Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

Content marketing tematyczny

uwaga! strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Niektóre przepisy prawne, które trzeba znać w szkole bycia pro-vie

(w przypadku takich przepisów jak przepisy konstytucyjne, jeśli ktoś jest obywatelem innego państwa, byłoby najlepiej zorientować się także w przepisach ochronnych i godnościowych dla człowieka własnej Konstytucji)

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej:

  1. (Art.18.) „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”;
  2. (Art.32.) „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”;
  3. (Art.30.) „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”;
  4. (Art.31.) [1] „Wolność człowieka podlega ochronie prawnej” [2] „Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego mu prawo nie nakazuje”, [3] „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”;
  5. (Art.34.) „Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. Inne przypadki nabycia obywatelstwa polskiego określa ustawa”;
  6. (Art.38.) „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”;
  7. (Art.39.) „Nikt nie może być poddany torturom, ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych”;
  8. (Art.41.) [4] „Każdy pozbawiony wolności powinien być traktowany w sposób humanitarny”;
  9. (Art.43.) „Zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu”;
  10. (Art.47.) „Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”;
  11. (Art.56.) [1] „Cudzoziemcy mogą korzystać z prawa azylu w Rzeczypospolitej Polskiej na zasadach określonych w ustawie”, [2] „Cudzoziemcowi, który w Rzeczyposplitej Polskiej poszukuje ochrony przed prześladowaniem może być przyznany status uchodźcy zgodnie z wiążącymi Rzeczpospolitą Polską umowamy międzynarodowymi”;
  12. (Art.72) „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”;
  13. (Art.73) „Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury”;
  14. (Art.82) „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o wspólne dobro”;

Karta Praw Podstawowych UE

  1. (Art.1.) Godność ludzka jest nienaruszalna. Musi być szanowana i chroniona.
  2. (Art.2.) [1] Każdy ma prawo do życia; [2] Nikt nie może być skazany na karę śmierci ani poddany jej wykonaniu.
  3. (Art.3.) Każdy ma prawo do poszanowania jego integralności fizycznej i psychicznej.
  4. (Art.4.) Nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu.

Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy:

  1. „Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła”;
  2. „Można uznać ojcowstwo przed urodzeniem się dziecka już poczętego”;

„Konwencja stambulska”

(tekst konwencji jest dostępny w pliku pdf na stronie internetowej Niebieskiej Linii)

  1. (Art.1.) [c] „«płeć społeczno-kulturowa» oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”; [f] „«kobiety» oznaczają również dziewczęta poniżej osiemnastego roku życia”;
  2. (Art.73.) „Zapisy niniejszej Konwencji nie powodują uszczerbku dla przepisów prawa wewnętrznego oraz wiążących instrumentów międzynarodowych, które są już obowiązujące lub wejdą w życie i zgodnie z którymi w odniesieniu do zapobiegania lub zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej stosuje się lub można stosować do osób prawa bardziej korzystne”.

To są wciąż tylko moje notatki (napisane w lipcu-wrześniu, a rozwinięcia tematów do listopada, 2020 r.), jeszcze muszę je przemyśleć:

