Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

Content marketing tematyczny

uwaga! strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.
Dziejowe, niepolityczne zobowiązanie moralneGrupy modlitewne posługujące Polsce w sprawach uchodźcówNowa flaga Polski (pomysł)O języku naszym ojczystymO możliwościach kulturowego modelingu, który ma sensO możliwości prawnego rozróżnienia pojęć na potrzeby skutecznego ratowania od zagłady ludzi nienarodzonychO pewnym zjawiskuPolska pro-life? Tak, ale jakProponowany w Polsce polski sposób na pierwszy w życiu etap bycia dorosłymPropozycja zmiany ratunkowejScena polityczna w sytuacji prawnej (i rzeczywistej) pro-lifeTotalitarne systemy, rozróżnienie

Strona oczywiście w budowie, tzn. że poniżej udostępniam moje notatki, a strona nie ma jeszcze wszystkich styli.

koncepcje Renaty (w układzie alfabetycznym)

'Dziejowe, niepolityczne zobowiązanie moralne':
Sprzątam w notatkach (3 sierpnia 2020 r.) i trafiłam na coś, o czym pomyślałam, że może trzeba jednak wyrzucić. Zdecydowałam, że przedstawię. Ten pomysł powstał jak wiersz: Myślałam (jak zwykle, od lat) jak przezwyciężyć ten czas nowego męczeństwa chrześcijan. Wreszcie wymyśliłam taki dokument, a następnie zanotowałam pierwszy szkic jego wzoru. W pomyśle tym chodzi o dodatek do dowodu osobistego dla obywateli polskich, który byłby obowiązkowy do podpisania ze względu na zagrożone na skalę ogólnoświatową dziedzictwo chrześcijańskie. 'Dziejowe' oznacza: 'ze względu na większe dobro, niż dobro osobiste, a nawet pokoleniowe'. Szkic ten ma taką treść: 'Dziejowe, niepolityczne zobowiązanie moralne. Ja,............, zobowiązuję się: 1. uznawać państwa, które historycznie przyjęły chrzest za bezcenne dziedzictwo cywilizacji chrześcijańskiej, obiektywnie najlepiej przygotowane do godziwego rozwoju, który dodatkowo zawsze uwzględnia zasadę pomocniczości; 2. uznawać prawo do życia każdego człowieka, od jego poczęcia do jego naturalnej śmierci; 3. uznawać prawa godnościowe człowieka; 4. uznawać wolność religijną w zakresie, który na pewno nie zagraża bezpieczeństwu, w mikro i makro skali, i pokojowi, w państwie, którego jestem obywatelem, a także na całym świecie; 5. uznawać prawo każdego człowieka do sprzeciwu sumienia'.
Grupy modlitewne (10-cio osobowe) posługujące Polsce w sprawach dot. uchodźców
Wymyśliłam, że można by, ze względów profilaktyki prześladowań chrześcijan, a także ze względu na konieczną ochronę chrześcijańskiego dziedzictwa, wprowadzić dla uchodźców, gdyby się nam zdarzyli, obowiązek wysłuchania, dwukrotnego wysłuchania, modlitwy różańcowej egzorcyzującej relacje z tymi osobami, zanim otrzymaliby pozwolenie na pobyt, do tego 2 tygodnie czekania. Ilość tej modlitwy jaka mi przychodzi na myśl, że wystarczy, a nie powinno być za mało, to 2x po 4 części różańca (cz. radosna, cz. światła, cz. bolesna i cz. chwalebna) odmawiane non stop (cztery części, jedna po drugiej) przy każdym z osobna, czyli dwa dni po ok. 2 godziny modlitwy takiej grupy modlitewnej nad jednym uchodźcą, który chce u nas zostać. Jak wytrzyma słuchanie modlitwy, a potem nie zmieni przez dwa następujące po tej modlitwie tygodnie chęci pozostania u nas, jest być może OK. Nie za ofiarę modlitwa, wolontaryjnie. Odmówiłam całkiem niedawno w intencji ludzi pro-life, 9 całych różańców, po polsku; jeszcze mi brakuje jednego (dziś, tj. 4 sierpnia 2020, skończyłam odmawiać 9-ty różaniec i dziś właśnie wymyśliłam te grupy modlitewne). Ta moja modlitwa egzorcyzmuje mnie samą z obciążenia grzechami (osobistymi przebaczonymi, a także cudzymi) przeciw ludzkiemu życiu i ludzkiej godności, czyli – można powiedzieć – jest to moja osobista modlitwa w moim własnym interesie. Chodzi mi o uchodźców, czyli ludzi, którzy w ten sposób ratują (chcą ratować) swoje życie, a nie o migracje ekonomiczne.
