Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Zapytaj o ofertę

Uwaga! Strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Flaga Włoch Flaga Polski Flaga Niemiec Flaga Francji Flaga Wielkiej Brytanii Flaga Szwecji Flaga Czech

Standardy w rodzinach

wyżej

niżej

To jest bardzo trudny standard dla osób, które żyją samotnie, ale nie dlatego, że tak chcą.

Czasem po prostu tak się w życiu układa. Czasem coś się kończy, a potrzeba czasu, żeby zaczęło się coś nowego. Wtedy chwilowo niektórzy nie chcą w ogóle słyszeć o rodzinie. To też nic nie szkodzi. W życiu, na przestrzeni lat potrzeba człowiekowi od czasu do czasu głębokiego doświadczenia samotności, zarówno kobiecie, jak i mężczyźnie. Dzięki temu można wiele spraw sobie dobrze poukładać i lepiej lub jeszcze lepiej przeżywać następne lata. Tak naprawdę nawet dziecku potrzeba jakiegoś małego doświadczenia samotności: „Tato, mamo, odkryłem, że chcę być w życiu samotnikiem. Co o tym myślicie?” Konsternacja na pewno, ale krótka: „Synu, OK. Możesz zostać nawet pustelnikiem, jeśli tak chcesz żyć. To też jest piękne życie”.

Standardy rodzinne mogą być wypracowywane wewnątrzrodzinnie i w relacjach między rodzinami. Mogą też przedostać się do pracy. Jeśli są dobre, mogą istotnie pomóc w zawodowym sukcesie, co bardzo dobrze widać po rodzinach, które zawodowo wspólnie grają i śpiewają.

Standardy relacji małżeńskiej

15 lutego 2022 r.

Mam na myśli sakrament małżeństwa, jeśli myślę o najlepszym standardzie takich relacji. Długo nad tym się zastanawiałam. W końcu, zauważając naprawdę duże różnice w relacjach małżeństw z sakramentem i małżeństw tylko cywilnych, okazało się dla mnie jasne i czytelne czego te różnice dotyczą. W małżeństwie sakramentalnym tworzy się jedność niemożliwa do osiągnięcia w żadnym innym związku, choć istnieje możliwość, żeby osiągnąć duże podobieństwo tej jedności. Jednak w pierwszym przypadku jest to jedność całkowita (można by też powiedzieć w metaforze, że organiczna), a w drugim oparta na trudzie wypracowania wzajemnych uzgodnień i uczciwym respektowaniu ich. Uzgodnienia jak najbardziej mogą przyczynić się do silnej więzi przyjaźni i przeżywanych wiernie uczuć, ale to nigdy nie jest to samo co jedność małżeńska sakramentalna; ta druga nie musi się dużo trudzić wypracowywaniem jak najlepszego standardu wzajemnych uzgodnień, gdyż jedynie je odkrywa i akceptuje, a tylko od czasu do czasu uczy się je akceptować. Trudzenie się może natomiast zaangażować w ważne sprawy życiowe zewnętrzne, a nie w tzw. docieranie się. Sakrament małżeństwa jest więc formą wzajemnego obdarowania małżonków małżeńską konsekracją, nie rozlewa się zatem na innych, ale tworzy podmiotowe odrębności i czyni relacje także z małymi dziećmi relacjami bez ujmy dla ludzkiej godności, czyli takimi, w których nawet kilkuletnie dziecko ma prawo coś chcieć lub czegoś nie chcieć, więc jest to zauważane i brane pod uwagę, a nie zazwyczaj lekceważone. Sakrament małżeństwa jest obdarowaniem, więc jakiegoś duchowego dobra jest w związku sakramentalnym zawsze więcej, niż wtedy, gdy tego sakramentu brak. W związku małżeńskim sakramentalnym ważnie zawartym moim zdaniem nie istnieje kompleks Edypa (kompleks Edypa w małżeństwie uważam za sytuację kryzysu małżeńskiego polegającego na tym, że mąż przestaje widzieć wyraźnie odrębność osobowości i cech fizycznych swojej żony, a postrzega ogrom jej podobieństw do jego matki, nie chodzi więc o rywalizację, ale o ryzyko duchowo-afektywne polegające na ukrytym kazirodztwie; żony ryzyko na podobnej zasadzie to [również inaczej rozumiany] kompleks Elektry; warto zauważyć, że mogą też wystąpić jeszcze bardziej ukryte kompleksy, ale nie mam pomysłu jak je nazwać: jeden polega na postrzeganiu w mężu matki, a drugi na postrzeganiu w żonie ojca; kolejne możliwe kompleksy to odbarzanie męża uczuciem macierzyńskim lub żony uczuciem ojcowskim), co być może da się udowadniać w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństwa (jeśli zaistniał jeden z tych kompleksów [można to sprawdzić chyba tylko w psychoterapii długoterminowej, ale nie wiem w jakiej szkole], małżeństwo sakramentalne na pewno nie zaistniało, gdyż więź wytworzyły tylko mechanizmy obronne).

