, w którym 'wszyscy to wiedzą', więc o tym się nawet nie specjalnie rozmawia, że w Polsce pije się tylko wino, a tylko wyjątkowo piwo czy cydr.

Ale dlaczego ten temat okazał się tu pierwszy? Chyba dlatego, że ta choroba najbardziej atakuje ludzką godność, czyli dotyczy standardów ogólnoludzkich. Ale drugim standardem, który przyciągnął moją uwagę jest standard 'wcag', który dotyczy zupełnie czegoś innego: ustalonych i udostępnianych do wdrożenia zasad tworzenia treści na stronach internetowych, jeśli te treści mają być przyjazne dla osób dotkniętych jakimś rodzajem niepełnosprawności ('wcag', czyli z j. ang. Web Content Accessibility Guidelines). Na drabinie standardów te zasady plasują się w moim odczuciu w standardach kulturowych, jako 'style zachowań'. Na dzień dzisiejszy przygotowałam na moich stronach jedynie krótką informację dla osób niepełnosprawnych o specyfice mojej e-oferty, co w ogóle nie wyczerpuje tematu, a tylko go zauważa.

RK

Standardy co do nagości wypadły z tej drabiny, ale to nic nie szkodzi

Stało się tak tylko dlatego, że myślałam, iż nie ma tematu, ale okazuje się, że jest, więc kilka zdań można przeczytać także o tym; tyle, że pod drabiną standardów, a nie gdzieś powyżej. Sprawa nagości jest rzeczywistością kulturową, obyczajem, deklaracją, a także ulubioną formą wypowiedzi niektórych subkultur: fotografików, aktorów, artystów plastyków, czasem muzyków, często tancerzy, także innych środowisk twórczych lub ekscentrycznych. Nagość jest jednym ze spontanicznych narzędzi do testowania rzeczywiście posiadanej wolności osobistej. Mówię teraz nie o aktach, ale o zakresach nagości (akt jest formą nagości artystyczną). Całkowity brak nagości też coś wyraża i bada. Całkowitym brakiem nagości nie jest ubranie przesadne, ale takie, które sprawia, że nagości nie widać. Kiedyś ktoś bardzo dobrze zauważył, że nagość może być wartością nie tylko obiektywną, ale też względną. Ilość odsłoniętego ciała dotyczy dekoltu, ramion i przedramion, nóg, brzucha, stóp, nawet samych dłoni.

Walory nagości

Czasem nagość przestaje mieć znaczenie pierwszoplanowe, jeśli zostaje pokazana ze względu na inne walory: doskonałą rzeźbę ciała lub jego obłędnie piękny koloryt, albo ruch doskonałego tancerza. Nagość ukryta jest nagością wydobytą przez stroje silnie obcisłe. Jeśli ktoś ubiera się bardzo skromnie z całą pewnością musi sobie przepracować temat własnych uprzedzeń do nagości. Czy na pewno ich nie ma? Dopiero ten, kto nie ma uprzedzeń do nagości, może się ubrać odrobinę skromniej (mam na myśli rozeznawanie we własnym sumieniu). Czasem ktoś jest w jakichś zakresach nagi z materialnego ubóstwa. Tacy ludzie, którzy nieraz przeżywają doktliwy wstyd co do własnego wyglądu, chronią się dosłownie optycznie wtedy, gdy niedaleko nich znajdzie się jakiś ekscentryk, który całą uwagę innych ludzi ściągnie na siebie. Nagość jest też niebezpieczna: także przez to, że bardzo trudno jest o taki jej standard, który wszystkim Oglądającym ją zapewni czystość ich spojrzenia. Nagość społecznie akceptowana jest POTRZEBNA, gdyż pozwala ratować się ofiarom przemocy. Pokazując większe zakresy swojego ciała, mówią bez słów: „Już mnie nie biją; ależ zobacz, że naprawdę nie mam już siniaków”. Kto ma dużo tatuaży, ma dużo trudniej, żeby komunikować niewerbalnie swoją sytuację w domu, jeśli kiedykolwiek dochodziło w nim do przemocy. Jeśli kiedyś komuś udało się uciec dużej przemocy, może chcieć tak żyć także po latach od tamtych koszmarnych wydarzeń, żeby nie musieć chodzić w pracy w garniturze i krawacie, ale w T-shircie z krótkim rękawem i dżinsach, gdyż zawsze potem chce komunikować, że nie jest już bity, wcale, a więc także za jego nagość (zarabia świetnie, choć ma bardzo krótkie rękawy nawet w pracy). Nagość (jakieś jej społecznie akceptowalne zakresy) może być więc skutecznym i na całe dalsze życie sposobem życia dosłownie bez traumy.

Nagości, dosłownie jak wolności, trzeba czasem bronić! W pewnych bardzo wyjątkowych sytuacjach bronić trzeba też skromności. Kiedy? Np. wtedy, gdy kobiety są zmuszane do chodzenia w mini: „Dostaniesz tę pracę, jeśli będziesz przychodzić w spódniczce mini”.

Ukryta nagość nienarodzonych

To nagość braku tego, co potocznie uważamy, że stanowi człowieka, czyli całkowita nędza ludzkiej formy zaraz po poczęciu. Całe szczęście, że Stwórca tak ten etap naszego życia pomyślał, iż tego zwykle nie widać. Czy następny sprzeciw wobec metody in vitro może dotyczyć spostrzeżenia, że to przebieranie w embrionach to jakiś nierozpoznany bewstyd wobec tej nagości ludzkiego bytu? Jak się nie dać przekonać do in vitro? Nie daj się przekonać do metody in vitro poczęć istnień ludzkich.