  1. Prawo do aborcji, choćby jeden prawny przypadek, według mnie godzi w Art.38 Konstytucji RP, co ma uzasadnienie w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym w cytowanym na tej stronie przepisie o możliwości uznania ojcowstwa przed urodzeniem dziecka już poczętego, jeśli się uczciwie uwzględni fakt, że dziecko nie jest niepełnym człowiekiem, ale człowiekiem pod szczególną ochroną (mniejszą ochronę ma nienarodzony, niż dziecko, ponieważ nie zawsze chroni go instynkt macierzyński jego matki, który może być uśpiony nawet przez całą ciążę); żeby tak uważać, wzięłam pod uwagę także kolejność jako hierarchię ważności (wcześniejszy przepis jest silniejszy od następnego);
  2. Prawo do eutanazji według mnie nie zgadza się z zacytowanymi, i to wszystkimi czterema, przepisami Karty Praw Podstawowych UE, ponieważ nasze myślenie, czyli myślenie w europejskim dziedzictwie chrześcijańskim nie słyszy w brzmieniu tych przepisów dwuznaczności, ale zastanawianie się nad tragedią aborcji i/lub eutanazji sprawia, że staje się 'słyszalne' inne znaczenie, obce naszej kulturze, a nawet naszej chrześcijańskiej cywilizacji, chrześcijańskiej tożsamości; w zapisie 'każdy ma prawo do życia' w jednoznacznym znaczeniu słychać, że dosłownie każdy człowiek w każdej jego sytuacji zachowuje prawo do życia, więc jest w tym zapisie jednoznaczny zakaz: 'NIE WOLNO się na to życie targnąć, ani osobiście, ani z pomocą innych', ale jeśli gdzieś się pojawiają przepisy zezwalające na aborcję, czy eutanazję, na choćby jeden prawny przypadek, zaczyna być słychać (we własnych interpretacjach osób, które chcą to dobrze zrozumieć!), już nie nasze, ale obce znaczenie: „jeśli każdy ma prawo do życia, to znaczy, że każdy z życiem ludzkim może zrobić co mu się żywnie podoba, bo ma do niego prawo”, ale NA PEWNO nie może, moralnie! nie może, a nie w tym sensie, że tego się nie da zrobić, jak sobie tłumaczą niektórzy młodzi i udowadniają, że się da; prawo do eutanazji w niektórych państwach Unii Europejskiej, której i my jesteśmy członkiem (co jest wspaniałym osiągnięciem historycznym i obywatelskim) sprawia, że ludzie w miarę jak przybywa im lat żyją w coraz większym, ukrytym, lęku przed tego typu możliwością w przyszłości dla nich samych, co jest torturą psychiczną (Art.39. Konstytucji RP, Art.4. Karty Praw Podstawowych UE) i sprawia ryzyko, że ludzie (jakaś ilość, ale nie wiadomo jaka) podejmują ważne życiowe decyzje tylko w ten sposób, żeby odczuwać mniejszy lęk przed możliwością usłyszenia tej propozycji w przyszłości;
  3. (...)
  4. Art.32. i 39. Konstytucji RP; w mojej intuicji (w lipcu 2020 r.) pozwalają przykładowo opracować przepis o statusie ofiary przemocy psychicznej, który chroniłby takie ofiary przed oskarżeniem o zniesławanie przy ujawnianiu faktów, które muszą być ujawnione, żeby tego typu przemoc dało się udowodnić (nie zawsze chodzi o wskazanie sprawcy, dużo częściej o zdemaskowanie mechanizmu), którym w pewnych okolicznościach mogą się posłużyć ci, którzy tę formę przemocy zastosowali w przeszłości i/lub (być może) stosują nadal, na dodatek niekoniecznie w celu czynienia zła, ale często w dobrej wierze, czyli np. po to, żeby sfrustrować pacjenta do diagnozowania, ponieważ „tak się robi, wszyscy tak robią, a nawet dużo gorsze stosują metody”, ale pojawia się pytanie czy tego typu formy diagnozowania na pewno są humanitarne; status taki powinien się należeć każdemu człowiekowi po hospitalizacji w szpitalu psychiatrycznym, jeśli otrzymał przy wypisie diagnozę ciężkiej depresji, czyli depresji, która tak naprawdę niesie bezpośrednie zagrożenie życia. Ciężką depresję w naszych realiach cywilizacyjnych i kulturowych, czyli w cywilizacji chrześcijańskiej, kobieta może mieć po jednym badaniu HSG bez znieczulenia, a także po jednym przezpochwowym USG, ponieważ ludzie ochrzczeni mają zamiłowanie do czystości, nie do wtrzemięźliwości, ale do czystości!, więc o wydarzeniach, które na poziomie psychicznym przeżywa się jako "niemożliwy" do ujawnienia