Standard uczuć

20 października 2022 r.

Ten temat z pogranicza może albo cieszyć, albo oburzać. Może się też okazać obojętny, w zależności od tego kto się mu przygląda. Trzeba od razu uszczuplić jego znaczenie (na potrzeby tego akapitu): najpierw zakochanie, potem miłość, aż wreszcie prawdziwa przyjaźń lub zakochanie, które z czasem przemienia się w miłość, jeśli za jej część uważamy przyjaźń. Nie mówimy więc teraz o miłości macierzyńskiej, czy ojcowskiej.

Jeśli taka kolejność w standardach uczuć istnieje rzeczywiście, dlaczego dzieci potrafią się przyjaźnić? Nawet czasem lepiej, niż dorośli. Dlatego, że dzieci zawsze są owocem miłości (dzieci poczęte traumatycznie są owocem miłości Bożej), więc zanim dorosną, mają udział w najdojrzalszej formie miłości bez udziału we wcześniejszych jej etapach, gdyż na ten udział nie mają dość lat i w związku z tym także możliwości (nie rozumieją na co patrzą, rozumieją dorośli). Nie są więc zdolne dzieci do miłości (nie mogą wstąpić w związek małżeński [nie tylko dlatego, że są fizycznie i psychicznie naturalnie niedojrzałe, ale także z tego powodu, iż nie dysponują pełną wolnością, nie mają dowodu osobistego]), choć czynią wiele dobrych uczynków całkowicie na własne konto [np. jakieś dobre postanowienia], ale są zdolne do prawdziwej przyjaźni, co czasem można zauważyć. Proszę zwrócić uwagę, że w j. polskim istnieje kolejne bardzo pomocne w rozumieniu tych bardzo ciekawych zagadnień zróżnicowanie pojęciowe: czymś innym jest płeć człowieka, a czymś innym jego seksualność. Płeć jest formą, a seksualność możnością, czyli — jeśli nie pamiętamy o Arystotelesie — możliwością. Dopiero możliwość daje pełną wolność osobistą w relacjach najgłębszych uczuć i czyni człowieka zdolnym do podejmowania nie tylko dobrych, ale też trwałych zobowiązań. Do tej prawdy potrzeba dosłownie przeformatowania wady w pojmowaniu uczuć, która polega na myśleniu o nich, jako o wysublimowanych popędach: z nimi w ogóle nie wiadomo co zrobić, jeśli nie ma ich jak jakoś sensownie ulokować. Ale nie trzeba tego lokować. Wystarczy tylko pokonać wadę i znaleźć w jej miejsce zaletę: zdawać sobie sprawę, że dojrzewamy (czasem przez wiele lat) na ten temat do wolności i to ze względu na miłość (ponieważ zwykle pragniemy prawdziwej miłości wzajemnej). W życiu chcemy nie tylko żyć z czystym sumieniem, ale też przeżywać prawdziwą miłość wzajemną (miłość w małżeństwie jest jedną z odmian miłości wzajemnej). Miłość małżeńska to nie jest doświadczanie różnic płci, ale poprzez te różnice doświadczenie dojrzałej miłości, wiernej, czystej i - w małżeństwie sakramentalnym - zamkniętej tylko dla tych dwojga małżonków. Dzieci, które widzą czułość rodziców związanych sakramentem małżeństwa (codzienne przytulenia przed wyjściem do pracy, jakieś czasem małe pocałunki), nie uczestniczą w tej czułości, a tylko się jej uczą. Wiedzą, że dla nich przeznaczone są inne gesty, też czułe, ale inne: pocałunek w czoło, czasem w policzek, dla niespodzianki w głowę. Miłość małżeńska nie jest więc potrzebą, nie jest tym bardziej przymusem, pozostaje wolnością. Naprawdę. Mówię o tym prawie całe moje dorosłe życie, a prawie nikt mi nie wierzy, szkoda.