Nowa flaga Polski (pomysł):
nowa flaga Polski, proj. RK
O języku naszym ojczystym
J. polski, nie mówię teraz o dialektach, jest obiektywnie bardzo interesującym tematem dla poważnych studiów, a następnie pasjonującej pracy naukowej. Urodziła go „Bogurodzica”, wychowała łacina, Kochanowski i jeden jezuita; teraz słychać w nim wszystko, nawet lata przeszłej niewoli: j. polski w stylu niemieckim pisze w internecie „O Nas” (wpływy bizantyńskie), j. polski w stylu wschodnim nie mówi „język pisze”, ponieważ uważa, że to niepoprawne wyrażenie, a kto zetnął się z łaciną w taki sposób, że ją polubił, być może mówi j. polskim w stylu łacińskim. Wcale nie jest tak najczęściej. I więcej można wyróżnić stylów (lub styli) j. polskiego, ale nie wszystkie są oczywiste, choć słychać czasem, że to jeszcze coś innego. Książka (trzy odrębne tomy) A. Malraux, którą czytałam w ramach relaksu od zajęć na uczelni (były to lata 90-te XX wieku) ma to niejasne brzmienie tytułu w j. polskim: Ponadczasowe, Nierzeczywiste, Nadprzyrodzone; ma tę niejasność zarówno w samym wyborze słów do tłumaczenia, jak i w odniesieniu do oryginalnych tytułów, a najwięcej w decyzji o gramatycznej formie tłumaczonych wyrażeń. W tłumaczeniu ścisłym trzeba by powiedzieć Przemiana bogów, a następnie bez wnikliwej refleksji o treści można uznać, że nie wiadomo czy chodzi o Nadprzyrodzone, czy o Nadnaturalne, choć z okładki wynika, że chodzi o 'nadprzyrodzone', a Nierzeczywiste być może jest poezją i czymś co lepiej byłoby określić jako Odrealnione (w tłumaczeniu, które dotyczy dwóch wartości: znaczeniowej i równocześnie też literackiej [słowa, które w nieprofesjonalnym rozważaniu ich znaczeń wydają się być rzeczownikami odprzymiotnikowymi mają brzmienie w j. polskim silnie poetyckie, dlatego użyłam ich świadomie na moim, pisanym jakby prozą, blogu]), co na pewno słyszy się gorzej. A bez wartości poetyckiej? Przecież czy była zamierzona, czy wtórnie dodana, nie wiemy. Słownik wyjaśnia, że wtedy 'Nierealny'. Dlaczego jednak stylów, a nie defektów? Dlatego, że niesiemy prawdę o nas samych także w naszym języku, który jest językiem żywym, choć aktualnie wciąż można jeszcze mówić o defektach i próbować coś wymodelować jednak na wyższy standard naszej kultury. Nie, nie, jednak się mylę po latach. Przecież wielu. Po prawie trzydziestu. Przemiana bogów to tytuł całości, a Ponadczasowe, Nierzeczywiste, Nadprzyrodzone to tytuły poszczególnych części.
O możliwościach kulturowego modelingu, który ma sens
To wynika z naturalnego rozwoju ludzi danej kultury, że można coś zauważyć, uznać za jednak niezbyt dobre, a następnie zaproponować korzystną zmianę, np. zwyczaj w krajach wysokorozwiniętych noszenia biustonoszy, można zastąpić zwyczajem noszenia biustonoszy tylko jako opatrunku albo jako jednoznacznej ozdoby, czyli raczej rzadko. Po co taka zmiana? Np. po to, żeby fiszbiny (metalowe druty pod biustem) nie sprawiały za dużego ucisku, który może powodować niebezpieczne zmiany na skórze i przyczyniać się do chorób nowotworowych a nawet do zachorowania na raka. Przecież to byłaby ogromna zmiana w naszej kulturze: brak przejmowania się piersiami bez biustonosza pod ubraniem, tzn. żeby to było normalne dosłownie w każdej sytuacji. Dlaczego uważam, że to jest możliwe? Ponieważ kobiece piersi powinny się kojarzyć najpierw z karmieniem niemowląt, a dopiero potem z wieczorową suknią z dużym dekoltem, i tak naprawdę wcale nie muszą być obarczone odczuciem wstydu. Nie mam na myśli tylko bardzo ładnych piersi, ale prawie wszystkie. Uważam nawet jeszcze więcej: że taka zmiana kulturowa może być ogromną szansą na pokonanie upiornych męskich pomyłek, które wynikają z braku umiejętności rozpoznania w jakie uczucia męskie serce brnie, co potem skutkuje właśnie rozwodem, kiedy się okazuje po kilku latach, że była to nierozpoznana miłość do matki (zamiast miłości do żony), w której chodziło tylko i wyłącznie o wypartą ze świadomości niemowlęcą tęsknotę za kobiecymi piersiami i pokarmem, ponieważ własna mama nie karmiła piersią wystarczająco długo, a nie karmiła, ponieważ przykładowo była akurat taka zupełnie idiotyczna moda. Usunięcie z kobiecych piersi kulturowego odczucia wstydu sprawi spory i nowy obszar do cieszenia się wolnością. Teraz wciąż nie wolno, bo ludzie się tym (piersiami pod ubraniem bez biustonosza) cały czas gorszą, lub niezdrowo ekscytują (wrzesień 2020). Pointa: ale mini moim zdaniem nie ma takiego uzasadnienia; nie gorszy na plaży pareo.
