Uprzejmie informuję, że tak jak kiedyś, tak i teraz moim osobistym zdaniem ta witryna jest za trudna do czytania przez osoby, które nie ukończyły 18-tu lat (chodzi o trudność z powodu obiektywnej drastyczności niektórych przedstawianych tu zagadnień), choć poruszane tu treści pojawiają się bezbroblemowo w tzw. przestrzeni publicznej i w internecie, i prawie nikt się na to nie oburza. Kto trafił na tę moją witrynę, a ma lat mniej, proszę, żeby grzecznie zapytał Mamy lub Taty, czy wyraża zgodę dla Małoletniej lub Małoletniego na czytanie zawartych tu treści.

W drugiej kolejności uprzejmie informuję, że od wielu już lat bardzo mnie interesuje katolicka teologia moralna, więc jak tylko znajdę możliwości, żeby takie studia podjąć, na pewno je podejmę. To jednak nie będzie ani ten rok akademicki, ani nawet następny, zatem jakość moralna tej i innych moich witryn nadal musi być... potoczna, za co przepraszam osoby, które oczekiwały szybszej na ten temat zmiany.

Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Napisz/Zadzwoń

Dobrostanem człowieka jest radość z dobrostanu przyrody. Z tworzyw sztucznych pet, można robić klocki: zakręcone butelki odrobinę podgrzać, żeby stały się termoplastyczne i zgnieść do oczekiwanych rozmiarów, ale tak, żeby wewnątrz butelek zostało trochę powietrza. Uzyskane w ten sposób formy można używać w budownictwie pasywnym do tworzenia dodatkowej warstwy izolacyjnej murów. Nie cienkiej, jak pianki termoizolacyjne, które mają 2-3mm, ale grubej jak cegły, czyli na 10-12cm, np. o wymiarach: 10 x 50 x 70. Wtedy pianka termoizolacyjna po obu stronach, i tworzywo pet okazują się... nową manną z nieba, która pozwoli przestawić całe budownictwo na budownictwo PASYWNE.

Czy ktoś zauważył, że husteczki higieniczne można pakować zawsze w papier podobny do śniadaniowego, a nigdy w folię polietylenową czy jakąś tam inną wziętą z chemii organicznej? Chodzi, w takich i podobnych przypadkach, o zatrzymanie szkodliwej produkcji tego typu opakowań na przyjazną dla środowiska, a nie o rzekomo bezproblemową dalszą produkcję i do tego ciekawy recykling.

Nowości w szkole bycia pro-vie

24, 27 i 28 listopada 2022 r.

Kościół katolicki jest dobrem nie tylko bezcennym, co także nieodnawialnym, dosłownie jak złoża węgla, które powinny być żelazną rezerwą świata (ludzkie przerażenie też dokłada się do efektu cieplarnianego [jak się klimat kiedyś zacznie niebezpiecznie ochładzać, wtedy jest sens się tyle bać, ale przecież nie teraz]), a nie źródłem ciepła na co dzień (także jak pszczoły: dostarczają miodu, pyłku, wosku, propolisu, urody przyrodzie, dźwięku, mądrości nawet, zapylają kwiaty, a oprócz tego żyją swoim własnym życiem, więc pszczoły się zostawia w spokoju i się je chroni, żeby te dobra, które tworzą były zawsze łatwo dostępne, gdyby ktoś chciał; na dodatek, jeśliby pszczół zupełnie zabrakło, zrobiłoby się prawdziwe nieszczęście [nie w sensie magicznym, ale dlatego, że wszyscy korzystamy na co dzień z tego, co wytwarzają pszczoły i to jest oczywiste, nawet naturalne, że nie budujemy dla rolnictwa maszyn do zapylania, ale czekamy na pszczoły; w najgorszym razie na murarki]). Kopalnie węgla mogą być celem turystycznym, jak również wypoczynkowym. Tak samo słynne miejsca kultu, które jednak zawsze i przede wszystkim są celem pielgrzymkowym. Myślenie, że trzeba niszczyć jakiegoś katolika, żeby samemu mieć się dobrze jest myślenieniem zbrodniczym i pogańskim. Nasz Pan, Jezus Chrystus, w czasie Ostatniej Wieczerzy przemienił chleb w Swoje Ciało i dał nam na pokarm w sakramencie Eucharystii. Nie odciął sobie palca, czy ucha, żeby inni zjedli, ale przemienił chleb! Taka jest ta różnica. Co się stało potem? Zbrodnia się stała na Kalwarii, w procesie zeznawali fałszywi świadkowie. Podburzony tłum zażyczył sobie wypuszczenia na wolność zbrodniarza Barabasza, choć Piłat powiedział otwarcie, że Pan Jezus jest niewinny! Potem przestraszył się tłumu, co skończyło się ukrzyżowaniem Pana, przez kłamstwa, oszczerstwa, przez ciężką bojaźń i przez jeszcze więcej przeciwności. Nie jest potrzebne męczeństwo chrześcijan, żeby świat dalej istniał. Męczenników w Kościele Katolickim jest już jak ulęgałek! I to od wielu lat, od kilkudziesięciu lat, a wciąż przybywa! (zob. raporty Pomocy Kościołowi w Potrzebie) Po co ich przybywa?! Wykańczanie chrześcijan ma potwierdzoną dynamikę: niszczy świat, ale Kościół też doznaje szkody (a już na pewno nie ma z tego żadnego zysku), choć tę szkodę jest w stanie „leczyć” (jednak nie zawsze, a nawet — przy tej skali zbrodni — trzeba powiedzieć, że rzadko, gdyż męczennicy za wiarę idą prosto do nieba [nie trzeba udowadniać, że na pewno są w niebie; ataki na św. Jana Pawła II-go są czynieniem z nas tzw. białych męczenników, całego pokolenia JPII, więc i osob świeckich, i duchownych, i konsekrowanych]): procesami beatyfikacyjnymi i kanonizacyjnymi. Jeśli ktoś ochrzczony ma nieuporządkowane życie sakramentalne, nie ma łatwiej, żeby coś zrozumieć, ale trudniej. Te trudności polegają na różnego typu błędnych przekonaniach, które jeśli zostają przyjęte za ich autorów za pewnik, zaliczają się do urojeń! Lepiej (bezpieczniej) mieć przypuszczenia (hipotezy), albo snuć fantazje.