gwałt (np. na skutek niewiadomego pochodzenia kłamstwa co do koniecznej dla zdrowia częstotliwości tych badań, w które ludzie już dawno uwierzyli), nie ma mowy, żeby nie było depresji!, ponieważ knebel w tego typu sytuacjach działa jak wsteczny cug w kominie. Na szczęście wiele kobiet przeżywa je lekko i są one przemijające. Osoby nieochrzczone mogą być naturalnie mniej wrażliwe, ponieważ chrześcijanie przez chrzest właśnie są z łaski nadprzyrodzonej przysposobieni do pomagania, a do tego zawsze potrzeba więcej wrażliwości. Nie da się tej wrażliwości pozyskać przez znęcanie się nad chrześcijanami, ona jest nieprzechodliwa. Rzeczywiście potrzeba przyjąć chrzest, a potem właśnie zgodzić się, powiedzieć dosłownie wprost Panu Bogu, własnymi słowami, że chce się otrzymać taki dar. Potem potrzeba czasu i cierpliwości, nawet pewnego rodzaju wspaniałomyślności wobec Boga. Wtedy dopiero Pan daje takie nadprzyrodzone dary, np. dar umiejętności. Potrzeba badań statystycznych ilu kobietom po tego typu i podobnych badaniach rozleciało się potem małżeństwo! Inna sprawa: jeśli stalkerem jest człowiek, który nie zaprzestaje przykładowo wysyłania listów po wyraźnym żądaniu, żeby przestał, to na ile listów wolno nie odpowiedzieć, jeśli dotyczyły obiektywnie ważnych spraw, żeby to na pewno nie było przemocą psychiczną (odmową należnej relacji) wobec wysyłającego te listy? Powinien być wprowadzony obowiązek jawnej normy co do zasad korespondencji w życiu publicznym, w biznesie i w obyczajach, np. można do nas pisać, ale my nigdy odpowiadamy, albo: można do nas w jednej sprawie napisać maksymalnie dwa listy i ma Pan/Pani prawo oczekiwać jednej odpowiedzi, albo odpowiadamy na każdy otrzymany list, ale w czasie do pół roku itd. Po co wprawadzać prawnie taką normę? W celu przeciwdziałania ukrytym społecznym wykluczeniom.
  5. Art.38. Kontytucji RP; w mojej intuicji (w lipcu 2020 r.) jest dobry, ale pod warunkiem właśnie, że jest oczywiste, iż nie wolno targnąć się na życie człowieka nienarodzonego, więc tego bym jednak nie zmieniała, ale jeszcze czekam na odpowiedź z Parlamentu Europejskiego co do interpretacji przepisu w Karcie Praw Podstawowych UE (październik 2020 r.: odpowiedź już otrzymałam, ale nie wiem czy mogę ją opublikować w ramach przepisów RODO bez odrębnej prośby o zgodę, więc pozostawiam tu tylko tyle informacji na ten temat). Uważam, że istnieje ryzyko na poziomie cywilizacyjnym w usuwaniu oczywistości. Tak samo jak istnieje ryzyko na poziomie kulturowym, czy nawet narodowym w usuwaniu idiomów, obojętnie czy jawnie (przez tłumaczenia tekstów obcojęzycznych w innej, niż ta, na którą tekst jest tłumaczony, gramatyce), czy w sposób ukryty (przez diagnozowanie psychiatryczne mówienia za pomocą idiomów). Wyjaśnienie wszystkiego trzeba od czasu do czasu poddawać wątpliwościom czy aby na pewno nie tworzy to dystansu, który właśnie ma się nie pojawiać, żeby nie doszło do dezintegracji jakiejś wartości.
  6. Art.43. Konstytucji RP; w mojej intuicji powinien być uzupełniony o zbrodnie przeciw cywilizacji i w związku z tym mieć brzmienie: „Zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciw cywilizacji i zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu”; problem najgłębszy dotyczy tego, a w ramach tego jeszcze czegoś innego: potrzeba wyjaśnień i zapewnień jak Kościół rozumie człowieka, ponieważ niemało jest ludzi poranionych wiarą w predestynację, która dzieli ludzi na ludzi i wszystkich innych. Ogromny ten problem kryje ogromne pokłady ukrytych form przemocy wraz z przemocą na temat zbawienia! Kto się leczył psychiatrycznie, choćby prywatnie, jeśli trafi na wierzących w predestynację, będzie dosłownie zdeptany wmawianiem mu, że nie ma prawa do zbawienia, ponieważ pojęcie 'wszystkich ludzi' jego nie dotyczy! Jak mają obronić tacy ludzie własne prawo do życia (naturalnego i nadprzyrodzonego)? Przecież gdzie zalegalizowano eutanazję, oni właśnie są nią mordowani! Przecież człowiek, który leczy się psychiatrycznie jest pełnowartościowym