O możliwości prawnego rozróżnienia pojęć na potrzeby skutecznego ratowania od zagłady ludzi nienarodzonych
W konteście ratowania od zagłady ludzi nienarodzonych istnieje możliwość, żeby zauważyć wyraźne granice pomiędzy takimi pojęciami jak aborcja, przerwanie ciąży, ludobójstwo, dzieciobójstwo. Aborcję wtedy rozumie się tylko mniej więcej w taki sposób jak przedstawił o. Tomasz Wytrwał OP w jego analizie prawnej tego pojęcia (którą nadal można znaleźć w ogólnodostępnych zasobach e–KAI), czyli jako pojęcie religijno-prawne w Kościele Rzymskokatolickim, a także jako pojęcie zasymilowane we wszystkich świeckich państwach ochrzczonych, przerwanie ciąży — jako pojęcie prawne określające zdarzenie jeszcze nie rozpoznane lub wyjęte spod kary (jeśli doszło do tego typy zdarzenia, ale nie było aborcji, w Kościele uznaje się, że nie było aborcji, choć doszło do przerwania ciąży), ludobójstwo nienarodzonych — jako pojęcie prawne określające zdarzenie karalne, dzieciobójstwo, a w tym także dzieciobójstwo nienarodzonych — jako pojęcie prawne określajace zdarzenie karalne i bardziej, niż za czyn aborcji. Nie karałabym ani karą pieniężną, ani karą pozbawienia wolności ani za aborcję, ani za ludobójstwo nienarodzonych, ale tylko jakimiś formami ograniczeń w prawach społecznych, czyli np. zakazem pracy z dziećmi przez np. 10 lat lub w inny sposób. Dlatego, że istnieje ryzyko, że pieniądze w ten sposób pozyskane też nie będą wolne od winy (to jest skrót myślowy), jeśli ktoś te kary źle wyliczy. Na pewno nie można wrzucić do jednego worka wszystkich zdarzeń przerwania ciąży i powiedzieć, że to aborcje, bo to jest na pewno błąd: Nie jest możliwe, żeby wszystkie te zdarzenia były popełnione tylko świadomie i dobrowolnie przez tylko dojrzałych i w pełnej poczytalności ludzi (proszę się nie bać pojęcia „niepoczytalności”, ponieważ to jest na pewno bardzo dobre pojęcie, tylko podle oczernione w mowie potocznej przez brak kompletnej informacji o tym co oznacza: nie chodzi w nim zawsze o niedorozwój psychiczny, czy umysłowy, ale jest ono dużo pojemniejsze, chodzi więc też o sytuacje stanów po hipnozie, w rozpaczy, w zniewoleniach okultystycznych itp.). Karanie każdej przerwanej ciąży jest ciężką krzywdą dla osób poszkodowanych tym czynem, które na pewno nie popełniły aborcji. W Katechiźmie Kościoła Katolickiego można przeczytać: „Zabójstwo niezamierzone nie pociąga odpowiedzialności moralnej. Nie jest jednak wolnym od poważnej winy, jeśli bez uzasadnionych powodów działało się w sposób, który spowodował śmierć, nawet bez intencji jej zadania” (KKK, kan. 2269) oraz „Kościół od początku twierdził, że jest złem moralnym każde spowodowane przerwanie ciąży. (...) Formalne współdziałanie w przerywaniu ciąży stanowi ciężką winę. Kościół nakłada karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu ludzkiemu. «Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa» (KPK, kan. 1398), «przez sam fakt popełnienia przestępstwa» (KPK, kan. 1314), na warunkach przewidzianych przez prawo (Por. KPK, kan. 1323-1324). Kościół nie zamierza przez to ograniczać zakresu miłosierdzia” (KPK, kan. 2271–2272). Chodzi mi o te warunki przewidziane przez prawo i o miłosierdzie Kościoła, czyli że to jest krytycznie trudny temat i choć jeśli dojdzie do aborcji, jest za to największa w Kościele kara, nie zawsze do niej dochodzi, więc trzeba odważnie spojrzeć prawdzie z oczy, także na ten makabrycznie trudny temat i badać co faktycznie się wydarzyło, jeśli się już wydarzyło oraz kto popełnił jaki czyn. „«Zróżnicowanie czynności moralnych zależy od tego, co się zamierza, a nie od tego, co jest wbrew zamierzeniu»” (KPK, kan. 2264).