W ogólnodostępnych zasobach internetowych można przeczytać co tworzy największe zagrożenia efektem cieplarnianym. Podobno asfalty, czyli drogi. Nic natomiast nie znalazłam o drogach kolejowych (żelazo i beton). Jeśli tak, to przydałyby się wyliczenia porównawcze, czy lepiej jeździć samochodami po drogach, czy latach samolotami i wynajmować, lub mieć, małe auta elektryczne, albo może byłoby dobrze najczęściej podróżować jednak pociągiem. Potrzeba konkretów! Jeśli wytwarzamy (my, ludzie) jakieś związki chemiczne, których wcześniej nie było, to najpierw trzeba się tego przestać bać, a potem trzeba pomyśleć, czy i to nie jest jakaś jednak dobra rzecz, tylko na razie się jej boimy. Czy wiecie, że kiedyś pomidory były uważane za rośliny trujące, więc nikt ich nie jadł? Czy wiecie, Państwo, że materiał na biopaliwo mamy nawet w naszych kuchniach? Przykładowo: suszone pestki avocado. Kto nie je masła, a je avocado, po roku powiniem mieć nazbieranych całkiem sporo pestek z tych owoców. Tylko trzeba policzyć wartość cieplną takiej biomasy. Następnie powinien być uruchomiony skup pestek z avocado, jak skup ziół, czy ślimaków. Naprawdę bardzo dużo da się wymyślić świetnych eko-pomysłów!

Nie jest dobrze puszczać z dymem wszystkiego co przeraża. Dużo lepiej to dookreślić, opisać, zabezpieczyć i przekazać młodszym, bo może tak być, tzn. to jest normalna kolej rzeczy, że coś jest najpierw niezrozumiałe, trudne, a nawet straszy, a potem okazuje się dobre, przydatne, albo jednak nie czyniące szkody (np. bydło, które rzeczywiście wydziela metan), a czasem rzeczywiście niebezpieczne, więc na pewno lepiej, żeby tego nie było. Tylko nasze czasy nie przynoszą światła co do tego, jak jakieś coś, co jest niebezpieczne, uczynić nieszkodliwym, choć faktycznie można zaprzestać jakiejś produkcji, nawet zwierzęcej, a nie tylko produkcji epoksydowego kiczu. To właśnie trzeba gdzieś, w jakichś dobrze wydzielonych miejscach, na razie zostawić (tu się pojawia wspólna część dwóch zbiorów [skrajni ekolodzy, hodowcy zwierząt domowych]: w rolnictwie hodowle ekstensywne zachowawcze; z których na szczęście wyraźnie wychodzą, całe i zdrowe, owce wrzosówki [kwestia czasu, żeby to było widać]). Może inni kiedyś zdołają coś wymyślić i poradzą sobie, gdyż my już nie damy rady, np. z racji wieku, albo z racji już podjętych zobowiązań, których naprawdę nie można porzucić.

Chciałabym się jeszcze wypowiedzieć krótko do dorosłych bardzo młodych: Sprawa wydobywania węgla w Polsce to nie jest problem uporu, żeby palić węglem, podczas gdy wszyscy inni chcą palić biomasą, ale sprawa zatrudnienia wielu ludzi, którzy mają płacone dość dobre pensje i utrzymują z tego swoje rodziny. Wciąż nie ma czym tego zastąpić w taki sposób, żeby górnicy nie byli poszkodowani zmianami. Na dodatek za tym się kryje cała kultura górnicza, środowisko, historia wielu pokoleń. To jest bardzo poważny problem, który dotyka również spraw godnościowych i zdrowotnych. Górnik na zasiłku, nawet jeśli byłby wysoki, wykończy się brakiem pracy, gdyż jest przyzwyczajony do ciężkiej pracy. Potrzebuje też adrenaliny, której dostarcza mu praca w niebezpiecznych warunkach. Bez tego istnieje ryzyko pojawienia się depresji. Jednak żelazna rezerwa węglowa, gdyby tak się miało kiedyś zdarzyć, nigdy nie może oznaczać zamknięcia kopalń, ale zawsze utrzymanie wydobycia na poziomie, który będzie miał potencjał być zwiększonym, gdyby z jakiegoś powodu zaistniała nagle taka potrzeba. W tym sensie kopalń zamknąć się nawet nie da, a górnicy muszą być, i to zawsze w dobrej zawodowej formie. Proponuję, żeby rzeźbili, to ogromny wysiłek i też dużo trzeba umieć. Naprawdę: figury (bardzo zdolni) i ornamenty (rękodzielnicy): wiele, wiele kilometrów węglowych scen: z bajkami, z biografiami, o poezji, nawet o naszych niektórych lekturach w szkole itd., na wycieczki piesze i na wycieczki kolejką. Najpierw oczyście coś dla węglowych pielgrzymów: piękna kaplica z Matką Bożą Różańcową od Węgla. A potem następne jakieś pomysły, np. robią już na Górnym Śląsku węglowe kosmetyki, jeszcze by można robić węglowe wino, do degustacji i sprzedaży TYLKO pod ziemią.

