Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Napisz/Zadzwoń

Uwaga! Strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Nowości w szkole bycia pro-vie

19 stycznia 2022 r.

Z tematów naglących wyłania się oczywiście sprawa wody. To byłby bardzo dobry temat na jakieś artykuły w naszej szkole bycia pro-vie, ponieważ troska o wodę wymaga przemiany przyzwyczajeń, a z kolei w trwałej zmianie przyzwyczajeń, bardzo pomagają zmiany norm. Mam znów na myśli wodę szarą w budynkach wielorodzinnych: woda z prysznica, wanny, zlewu w kuchni idzie do lokalnej oczyszczalni ścieków i jako woda niezdatna do picia trafia do ubikacji. Chociaż tyle, ale za to na dużą skalę. Łapanie deszczówki jest sprawą oczywistą, ale można opracować takie filtry wody deszczowej, żeby stawała się w niektórych regionach wodą podobną do źródlanej. To jest tak naprawdę sprawa wdrożenia nowego standardu myślenia o wodzie, o stopień wyżej, niż teraz: nie tak jak dotąd deszczówka co najwyżej do podlewania, ale deszczówka na najlepszej jakości wodę pitną, dostępną lokalnie lub... nawet wysyłaną na eksport. Budynki wielorodzinne w terenach w miarę czystych ekologicznie można by standaryzować systemem przechwytywania wody deszczowej z dachów przez kilkupiętrowe warstwy filtrujące do zbiorników w przyziemiu na użytek mieszkańców, a nadwyżki na sprzedaż po kosztach do miejsc na świecie pozbawionych dostatecznej jej ilości. Woda z wieżowców, a na dole budynków pijalnie tej wody.

16 stycznia 2022 r., niedziela

Na naszym horyzoncie zdarzeń pojawił się nowy temat do rozważań: rozpoznawanie, a następnie przezwyciężanie wykluczeń społecznych. Problem dlatego trzeba zauważyć, a następnie oswoić i nauczyć się przezwyciężać, że tworzy dosłownie złe owoce. Po pierwsze tworzy, uruchamia lub/i wzmacnia mechanizm obronny zaprzeczania, po drugie tworzy/uruchamia lub/i wzmacnia trudne do rozpoznania pokłady nowego lęku (lęk przed społecznym wykluczeniem może być przyczyną podejmowania złych życiowych decyzji i to we wrażeniu osobistej wolności, czyli w mylnym przekonaniu, że decyzje te są podejmowane osobiście i bez wpływu zewnętrznych perswazji). Klasyczny przykład społecznego wykluczenia polega na tym, że osoba rzekomo całkowicie odrzucona co do relacji, na których jej w życiu zależało jest przekonywana o tym, że jej mniemanie o jakiejkowiek serdeczności tych, którzy ją odrzucili jest błędne, a następnie, jeśli trwa w swoim uporze, jest „typowym” urojeniem, które kwalifikuje się do leczenia. Uznawana jest więc za... niedojrzałą, czyli naiwną!, za kogoś kto boi się „spojrzeć prawdzie w oczy”. Proszę zauważyć, że wcale nie wyklucza to być może błędne mniemanie osoby wykluczanej, ale dopiero to modelowanie jej przekonań aż do uzyskania oczekiwanego skutku, czyli aż do uznania przez osobę wykluczaną, że faktycznie nie ma na kogo więcej liczyć w tych relacjach, na których jej zależało, a tylko na przekonywujących ją, którzy w miarę jak człowiek wykluczany połyka mentalną truciznę, stają się coraz milsi. Wykluczenia społeczne (w relacjach z bliskimi lub z dalszymi) trzeba koniecznie przezwyciężać, gdyż pozostawione stają się żerowiskiem różnego typu nadopiekuńczości, a to jest oddziaływanie na pewno i na dodatek zawsze dekstruktywne. Takiego wykluczonego skarba w nowym środowisku bardzo się lubi, a nawet głaska, a on coraz łatwiej wierzy, że znalazł to, czego szukał, więc co jak co, ale właśnie jemu społeczne wykluczenie już nie grozi. Nowi wiedzą, że „wiele przeszedł” więc trzeba go przynajmniej od czasu do czasu przytulić i zapewnić o pozytywnych do niego uczuciach, gdyż nie ma już nikogo, na kogo mógły jeszcze liczyć co do tej oczekiwanej zwykłej serdeczności w relacjach. Przecież już „wie na pewno”, że to podłość co mu robili, te „ciche dni” trwające tygodniami, choć obiektywnie nic mu złego nie robili, gdyż to nie były ciche dni, ale... zbyt rzadkie spotkania na... spacerach z psem. Taki przekonany musi przyjmować środki psychotropowe do końca życia, żeby mu się trzymało to nowe jego środowisko, a udaje się dla niego uratować tylko to, że nadal chce mieć psa.

Czy w tego typu zaplątaniach nie ma rzeczywistego problemu? Właśnie zwykle jest, ale on jest zupełnie inny; na szczęście dość łatwy do rozpoznania. W powyższym przykładzie: pies tego człowieka był bardzo duży i zupełnie niewychowany, więc tworzył zagrożenie dla psa małego, ale tak się głupio złożyło, że dosłownie nikt nie miał odwagi powiedzieć wprost, że trzeba z pupilem wybrać się na jakieś chociaż podstawowe szkolenie, a tylko każdy zmienił sobie porę na jego spacery, żeby się z tym dużym, niewychowanym wcale nie spotykać. Ktoś może próbować zarzucić, że problem jest nieadekwatny, ale ten zarzut szybko można odsunąć: nie jest dla kobiety sieroty, bez rodzeństwa, która następnie w jej dorosłym życiu została porzucona przez męża z powodu, jak się okazało po paru latach starań o dziecko, jej rzeczywistej (fizycznej a nie psychicznej) bezpłodności. Nie jest więc nieadekwatny, gdyż taka osoba, jeśli ma psa i chodzi z nim na spacery tam, gdzie może często spotykać tych samych ludzi, to dlatego, żeby mieć choć namiastkę prywatnych relacji.

14 stycznia 2022 r.

To może wygląda bardzo ubogo, ale – proszę spróbować mi uwierzyć – jest owocem ponad 21 lat trudu myślenia, rozważania, analizowania, wnioskowania, lektury wreszcie, a dotyczy pojęć: dekompensacji i nerwic.

Nowości 2021

Nowości 2020