O pewnym zjawisku
W 2004 r., w lipcu, kiedy pracowałam przy konserwacji malowideł w kaplicy zamkowej w Krasiczynie, usłyszałam w radio, że Jan Paweł II zachęca do oddawania krwi. Pomyślałam, że na taką zachętę i to Papieża nie mogę nie odpowiedzieć na tak. Kiedy za kilka dni byłam w Krakowie, wybrałam się do szpitala na Garncarską. Po wywiadzie lekarskim okazało się, że mogłam oddać krew. Pierwszy raz w jakiejś godziwej sprawie jest zawsze niezwykły, więc jak już tę krew oddałam, okazało się, że nie wstanę z fotela, zemdlałam. Dwie, albo nawet trzy osoby mnie cuciły. Jak już byłam przytomna pielęgniarka zapytała: „Miała pani ładne wizje? Proszę się tym nie martwić, to normalne przy omdleniach”. Miałam oczywiście. Potem, jak już się pozbierałam, dostałam pięć czy nawet siedem tabliczek czekolady. Najpierw nie chciałam ich wziąć, ale pielęgniarka przekonała mnie mówiąc, że to nie jest żadna zapłata za krew, ale wysokokaloryczny pokarm, za który nie wypada, żeby ten, kto oddał krew za darmo, płacił, który pozwoli szybciej uzupełnić brakującą ilość krwi w moim organiźmie, czyli – innymi słowy – 'jak pani nie weźmie, na pewno wyda pani więcej na jedzeni dla siebie, więc lepiej wziąć'. Przyjęłam więc te czekolady i jakby się nic wielkiego nie wydarzyło, zajęłam się moimi bieżącymi sprawami. Przez bardzo krótko, ponieważ szybko się okazało, że trzeba było zaraz wracać do domu i dosłownie pójść spać. Zupełnie traciłam siły. Nie minęło wiele godzin, kiedy zaczęłam odczuwać makabryczny głód. Czekolady oczywiście poszły! Odczucie głodu było tak silne i wciąż wracało, że jadłam więcej niż normalnie przez kilka dni. Ale nie chodzi mi tylko o to wspomnienie. Rzecz jest dużo bardziej pokomplikowana. Odczucie silnego głodu dzień w dzień mam na nowo od 2014 rok. Mniej więcej w tamtym roku zaczęłam szukać materiałów wyjaśniających poczęcie życia ludzkiego, a następnie zastanawiać się jak przezwyciężyć aborcje, tzn. dokładnie na czym polega ta tragedia trudności w poradzeniu sobie z tym. Wtedy zaczęłam tyć, ale nie z powodu nadmiernego apetytu, ale dlatego, że odczuwałam coraz częściej jakby ssanie, więc jadłam więcej, żeby ochronić żołądek przed wrzodami, bo tak się robi. Dopiero po kilku latach zauważyłam wyraźniej związek typu przyczyna-skutek: odkładam tematy przezwyciężania aborcji, nie ma ssania. Biorę się za nie na nowo, ssanie wraca, muszę więcej jeść, tyję dalej! Wymyśliłam wreszcie to: Zamówiłam Mszę św. błagalną o uwolnienie od ducha żarłoczności. Pomogło, ale na krótko. Na kilka tygodni, ale naprawdę pomogło. Następnie okazało się coś jeszcze bardziej szokującego: inny związek typu przyczyna-skutek polega na atakach odczuciem głodu, jeśli zobaczę billboard, na którym jest zdjęcie zamordowanego nienarodzonego. Teraz (wakacje 2020) mam znów podobną sytuację, ponieważ znów kilka razy widziałam tego typu duże zdjęcie i to bardzo blisko mojego miejsca zamieszkania. Wstępne hipotezy byłyby takie: Uważam, że to jest reakcja, to moje już teraz aż do fizycznego bólu odczucie głodu, jednak nie psychiczna, ale duchowa, atawistyczna i adekwatnie nerwicowa. Pointa tego małego zwierzenia jest następująca: uważam, że jeśli się nie mylę i faktycznie mam reakcję, którą można nazwać jako odczucie atawistyczne, adekwatnie nerwicowe, jest ono najtrudniejszym do rozpoznania falsyfikatem odczucia, którego się doświadcza po oddaniu krwi, a to z kolei być może bierze się z ataków złych duchów na ludzi, którzy są pro-life (inaczej mówiąc: z ataków jakiś logik, które wydają się na tyle przekonywujące, że człowiek daje się im oszukać, co sprawia przekierowania jego cnoty wiary w stronę zła, podczas gdy wiara ma być skierowana do dobra), a ponieważ złych duchów w Kościele się wyrzekamy, powinnam zdołać to makabryczne odczucie przezwyciężyć jednak modlitwą różańcową. Nie wiem tylko ile mi to zajmie czasu. Jeśli mam rację co do trafności w ustaleniach przyczyn tego makabrycznego odczucia głodu, żeby trwale przezwyciężyć aborcje (w prawie i w rzeczywistości), potrzeba zaproponować inne, przynajmniej równoważne, możliwości bogacenia się, niż sprzedaż nadmiernej ilości żywności.