15 listopada 2022 r.

Relacja ludzi do świata powinna być pasywna (neutralna): tyle, ile zabrane, tyle samo zwrócone. Można sobie to dobrze wyobrazić na przykładzie piasku, który się zabiera naturze, żeby wytworzyć z niego szkło. Można następnie to szkło, po zużyciu, dać do jakichś zbiorników wodnych, w których nastąpi ścieranie krawędzi i ich wygładzanie aż powstaną nowe kamienie, żwir i nowy piasek. Wszystko powinno być zwrócone w jakiegoś rodzaju zamiennikach. Nie mówię teraz o typowym recyklingu, ale o pasywności w relacji człowieka do jego środowiska, jak domy pasywne, ale jeszcze w większym stopniu, tzn. całkowicie aż po materiały budulcowe, czyli domy do tego wszystkiego jeszcze bez grama plastiku. Wtedy dopiero jest OK, jak widać tę drogę człowieka i przyrody. Powinno to działać na zasadzie pożyczania i zwrotów. Wcześniej trzeba się dobrze zorientować jaka czego ilość oznacza równowagę. Poza równowagą, oraz poza destrukcją, jesteśmy w przyrodzie naturalnie pożyteczni, gdyż niebezpieczne nadwyżki zużywamy, co dla przyrody jest korzystne. Ale jest całkiem prawdopodobne, że dopiero zaczynamy tę wędrówkę, gdyż może wcześniej musi nastąpić jakieś wyraźne wyodrębnienie świata ludzi ze świata dzikiej przyrody, przez homeostazę takich dwóch rzeczywistości całego naszego świata. Polegać będzie to wyodrębnienie na tym na czym już polega, ale tego nie dostrzegamy: z dzikich psów zrobiliśmy psy rasowe, z gipsu naturalnego gips taki, jak naturalny, z poziomek truskawki, z dzikich kur kury domowe. Ale dzikie psy muszą zostać, gips naturalny musi zostać lub musi zostać zwrócony, poziomki muszą zostać, kury dzikie też muszą zostać. Potrafimy też robić samą ziemię, jak ta w naturze, nawet często lepszą. Nie musimy jej już całej zabierać, gdyż możemy ją też robić: taka jest w naturze, a taka jest zrobiona przez nas. W naturze robimy parki krajobrazowe z malowniczą ziemią, a zrobiona przez nas służy do rewitalizacji. Tak służy już dziś! Tego (takich pasywnych wdrożeń) już mamy więc całkiem dużo! Wystarczy zauważyć te dobre kierunki prawdziwego rozwoju, zachować je, czasem coś w nich znów poprawić i będzie następne długie lata naprawdę OK.

12 listopada 2022 r., sobota

Notatka dnia: Jeśli problemem jest przeludnienie, to jego przezwyciężanie powinno być zauważalne w takich obszarach jak, np. 1. ratowanie przyrody, 2. rezygnacja (całkowita) z metody in vitro poczęć istnień ludzkich, 3. na dużą, wręcz globalną, skalę społeczna aprobata dla osób żyjących samotnie, a tym bardziej dla kobiet tak żyjących, 4. promocja adopcji dzieci z donoszonych ciąż niechcianych, 5. dyskusje (lub przynajmniej jawność przemyśleń) na temat regulacji poczęć, w miejsce horroru regulacji urodzeń, 6. naprotechnologia dla par, które nie są w stanie poradzić sobie psychicznie z brakiem fizycznego potomstwa, 7. umowy na poziomie globalnym co do regulacji poczęć (jak w sposób godny można nie dopuszczać do poczęcia nowego człowieka, jeśli byłoby to poczęcie niechciane), a nie urodzeń (jeśli człowiek został poczęty, został poczęty! Przynajmniej Pan Bóg go chce i broni jego życia dosłownie od chwili jego poczęcia, gdyż Pan Bóg broni życia każdego człowieka), 8. kultura afirmacji ludzi poczętych nienarodzonych, starych, także chorych i niepełnosprawnych (cenny jest każdy, następnie nasi bliscy [rodzina, przyjaciele, dalsi, bliscy], potem znajomi, a następnie każdy żywy, a potem też, ci których już z nami nie ma, ale kiedyś byli i ich wspominamy, a nie tylko ci, których „jeszcze nie znamy”, gdyż w ostatnim przypadku cenna okazuje się tylko nasza ciekawość, co niestety pasie ludzką niehumanitarną samotność, gdyż trafia poza człowieka, w zawsze przeludnionym tłumie [człowiek chce prawdy spontanicznie, czyli jeśli jest samotny, życzy sobie to nie tylko czuć, ale jeszcze też widzieć, a widzi wtedy tłum, co jawi mu się jako przeludnienie]), wreszcie 9. miłość małżeńska, albo — mówiąc dokładniej — dojrzewanie tej miłości, do mądrości, do przyjaźni, wreszcie do jakiegoś rodzaju posługi tym, którzy na pewno potrzebują pomocy, a nie koniecznie, nieraz wręcz za wszelką cenę, spłodzenie dzieci. Jeśli problemem rzeczywiście jest przeludnienie. Osobiście myślę, że nie to jest problemem, ale np. w środowisku katolickim: nie zdejmowane ekskomuniki (uwaga! zdarzają się sytuacje, że ksiądz nie wie, że nie ma prawa zdjąć ekskomuniki i peninent myśli, że ma problem z głowy, gdyż usłyszał słowa o zdjęciu z niego ekskomuniki tymczasem, wtedy nie ma tego problemu z głowy; trzeba iść albo do księdza biskupa, albo do brata kapucyna [kapucyni mają nadany przez Papieża taki przywilej]), a w innym środowisku po przerwaniu ciąży udawanie, że nic się nie stało, podczas gdy stało się i trzeba się do tego zawsze odnieść w swoim własnym sumieniu, a często też w relacjach z najbliższymi.