człowiekiem, a nie suchym drzewem na 'fajne' huby najcięższych grzechów przeciw Duchowi Świętemu. Dlatego wiedza ezoteryczna jest krytycznie niebezpieczna i nie wolno z niej korzystać!, a Kościół naucza jawnie, żeby nie można było komuś powiedzieć, że tylko oficjalnie jest tak, ale w 'rzeczywistości' właśnie inaczej. Dlatego książki religijne w religii katolickiej powinny mieć imprimatur!, ponieważ dopiero takie urzędowe poświadczenie Kościoła zabezpiecza przed tego typu ukrytą zasadzką. Z tego samego powodu potrzeba edukacji i to dosłownie religijnej, żeby na wypadek, gdyby przyszła jednak tego typu makabryczna pokusa, odważnie i całkowicie ją odrzucić.
  7. W Art.47. Konstytucji RP zmieniłabym zapis 'czci', na 'afirmacji', ponieważ aktualny zapis w cywilizacji chrześcijańskiej jest za trudny do zrozumienia dla każdego, gdyż oznacza, że każdy może starać się o własną świętość (wzorem takiego starania jest bł. Sancja Szymkowiak), ale przecież w rzeczywistości nie dotyczy każdego beatyfikacja czy kanonizacja (nie czcimy siebie nawzajem i bez wyjątku, ale obdarzamy się nawzajem serdecznością, godnością [np. godnością bohaterów], szacunkiem, poważaniem, domniemaniem niewinności, prawem do niechcąco popełnianych błędów itd.). Pojęcie 'afirmacji' jest prostsze, nie zawiera tego ryzyka, a do tego mieści się także w nauczaniu św. Tomasza z Akwinu, (także, jeśli dobrze zapamiętałam, w filozofii śp. O. M. Krąpca OP) niczego nie ujmując z możliwości rozpoczynania nowych procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Chrześcijanin (osoba, która przyjęła chrzest, a potem następne sakramenty, osoba praktykująca), jeśli chce, dąży do świętości (ukrytej, jawnej), a każdy inny, jeśli chce, dąży do tego, żeby być czyimś bohaterem.
  8. Dwa zacytowane Artykuły Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego: w mojej intuicji zapis „Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła” jest bardzo dobry, ponieważ wtedy przerwanie ciąży lub zabójstwo poczętego człowieka przed jego narodzinami mieści się w ludobójstwie, a nie w dzieciobójstwie, czyli jest odrobinę mniejszą tragedią ludzkości, poza tym uwzględnia ludzką naturę (instynt macierzyński często budzi się w kobiecie dopiero po usłyszeniu płaczu jej własnego dziecka, albo nawet dopiero po podaniu jej maleństwu z jej piersi tzw. siary), ale wtedy nie ma merytorycznej spójności z artykułem następnym, w którym jest mowa o tym, że przed urodzeniem nienarodzony jest już nie tylko dzieckiem, ale też człowiekiem (jeśli jest dzieckiem, jest też człowiekiem, ponieważ dzieckiem człowiek jest na jakimś odcinku życia, a człowiekiem jest także każde dziecko).
  9. W „Konwencji stambulskiej” wystarczy tylko zmienić kolejność paragrafów, żeby nie była problemowa dla nikogo. Jeśli Art.73 znajdzie się na samym początku, będzie dobrze widoczne i oczywiste, że jest to dokument, który nie zagraża różnym światopoglądom oraz różnym kulturom, że sam dokument stara się je zrozumieć, a kobietom (zwłaszcza mniej wykształconym) pozwala pojąć (lub sprawdzić, czy dobrze oceniły siebie jako osoby poszkodowane) w ogóle okrucieństwo przemocy, jeśli jej doświadczyły. Rzadko, jeśli ktoś nie doświadczył przemocy we własnym życiu, sięga po tego typu dokument. W tym sensie uważam, że dobrze by było nie wypowiadać tej konwencji, ale postulować właśnie zmianę kolejności jednego z jej przepisów. Kobiety po doświadczeniu przemocy lub w czasie jej trwania, żeby się z niej ratować, bywa że potrzebują pomocy na poziomie intelektualnym, ponieważ to je uspokaja, jest czymś w rodzaju pierwszej pomocy. Naturą przemocy (każdej, a nie tylko wobec kobiet) jest atakowanie zdolności do myślenia, więc jej ofiarom mogą się pojawiać przez jakiś czas splątania myśli, wrażenie pustki w głowie, brak logiki, która by wyjaśniała co się stało lub dzieje, np. kobieta, która była bita może mieć problem z uznaniem alkoholika za sprawcę przemocy na niej, choć bije i żonę, i dzieci, ponieważ alkoholizm jest rzeczywiście