Pierwsza pomoc dla aktualnie zaprzepaszczanego naturalnego ludzkiego dobrobytu związanego z pracą naszych mózgów:
Istnieje prawdopodobieństwo, że ludzkość została wyposażona w naturalną, całkowicie skuteczną i wystarczającą broń przed różnego typu atakami podprogowymi, ale aktualnie traci to zabezpieczenie. W ramach mojej na ten temat hipotezy uważam, że zabezpieczenie to jest i musi być poczwórne: 1. ludzie, którzy żyją długo i godziwie, a umierają w późnej i bardzo późnej starości, 2. osoby, które rzeczywiście chorują na ciężkie choroby psychiczne i muszą całe życie przyjmować środki psychoaktywne, 3. leniwce i inne zwierzęta o podobnej dynamice, czyli także misie koala, 4. ochrona dosłownie każdego życia ludzkiego od chwili jego poczęcia do jego naturalnej śmierci (w tym momencie nie chodzi mi o to, że tak naucza Kościół, a ja promuję te wartości, ponieważ jestem katoliczką, ale o to do czego doszłam zastanawiając się nad tym problemem ponad 30 lat!, a co przedstawiam w taki sposób, żeby to było możliwe do zrozumienia dla wszystkich ludzi, którzy mają zdolność posługiwania się własnym rozumem, niezależnie od wyznawanej religii, czyli w ramach prawa naturalnego). To trzeba zabezpieczyć, a następnie młodsze pokolenia uczyć zabezpieczać i nie będzie zagrożeń związanych z podprogowymi atakami na pracę naszych mózgów. Chodzi o obronę przed naprawdę bardzo dużej szkodliwości złem! Każdy kto jest pro-life tworzy dla siebie tego typu zabezpieczenie, mniejsze lub większe. Jeśli ludzie porzucają te naturalne możliwości, dzieją się następne tragedie: 1. ludzie zaczynają tworzyć sztucznych psychicznych, czyli ludzi zdrowych na środkach psychoaktywnych, którzy okazują się wprost niezbędni, 2. ataki podprogowe uznawane są za depresję, co jest całkowitym absurdem, 3. ludzie ciężko chorzy nie mogą godnie umrzeć, ponieważ na sam koniec ich życia jeszcze są torturowani uporczywą terapią, 4. tworzy się lub odtwarza się umysł totalitarny, który zawsze niszczy inteligencję i artystów (mam na myśli warstwę społeczną), a inteligencja i artyści to naturalny zasób ludzki, który zabezpiecza w ogóle ludzkość przed regresem (umysłowym, społecznym, kulturowym wreszcie, także przed regresem rozwojowym!). Na pewno można powiedzieć: 'Twoje godziwe życie jest rzeczywiście w moim interesie'.