Żeby pokonać problem przeludnienia, jeśli on w ogóle istnieje (może naprawdę problemem jest coś innego, np. nadprodukcja plastiku, albo nawet nie to, gdyż raczej brak umiejętności bezpiecznej utylizacji, nie mówiąc już o nieumiejętności pokonania różnych toksycznych gór śmieci, których w ogóle nikt jeszcze nie utylizuje), trzeba obowiązkowo uwzględnić ludzką kompulsywność na poziomie ludzkich reakcji atawistycznych (z natury swojej bardzo słaboświadomych, czyli zwykle błędnie interpretowanych), gdyż tylko tak pojawi się szansa, żeby zobaczyć łańcuch złych przyczyn złych skutków pomiędzy przerywaniem ciąż, a nadmierną ilością ludzkich poczęć. Być może ludzie nie zdając sobie z tego sprawy uciekają od prawdy o horrorze aborcji w różnego rodzaju natręctwa tworząc przez domieszkę błędu iluzję, że nie doszło do aborcji, np. przez wojnę tworzą się bardzo duże lęki. Moim zdaniem potrzeba innego podejścia: każde przyjęte poczęte życie ludzkie być może zawsze oznacza zmniejszenie tej kompulsywności, czyli rzekomej potrzeby, żeby więcej płodzić, co — jeśliby się udało zastosować na ogólnoświatową skalę — być może sprawi za jakiś krótki czas skutek rzeczywistego hamowania przyrostu naturalnego ludzkości i równocześnie hamowania masowego wymierania fauny i flory. To jest ta katastrofa z błędem (moim zdaniem oczywiście): Im więcej poczętych nienarodzonych zostaje pozbawionych życia, tym więcej ludzi przychodzi na świat, być może zawsze w innym miejscu, niż dochodzi o przerwania ciąż lub w miejscach zawsze najdalszych z możliwych od miejsc przerwania ciąż. Skala? Może 1 : 1 (?), ale może 1 : 5 (?), a powinno być 0 : 0, gdyż mówimy o tym, czego normalnie nie powinno być wcale (mówimy o sytuacji, w której jeśli normą jest wynik 1 : 1, to tego właśnie nie ma, a pojawia się wynik: 2 : 2 lub 2 : 6). Trzeba by rozpocząć prace badawcze na ten temat.

3 listopada 2022 r.

Istnieje możliwość uzgodnienia znaczeń niektórych bardzo trudnych pojęć w trzech zbiorach: 1. w nomenklaturze (uwaga! obciążenie znaczeniowe pojęcia 'nomenklatury', ale oczywiście niezmiennie nie chodzi mi o znaczenie polityczne) chrześcijańskiej — pożądliwość (do odrzucenia lub do uporządkowania); 2. w wyrażeniach potocznych — pożądanie (zachcianki [głupie lub niebezpieczne] i pokusy); 3. w psychiatrii też dwa pojęcia odnoszą się do tej samej rzeczywistości: obsesje i opresje (jeśli obsesje, to własne, a jeśli opresje to cudze). W bardzo dużym uproszczeniu można powiedzieć, że pożądliwości do uporządkowania, pożądania–zachcianki oraz obsesje biorą się z ludzkiego wnętrza (z serca nawet), a pożądliwości do odrzucenia, pożądania–pokusy oraz opresje biorą się z zewnątrz (od innych). Sporo trudu kosztuje nabycie umiejętności rozróżniania tych duchowych rzeczywistości. Opresje stają się terminem chrześcijańskim wtedy, gdy tworzą je grzechy wołające o pomstę do nieba.

Jeśli chodzi o różnice pomiędzy psychoterapią a psychologią, są oczywiste, ale często zapominane, co tworzy ogromne nieporozumienia. Psychologia jako taka nie pomaga, ale bada zjawiska. Wszysto jedno gdzie, więc nawet w szpitalach. Psychoterapia pomaga, ale nie wystawia recept na środki psychoaktywne. Kto chce, żeby ktoś mu pomógł się uporać z jakimś afektywnym problemem, powinien wybrać się do godnego zaufania psychoterapeuty lub do psychiatry, ale nie do psychologa (psychologia bywa nauką pomocniczą psychiatrii). Chyba, że ten ostatni równocześnie jest też wykwalifikowanym psychoterapeutą. Nie ma psychoterapii bezpiecznej. Powód więc, żeby z tego typu pomagania skorzystać musi być naprawdę obiektywnie i subiektywnie mocny. Może za jakiś czas uda mi się notować zbiory problemów możliwych do zakontraktowania na psychoterapię, gdyż dobrze zakontraktowany problem to większa szansa, że nie będzie z tego bardzo trudnych skutków ubocznych. Przykładowym problemem może być brak umiejętności rozpoznania odmiany przeżywanej miłości. Ktoś może umieć rozpoznać, że miłość jego do drugiej osoby jest wielka, czysta, szlachetna, ale nie potrafi rozpoznać, że nie jest to miłość, która ma zdolność tworzenia związku małżeńskiego i pakuje się w tarapaty. Proszę pamiętać, że do psychoterapeuty idzie się z jakimś problemem afektywnym, a nie z wyrzutami sumienia. Z takim zjawiskiem idzie się do księdza.

27 października 2022 r.

Okazuje się, że zupełnie prosto można też wyjaśnić różnicę pomiędzy pożądliwością (pożądaniem czegoś), a pragnieniem (smakiem prawdziwej miłości). Różnica jest całkowita, choć bardzo łatwo można się pomylić. Pierwsze dobrze wyjaśnia fragment piosenki Skaldów, którzy przedstawiają już sytuację zwycięską, tzn. możliwe do zaakceptowania pogodzenie się z trudną prawdą: nie o to chodzi by złowić króliczka, ale by gonić go (cyt. pochodzi z witryny www.tekstowo.pl). Drugie nie jest pragnieniem zdobycia czegoś lub kogoś, ale pragnieniem ze zdobycia czegoś lub kogoś. Wzorcowi narzeczeni, którzy chcą żyć i rzeczywiście żyją w czystości, mogą tak żyć (nie jest to dla nich heroizmem), gdyż ich wzajemne pragnienie jeszcze nie jest przez nich odnalezione, choć oboje mają jego silne przeczucie. Znajdą je i trafnie rozpoznają przez wzajemne i ważne złożenie przysięgi małżeńskiej, ponieważ wcześniej już go przeczuwali i wiedzieli na co czekali; ale to jest pragnienie, które się bierze dosłownie z posiadania (przychodzi po ślubie), a nie pragnienie posiadania (można je odczuć, ponieważ zaistniał nowy czegoś brak). Dopiero warunki duchowe całkowicie bezpieczne (np. w religii katolickiej: brak obawy przed utratą łaski uświęcającej) sprawia dostęp do tego, co na pewno nie jest pożądaniem, a tworzy jakość co najmniej równie ekscytującą. Wszyscy inni narzeczeni, czyli nie wzorcowi, mają większe lub mniejsze trudności, żeby rozpoznać tę różnicę. Dlatego tak często się mylą i źle wybierają lub nie wybierają, tylko właśnie gnają (często nigdy w życiu nie doświadczając pragnienia, za to zwykle jakiegoś strasznego chcenia, które wciąż odzywające się z niczym nie ugaszoną siłą, niszczy jedne związki i nęci następnymi, które po latach okazują się równie beznadziejne). Kto nie może znaleźć pokarmu dla pożądliwości, odczuwa mniejszą lub większą złość (proszę tego nie mylić ze „słusznym gniewem, nad którym nie zachodzi słońce”). Kto nie ma pokarmu dla pragnienia, odczuwa niemiłosierny duchowy głód. Reasumując: króliczek ma być jednak złapany, ma mieć na palcu obrączkę, ma mieszkać ze swoim mężem, który też ma mieć na palcu obrączkę (od tego króliczka właśnie) na głowie ma mieć jakiś swój czepek (w naszych czasach to jest niestety możliwe jeszcze tylko gdzieś na wsi, gdzie ludzie pielęgnują tradycje folklorystyczne), także papucie. Wtedy, jak się za jakiś czas pojawi dziecko, tylko trzeba się będzie trochę przeorganizować, a następnie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, aż dziecko przestanie chcieć nosić papucie, które dostaje od swoich rodziców, co będzie znaczyło, że już raczej na pewno rozgląda się jak sobie poradzić w tzw. życiu.

26 października 2022 r.