Polska pro-life? Tak, ale jak
Po pierwsze, żeby Polska była pro-life, trzeba usunąć każdą możliwość przerywania ciąży, a nie jedną z trzech, jak teraz się proponuje. Uważam, że to co się teraz proponuje, to wciąż ZA MAŁO, żeby można było uważać, że Polska jest dla ludzkiego życia na tak. Widzę to więc dosłownie w taki sposób: 1. jeśli chodzi o usunięcie prawa do intencji eugenicznej, wiadomo, więc pominę (sprawa ciągnie się od lat i ma już duże szanse na powodzenie, ale właśnie to jest za mało), 2. jeśli więc chodzi o usunięcie prawa do intencji "ponieważ do poczęcia doszło po gwałcie", uważam że też da się to szybko załatwić, ponieważ wystarczy uznać prawnie niepoczytalność po gwałcie i szok z zasady (prawdopodobnie występuje zawsze, ale nie zawsze zostaje rozpoznany, więc może mieć przebieg utajony i chroniczny), więc jeśli doszło do przerwania ciąży po gwałcie, potrzeba miłosierdzia dla ofiar i terapii oraz badania, czy ktoś inny nie namówił, a kobieta czy nie zadziałała w zniewoleniu, a nie karania jej za aborcję, czyli ja opowiadam się za uznaniem prawnym przerwania ciąży po gwałcie, za przerwanie ciąży po gwałcie, a nie za aborcję, czyli za uznaniem tego typu decyzji kobiety po gwałcie za nieumyślne zabójstwo nienarodzonego, co nie byłoby karalne, ale wiązałoby się z obowiązkiem poddania się leczeniu przez tę kobietę (choć dla spokoju sumienia poprosiłabym Stolicę Apostolską o moralną ocenę takiego kierunku prawnego rozwiązania tego problemu), 3. jeśli chodzi o trzeci przypadek prawny w Polsce, czyli o usunięcie prawa do przerwania ciąży, ponieważ zagrożone jest życie matki lub matki i dziecka, ja uważam, że trzeba uczciwie uznać równość osób i ratować w równym stopniu oboje, czyli potrzeba tworzyć takie sytuacje, które usuną wybór. Zaproponowałam na moim blogu sposób, który mógłby polegać na tym, żeby kobieta w czasie ciąży miała obowiązek korzystania z opieki dwóch lekarzy, co oczywiście musiałoby być refundowane: jeden stałby zawsze po stronie kobiety, a drugi zawsze po stronie dziecka, więc w sytuacji zagrożenia życia matki i dziecka, jeden lekarz ratowałby matkę, a drugi dziecko, co usunęłoby rzeczywistość wyboru (dwóch lekarzy do dwóch pacjentów nie musi wybierać kto ma przeżyć, ale każdy zajmuje się ratowaniem swojego, więc nie ma wtedy przerwania ciąży). Można by opracować specjalne psychologiczne testy pozwalające znaleźć specyficzne predyspozycje takich lekarzy pro-life: lekarz woman-life musiałby być człowiekiem z natury zachwyconym kobietami, a lekarz baby-life — człowiekiem z natury zakochanym w dzieciach, a nawet dosłownie w niemowlętach. Dosłownie tyle ode mnie. Choć nie, jeszcze pozostaje sprawa poczęć in vitro.
Muszę powiedzieć, że znów potrzebuję odpocząć psychicznie od tych tematów, ale pozostaję nadal z dużym niepokojem w sumieniu: dlaczego nie ma takiego projektu ustawy w trybie pilnym, czyli w takim, w jakim były akurat wdrażane ustawy przeciwcovid'owe? Przecież bylibyśmy wszyscy w zupełnie innej, obiektywnie dużo lepszej, sytuacji, i może nawet odporniejsi na tę zarazę.
Proponowany w Polsce polski sposób na pierwszy w życiu etap bycia dorosłym
Po osiągnieciu wieku, w którym prawo polskie pozwala na zawarcie związku małżeńskiego, udokomentowane pół roku życia samotnie jako warunek uzyskania pozwolenia na ślub cywilny i/lub kościelny, bez względu na wiek; obowiązek zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Nie w grupie, ale dosłownie samotnie, w wynajętym małym/dużym (wszystko jedno) mieszkaniu. Nie w okresie narzeczeństwa, ale niezależnie, jako sposób na uzyskanie pewności w sumieniu, że w naturalnym procesie dojrzewania faktycznie doszło do separacji dziecka od rodziców oraz że młody człowiek na pewno jest dojrzały, czyli żyje w sposób nie gorszący bliskich, otoczenia, a także siebie. Wszystkim innym pozostaje prawnie uregulowany konkubinat oraz tzw. życie na kocią łapę. Na pewno będzie mniej rozwodów. Chodzi mi też o to, że w Polsce model francuski (dziecko kończy 18 lat, rodzice muszą mu kupić mieszkanie i musi się wyprowadzić), który we Francji jest być może błogosławieństwem, jest krzywdzący, ponieważ my naturalnie lubimy model rodziny wielopokoleniowej: duży dom lub kilka mieszkań nawet w tym samym budynku wielomieszkaniowym. W przypadku młodych kobiet chodzi dosłownie o to, żeby miały przed ich zamążpójściem choć przez te kilka miesięcy możliwość zrozumienia czym jest osobne mieszkanie, własna kuchnia, własna