Chodzi też o to, że postawa św. Joanny Beretty Molli, która oddała swoje życie, żeby ratować swoje nienarodzone maleństwo, była postawą heroiczną, więc nie była obowiązującą normą społeczną. Pytanie dotyczy więc tego czy całkowity zakaz przerywania ciąży (w którym siłą rzeczy mieści się też całkowity zakaz aborcji) jest najlepszą normą obiektywną, dosłownie udowodnioną normą godnościową (społeczeństwa zachowują szacunek do siebie samych, jeśli w żadnym wypadku nie targają się na życie ludzkie nienarodzone lub stare, czy terminalnie chore, albo trwale i bardzo ciężko uszkodzone), którą trzeba wprowadzać i zachowywać, żeby naprawdę godnie żyć (żeby np. w tych społeczeństwach nie było już żadnych samobójstw; być może rzeczywiście tak to po jakimś czasie owocuje, tylko że aktualnie nikt tego nie bada) czy subiektywną, kulturową, umowną co do zwyczaju, a nawet religijną. Jak np. kiedyś palenie w Indiach żony po śmierci męża. Palenie żon (rzecz już nieaktualna) byłoby prawem podobnym do prawnego obowiązku matki do oddania za jej dziecko życia, gdyby oba życia (matki i dziecka) były przed porodem lub w jego trakcie ewidentnie zagrożone (z tego co się orientuję, nie istnieje takie prawo). Ale jeśli to na pewno heroizm, również na pewno nie można wprowadzić takiej obowiązującej prawnie normy, gdyż byłaby to jakaś następna forma przemocy.

24 i 25 października 2022 r.

Drogą do pokoju jest prawdziwe nawrócenie. Za nawrócenie można się wziąć nawet będąc niewierzącym, choć wierzącym jest łatwiej. Trzeba zacząć od chcenia, czyli nie somatycznie, tylko wolitywnie. Do chcenia trzeba dołożyć sprawnie działający własny rozum, który pomoże znaleźć mocne argumenty za. Dopiero z takim startem powinno nastąpić jakieś reflektowanie zdrowia własnej zmysłowości. Właśnie w tym miejscu dochodzi czasem do lawiny nieporozumień, więc szybko wyjaśnię o co chodzi: zmysłowość, to umiejętność posługiwania się na co dzień własnymi zmysłami: wzrokiem, słuchem, smakiem, węchem, dotykiem, a także odczuwaniem lub czuciem (zmysł szósty). W zmysłach nie ma na co dzień niczego ponad zmysły i tak ma być. W wielu sytuacjach właśnie zmysły służą jako transport dla... emocji i uczuć. Przez zmysły otrzymujemy szereg informacji. To ma po prostu dobrze działać i dobrze człowiekowi służyć. Jeśli coś jest źle, np. ze zmysłem wzroku, nosimy okulary. Jeśli coś jest źle ze smakiem i z węchem, w czasie pandemii wielu ludzi myślało, że choruje na covid-19 itd. Następnym więc krokiem na już rozpoczętej drodze nawrócenia jest akceptacja swoich własnych zmysłów oraz nabycie umiejętności dbania o nie. To jest bardzo ważny etap drogi, gdyż pozwala w pewnych sytuacjach właśnie z pomocą zmysłów nabyć informacje o poważniejszych uczuciach, niż zwykłe emocje. Tu zaczynają się schody, gdyż — jak można zauważyć na rysunku poniżej (rys. 1) — chodzi o to, żeby nawracając się nie zaprzeczyć własnej naturze. Jak to zrobić? Otóż trzeba wybrać drogę większego dobra, tak jak to uczciwie i zgodnie z prawym sumieniem aktualnie rozumiemy. Po co? Dlatego, że właśnie istnieje jedno ogromne ryzyko w życiu każdego dorosłego człowieka: że tak bardzo pogardzi sobą, iż wyrzuci z siebie całą zmysłowość i stanie się duchowym ślepcem brodzącym w krwi z ran powstałych dosłownie z ciężkich grzechów, z grzechów przeciw Duchowi Świętemu, czyli z grzechów przeciw miłości, z mówienia nie prawdziwej miłości (prawdziwej miłości da się powiedzieć nie, ale moralnie tego się nie robi; nawet bardzo trudnej prawdziwej miłości nie mówi się nie, tylko się ją potwierdza zwykle podejmując wtedy jakieś poważne decyzje życiowe, nie zawsze co do nowego związku, ale czasem co do rozstania z tą następną prawdziwą miłością ze względu na wierność miłości, co do której już zostały podjęte wiążące decyzje, albo jeszcze inaczej się układa te sprawy, ale się nie mówi miłości prawdziwej nie, tzn. nie zaprzecza się jej istnieniu, choć można ją przemilczeć, czyli można jej nie wyznać). W sytuacji szczerego i prawdziwego głębokiego uczucia, o którym komunikują ludzką świadomość właśnie zmysły (taka jest nasza natura) dalej trzeba iść drogą większego dobra, czyli do wierności i jak najlepszej jakości związku. Już będzie finał tego akapitu: Im lepiej i trafniej uda się wybierać prawdziwe większe dobro, tym bardziej ludzka seksualność, czyli to, co w okolicznościach prawdziwych i bardzo poważnych uczuć także transportują właśnie ludzkie zmysły, ale tylko w ramach zaistniałych uczuć i właśnie prawego sumienia, tym lepiej będzie ta sfera intymna przestrzenią zamkniętą. Jeśli się idzie w innym kierunku, robi się dosłownie rana, która na dodatek się powiększa, duchowa przestrzeń robi się otwarta, ale ma być właśnie zamknięta (to jest naturalna wyjątkowość tego typu wydarzenia), a następnie gdzieś się leje krew, jak teraz m. in. w Ukrainie. Prawdziwą miłość TRZEBA POTWIERDZIĆ i to dosłownie przed samym sobą, inaczej zaprzeczona wywiezie kolejnego nieszczęśnika na wojnę! To jest jeszcze gorsze, niż wypieranie własnej seksualności! Jakimś ciągiem dalszym tych tematów może być wpis na szczeblu prawa do nawrócenia, o poszukiwaniu pełni szczęścia.

22 października 2022 r., sobota, wspomnienie liturgiczne św. Jana Pawła II

Na drabinie godności ludzkiej, na szczeblu prawa do bycia pamiętanym dodałam akapit o prawach życia ludzkiego jeszcze nienarodzonego, a na szczeblu dobrego imienia pojawił się tekst o dobrym imieniu kobiet.

21 października 2022 r.

Na drabinie standardów, na szczeblu standardów w rodzinie, dodałam akapit o standardzie uczuć, który dobrze koresponduje z rysunkiem zamieszczonym poniżej.

23 i 24 (sobota) września, a także 3 października 2022 r.

Zrobiłam rysunkową notatkę z moich przemyśleń, które mogą okazać się pomocą dla ludzi pragnących żyć w pokoju na świecie (też należę do takich osób). Zachęcam do spojrzenia na te moje koncepcje, które powstały nie bez udziału myśli św. Tomasza z Akwinu, doktora Kościoła (modlitwa w brewiarzu z prośbą o uporządkowanie gniewliwości). Jedną z nich jest hipoteza o błędzie Freuda:

rysunek i myśli dla pokoju na świecie, rys. 1. RK

Proszę zauważyć, że ludzka seksualność została tu doceniona: w pewnym sensie znalazła się na podium i otrzymała złoty medal. Warto zwrócić uwagę na srebro i brąz, a także na czwarte miejsce, czyli pierwsze bez medalu. Proszę też spojrzeć na brak następnych zwycięskich uczestników tych niezwykłych „zawodów” Zachęcam również, aby dostrzec, iż przez gniewliwość czasem trzeba wrócić. Wraca ten, komu ona wyraźnie znika. Dodam od razu też to, że z lęku wraca się przez przemieszane środowiska twórców zawodowych, twórców amatorów, jak również przez terapię sztuką. Nie wraca się przez pokój w sercu, ale — zaryzykuję metaforę — po liniach granicznych. Różaniec odmówiony przez dzieci uwidacznia ukryte wulkany gniewu. Modlitwa różańcowa odmówiona przez dorosłych tworzy lub umacnia fundamenty świata, bez których świat byłby, choć bardzo piękny, to na samych piaskach.

rysunek i myśli dla pokoju na świecie, rys. 2. RK

Dalsze ważniejsze podpowiedzi jak czytać powyższe rysunki: tam, gdzie tekst leży na linii lub dotyka jakiejś linii w przestrzeni nazwanej światem istnieje duchowość otwarta. W każdym innym miejscu w przestrzeni nazwanej światem: istnieje duchowość otwarta i/lub zamknięta. Jeśli zamknięta, czasem można domniemywać mistykę, ale naprawdę bardzo, bardzo rzadko. To, co jest częste i wygląda jakby mistyka jest jej falsyfikatem. Poza tą przestrzenią nie ma dostępu do tych znaczeń, więc tym bardziej do granic tych znaczeń. Mam też pointę i równocześnie zadanie: proszę spróbować zastanowić się gdzie mieści się w świecie ten, kto przeklina i krzyczy w celu wyrządzenia szkody temu, kto tego musi słuchać. Następnie (druga część zadania) gdzie ląduje (czy chce, czy nie chce) osoba poszkodowana tego typu odddziaływaniem oraz na jak długo.

Coś, co w ostatnich kilku latach określa się jako seksualność dziecięca moim zdaniem w ogóle nie istnieje!, gdyż seksualność człowieka pojawia się w nim w okresie dojrzewania (jak oczywiste znaki dojrzałości fizycznej, których też wcześniej bardzo młody człowiek nie ma). Jeśli zdarza się, że jakieś dziecko przejawia zachowania, które wydają się być jego seksualnością, są to zachowania bezmyślne, a czasem też wynikające z jakiegoś rodzaju zniewolenia! Najczęściej oznaczają, że dziecko zostało poszkodowane jakiegoś rodzaju przemocą, nie są jego własną osobowością! Dziecko, które żyje bez doświadczenia dużej przemocy, albo które po dość dużej przemocy ma doświadczenie jej bez wątpienia pokonania (mama i tata, jeśli zdarzyła się im kłótnia przy ich małym dziecku, naprawdę się godzą i to tego samego dnia, w którym się kłócili, siadają do wspólnej rozmowy, uśmiechają się do siebie nawzajem, i nawet dziecka, które się temu z dystansu przygląda) nie ma takich zachowań.