łazienka, własny telewizor lub własna decyzja o tym czy ma być, czy nie itd. Obraz dojrzałego młodego syna w Polsce, gdzieś na bogatej wsi, narysowałabym taki: „Tato, chcę już żyć zupełnie samodzielnie, daj mi te pieniądze, które właśnie mi dajesz na moje dwuletnie wakacje za granicą, na coś innego. Kupię za nie tę ziemię niedaleko naszego domu i wybuduję sam coś dla siebie, spróbuję przy okazji rozejrzeć się z czego mógłbym się w życiu utrzymywać. Będzie niedaleko, więc zawsze będziesz mógł do mnie przyjść, a jakby mi nie wychodziło takie życie, to przecież wynajmę co zbuduję i wrócę tu, bo miejsca jest faktycznie dość”. Tata na to pewnie powie: „Zgoda, synu, zrób jak uważasz. Może przy okazji spotkasz jakąś wartościową dziewczynę”, ale syn zaraz tatę swojego 'ustawi': „Tato, nie przesadzaj, ja mam wciąż tylko 18 lat. Jak wybuduję, rozejrzę się”. Tato odpowie: „Zgoda na tę twoją decyzję. Gdybyś coś ci nie szło, przychodź i pytaj. Zawsze chętnie ci doradzę”. Syn odchodząc zareaguje spontanicznie: „To będzie dom pasywny, wiesz tato?” Tata pewnie nie puści łatwo: „Naprawdę? Tam, za domem, jest strasznie dużo śmieci, których nie wyrzuciłem. Buduj więc też z tego, przyda ci się na grubszą izolację”.
Propozycja zmiany ratunkowej (chodzi o ratowanie życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci) dosłownie w ramach jednego z V-ciu przykazań Kościelnych:
Wymyśliłam to dziś (27 września 2020 r.), wyślę do Ojca Świętego najszybciej jak tylko zdołam (oczywiście list z prośbą już wysłałam [październik 2020 r.]): zmianą ratunkową byłoby obowiązujące czasowo każdego katolika zamieszkującego państwo, w którym nie ma prawnej i rzeczywistej ochrony ludzkiego życia i ludzkiej godności przykazanie: „troszczyć się o ratowanie życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci” w miejsce przykazania „troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła”. Przykazanie to wygasałoby i ustępowałoby przykazaniu, które teraz obowiązuje z chwilą zmiany tej sytuacji. W moim odczuciu taka zmiana byłaby skuteczną profilaktyką depresji właśnie dla nas, katolików, w obliczu grożących nam biernych udziałów w czynach aborcji, jeśli są prawnie dozwolone, chodzi także o in vitro, jeśli jest refundowane z naszych podatków. Takie przykazanie dawałoby nam spokój sumienia: odmawiam jedno w tygodniu Zdrowaś Mario w tej intencji i mam ten temat z głowy, jeśli nie mogę starać się inaczej. Robi się wtedy wyraźne także dla mnie, a nie tylko w zewnętrznym osądzie, że jestem dla ludzkiego życia na tak.
Scena polityczna w sytuacji prawnej (i rzeczywistej) pro-life
Przedstawiłam moją koncepcję takiej sceny na moim blogu na podstronie z argumentami pro-life, ale miałabym tu coś do dodania (7 października 2020 r.): dwie skrajnie koniecznie do odrzucenia okazują się do odrzucenia w ramach naturalnego rozwoju i dojrzewania osobowego, a nie w sposób traumatyzujący, jeśli po pierwsze są widoczne (jak nie widać nie ma pewności, że jest co odrzucić, ponieważ może chodzić o urojenia, a z kolei ich widoczność jest niezbędna, ponieważ wyrywa te zjawiska ze szponów okultyzmu i ezoteryzmu, czyli czyni je faktycznie mniej groźnymi, choć zdają sobie z tego sprawę nieliczni), a następnie pozostają rozpoznane jako nieumięjętność (wtedy odrzucenie wynika ze znalezienia dojrzalszych koncepcji, które okazują się obiektywnie dużo korzystniejsze [scena przesuwa się ze skrajni o jeden w stronę centrum]) lub jako subkultury (wtedy odrzucenie wynika z zaniku zainteresowania tego typu tematyką, przestaje być atrakcyjna, ponieważ atrakcją okazują się koncepcje łagodniejsze). Wciąż mam przekonanie, że w sytuacji wolności wyboru, po zmianie przepisów na całkowicie na tak dla ludzkiego życia i ludzkiej godności może się wydarzyć niejako samoistnie uzdrowienie z politycznej schizofrenii, której teraz nie sposób zobaczyć, jeśli się nie ma odpowiednio dużego dystansu do tego typu rzeczywistości, a co powinno się przejawić w przestawieniu z prawej na lewą i lewej na prawą, czyli to co się teraz wydaje na pewno z prawej strony sceny politycznej, odnajdzie się bez wątpienia po lewej i odwrotnie też. Tak naprawdę to już odrobinę widać, ponieważ wiele ludzi walczy o ochronę ludzkiego życia i ludzkiej godności od poczęcia do naturalnej śmierci: wzmacnianie narodowej tożsamości idzie w parze z niemałym socjalem z powodu pandemii, natomiast z lewej strony teraz można wyczuć sporą sympatię do biznesu. Tak mniej więcej o tym myślę.