Następna rzecz: lęk pojawia się, jeśli zaistnieje niebezpieczeństwo, od którego byłoby dobrze uciec. Jeśli się uciec nie da (np. od korka na autostradzie), lęk ustępuje miejsca frustracji ("przedmurze" gniewliwości), która następnie (jeśli eskaluje) przechodzi w gniewliwość. Gniewliwość bywa wyrażana dobrze lub źle. Dobrze wyrażona gniewliwość może pomóc w sprzątaniu, pracach w ogrodzie, w przeprowadzkach, a czasem też (w bardzo trudnych przypadkach) w kierowaniu sprawy do sądu itp. Źle wyrażona gniewliwość niestety bywa, że zamienia się w przemoc: w rodzinie, wobec zwierząt, wobec sąsiadów itd. Silny lęk trzeba zmniejszyć! Najlepiej, żeby doświadczenie lęku było krótkotrwałe, małe, a tylko zupełnie wyjątkowo średnie. Jeśli odczucie lęku wydaje się być subiektywnie bardzo silne i nie ustępuje szybko (np. po 1-2 dniach od zauważenia wciąż się utrzymuje, nawet pomimo zastosowania ogólnodostępnych środków uspokajających, np. herbaty na uspokojenie), NA PEWNO dzieje się coś bardzo niedobrego i trzeba spróbować przynajmniej skonsultować to odczucie z jakimś zaufanym człowiekiem. Dlaczego? Dlatego, że niezmniejszony silny lęk, który nie ustępuje, może się utrwalić i pozostać jako odczucie nawet, jeśli czynniki lękotwórcze się skończą. UWAGA! Farmakologia przeciwlękowa bywa, że uzależnia.

Co jeszcze mogłabym teraz powiedzieć? Choroby psychiczne zaczynają się mniej więcej pod koniec zakresu lęku średniego. Następnie: sytuacja doświadczania naprzemiennego silnego lęku oraz silnej gniewliwości to choroby dwubiegunowe, z których droga idzie już dwutorowo (pojawia się możliwość przyjęcia za rzeczywistość koncepcji podświadomości, świadomości i nadświadomości), a w zakresie pożądania cechą charakterystyczną musi być wewnętrzny konflikt, czym zajmuje się właśnie psychiatria, z której albo się da zawrócić, albo się nie da zawrócić. Jeśli się nie da zawrócić, dzieje się prawdziwa tragedia, gdyż kto nie chce wojny, musi przestać podążać, czyli nie może dalej iść. W tym miejscu może kiedyś będzie się dało udowadniać białe męczeństwo chrześcijan, którzy pozostali na środkach psychotropowych na dożywocie z własnej woli, ponieważ rozeznali, że tylko w ten sposób nie uczynią sobą dużej szkody.

10 września 2022 r., sobota

W Szkole bycia pro-vie (pro-live, pro-vita, pro-vitae, dla życia ludzkiego na tak) punktem wyjścia do rozważań o życiu ludzkim i ludzkiej godności od poczęcia do naturalnej śmierci jest sytuacja prawna, w której dozwolone są dwa przypadki przerwania ciąży (1. zagrożenie życia matki oraz 2. trauma po gwałcie) oraz spostrzeżenie, że w j. polskim istnieje możliwość wyraźnego i jednoznacznego rozróżnienia dwóch pojęć: przerwania ciąży (zaistniały skutek zakończenia życia ludzkiego nienarodzonego) i aborcji (świadome i dobrowolne, ze skutkiem śmiertelnym targnięcie się na życie ludzkie nienarodzone, w Kościele Rzymskokatolickim skutkujące karą ekskomuniki latae sententiae [ta kara jest czymś innym, czymś jeszcze poważniejszym, niż brak możliwości przystępowania do kumunii św. po popełnieniu grzechu ciężkiego]), co następnie może zmienić w pierwszej kolejności nasze zwykłe społeczne relacje, gdyż zaistnieje większa możliwość widzenia siebie nawzajem w oczywistym świetle domniemania niewinności (podejście chrześcijańskie).

W drugiej kolejności chodzi o nabycie intelektualnej umięjętności rozpoznawania momentu poczęcia życia ludzkiego za jego bez wątpienia początek, a śmierci naturalnej człowieka za sytuację, której wzorem jest śmierć Symeona (starca, którego znany z pierwszych kart Ewangelii, a którego życie spełniło się najlepiej jak tylko może się to człowiekowi na tej ziemi zdarzyć, gdyż zgodnie z wolą Bożą, co oznacza, że rzeczywiście szczęśliwie i bez żadnej zewnętrznej, przyśpieszającej lub opóźniającej [przez zadawanie nieludzkich cierpień człowiekowi w agonii] ten moment ingerencji).

Następnie chodzi o nabycie umiejętności rozumienia czym jest tzw. podmiotowość ludzka, a także ludzka wolność w życiu codziennym oraz o nabycie umiejętności rozpoznawania nieoczywistych niebezpieczeństw czyhających na jedno i drugie. Hasło "STOP aborcji!" na pewno wygląda na szlachetnie umotywowane i wyraża słuszne oburzenie, ale co dokładnie oznacza?

Czwartym zbiorem zagadnień podanych do rozważania w naszej szkole jest ten, w którym zastanawiamy się nad pojęciami ludobójstwa i dzieciobójstwa w kontekście życia ludzkiego nienarodzonego. Oznacza to konieczność szukania, aż do znalezienia, prawdy o rzeczywistym momencie, w którym kobieta psychicznie staje się matką a mężczyzna psychicznie zostaje ojcem. Do tych dociekań włączamy pojęcia: kobieta w ciąży, przyszła matka, pierwiastka, a także slogany: „będę tatą?!”, „będę ojcem!” itp.