Totalitarne systemy, rozróżnienie
Rozróżniłam trzy systemy totalitarne (st): 1. st z prawej strony (st1) satanistyczny, 1. st z lewej strony (st2) utopijny, 3. st relatywistyczny (st3) względny, a także sposoby ich ataków: st1 atakuje bezpośrednio ludzi przez doprowadzanie do ciężkich zaburzeń psychicznych ludzi zdrowych w celu ich wyłapania i włączenia do tego totalitarnego systemu lub do st2 oraz przez profanacje (wtedy ma łapankę tylko dla siebie), st2 atakuje przez teologię wyzwolenia i obietnice powszechnego dobrobytu, co jest utopią, nie jest mniej niebezpieczny od st1, st3 atakuje przez destruktywne sekty, prawo do aborcji, prawo do eutanazji, również nie jest mniej niebezpieczny. Zbrodniczy skutek tych systemów da się najogólniej uporządkować w następujący sposób: wszystkie trzy systemy totalitarne skutkują zbrodniami przeciw istnieniu: zbrodnią przeciw ludzkości (ludobóstwo poczętych istnień ludzkich nienarodzonych, eutanazje człowieka, zbrodnie wojenne), zbrodnią przeciw cywilizacji chrześcijańskiej (eutanazje z powodu zaszczepienia wiary w predestynację), zbrodnie przeciw jakiemuś narodowi, zbrodnie przeciw jakiejś rasie ludzkiej, zbrodnie przeciw prawdzie; owocują pojawianiem się desktruktywnych sekt, z których sekty po st1 żerują dosłownie na żywych ludziach Kościoła, co dzieje się w naszych czasach, a widać w skali prześladowań chrześcijan; sekty po st2 żerują na umysłach ludzkich, dosłownie na pracy ludzkich mózgów, podpinając się do nich i zagrabiając ich zasoby; sekty po st3 żerują na teorii względności A. Einsteina. Trzy systemy totalitarne, najprawdopodobniej falsyfikują trzy cywilizacje, więc więcej ich nie może być: st1 falsyfikuje cywilizację żydowską, st2 falsyfikuje cywilizację konfucjańską, st3 cywilizację chrześcijańską. Wszystkie trzy systemy totalitarne posługują się ezoteryką i/lub okultyzmem, ponieważ nie mogą inaczej; są do tego zniewolone prawdą, ponieważ tylko w taki sposób można je na czas spostrzec i się przed nimi skutecznie najpierw w ogóle bronić, a finalnie w 100% obronić. Jeśli uznaję, a uznaję oficjalną filozofię Kościoła Rzymskokatolickiego, czyli tomizm, to mogę pójść odrobinę dalej, ponieważ św. Tomasz z Akwinu, doktor Kościoła, uznał każde istnienie za byt, a więc za dobro, a Kościół uznał filozofię tego Świętego za swoją oficjalną filozofię. Jeśli więc systemy totalitarne w ogóle zaistniały, a nie można temu zaprzeczyć, pozostanie po nich jakieś jedno, konretne i przydatne (na poziomie ogólnoludzkim) dobro i to będzie wszystko, co po nich pozostanie; być może dobrem tym jest rozpoznanie, że cywilizacja żydowska proponuje w jej naturze mądrość, cywilizacja chrześcijańska proponuje w jej naturze najwyższe standardy wszystkiego, a cywilizacja konfucjańska godziwy osobisty rozwój (nie jest to przepowiednia, ale racjonalne przewidywanie); rozpoznanie, które mogło się wydarzyć, ponieważ duchowe ciemne tło sprawiło jakiś duchowy kontrast. Po desktruktywnych sektach, owocach tych systemów, nie zostanie nic, ponieważ nie mają natury, nawet czasu, ponieważ czas też jest materią, więc jest bytem, tyle że nie ubóstwionym, afirmowanym tylko, a tylko żerują na naturze, nawet żyznej ziemi po nich nie będzie, ponieważ i ziemia ma naturę, jest bytem, materią właśnie, ale nie ubóstwioną, więc potrzebną do zakotwiczenia mądrości.