ciężką chorobą, choć na pewnwo nie każdy alkoholik bije (te sprawy nadają się do rozdzielenia, ponieważ raczej jest tak, że ten, kto bije, często używa alkoholu jako zasłony dla siebie), a on wciąż przeprasza i obiecuje poprawę, i faktycznie na krótko się zmienia. Ona mu więc ciągle przebacza, ale za jakiś czas znów obrywa, tyle że o jedno uderzenie mniej, a dzieci już nie pasem, ale krzykiem i przekleństwami, czyli jest wyraźna poprawa, więc nie wie czy wolno jej odejść i uznać się za ofiarę przemocy, jeśli to nie jest dosłownie rozpisane na różne przypadki, w których ma szansę się gdzieś odnaleźć, żeby podołać jej własnej prośbie o pomoc. Tak naprawdę dokument ten widzi tylko maleńki wycinek rzeczywistości przemocy, nawet tylko wobec kobiet, ponieważ chyba (nie mam czasu przeczytać, tego jest bardzo dużo) nie daje możliwości zrozumienia zjawiska przemocy w zależności od przynależności kulturowej (trzeba mieć dobrze poukładane rozumienie własnej przynależności kulturowej, żeby widzieć, czy jakaś norma [prawna, społeczna] bierze pod uwagę rzeczywistość różnych kultur [w naszej, polskiej kulturze na pewno normy społeczne są przykładowo takie: jeśli nie ma dwóch miejsc siedzących to mężczyzna stoi a kobieta siedzi, dziecko stoi a dorosły siedzi itd.]), zjawiska przemocy wobec kobiet w pracy, przemocy środowiskowej, wreszcie przemocy w przestrzeni publicznej, a także ze względu na wiek, ze względu na płeć (naturalną), ze względu na wysoką jakość moralności osobistej (np. ze względu na skromność ubioru, ze względu na wierność), ze względu na wartości intelektualne, ze względu na urodę, ze względu na stan życia, wreszcie także ze względu na światopogląd, wyznanie, czasem ze względu na chorobę, ze względu na prawdę, z powodu ukrytych form przemocy (zajęłam się tym właśnie tematem; Fotoportret z 2003, fot. EK, kadr. RKna zdjęciu widać mnie w mojej uznanej przeze mnie formie nie w 2020, ale z 2003; wtedy już byłam grubasem [chodzi o nierozpoznane przez wiele lat moje silne i ostre reakcje uczuleniowe, czyli coś co ja sama w końcu zdiagnozowałam jako: nierozpoznawany w porę zespół ostrych omdleń uczuleniowych będących obrazem wstrząsu anafilaktycznego {obrzęków wewnętrznych} zamazanym wydarzeniami powodującymi naturalne wytwarzanie w organizmie dużych porcji adrenaliny ratującej życie, a nie jak mi wpisano w kartę wypisu ze szpitala psychiatrycznego w grudniu 2001 roku: "inne ostre i przemijające zaburzenie psychotyczne"], a nigdy nie byłam anorektyczką, chodzi też o przemoc dosłownie Freudem [nakarmienie mnie zupą na mięsie na oddziale zamkniętym, na który zostałam przyjęta {to było wbrew mojej woli, ale w końcu mnie namówiono, żebym podpisała zgodę, na oddział szłam boso; nie dlatego, że chciałam, ale dlatego, że buty trzeba było zostawić w depozycie, a nic nie miałam ze sobą} dokładnie 11 listopada 2001 roku], choć mówiłam, że jestem wegetarianką, było inną przemocą, ale na upartego da się to zrozumieć, choć nie w każdej sytuacji [nie można tego pojąć, jeśli karmienie polega na groźbie w typie: "jeśli nie zjesz, jeśli nie otworzysz buzi, jeśli wyplujesz, nie wyjdziesz stąd prędko; natychmiast otwórz buzię!"], jednak trzymanie mnie na sali z kobietą w jaskrawoczerwonym szlafroku, która dzień i noc głośno przeklinała, właściwie się darła, a przeklinając i wygrażając pięścią podchodziła do mnie raz po raz, na sali w zakładzie dla obłąkanych, czego ja w końcu nie wytrzymałam, więc wyszłam [wybiec nie miałam sił] z płaczem z sali, ale złapały mnie dwie pielęgniarki na korytarzu i zaprowadziły z powrotem na salę, po czym dostałam kolejną porcję środka na uspokojenie, było przemocą [też ukrytą; dlaczego ukrytą? dlatego, że na pewno go potrzebowałam, bo tego co tam się działo na pewno nie dało się wytrzymywać]; po kolejnej zupie z mięsem, na jakiś następny obiad zemdlałam i osunęłam się na podłogę na korytarzu, ale psycholog powiedziała [akurat do osoby, która mnie wtedy odwiedzała], że to się zdarza, więc też tylko dwie pielęgniarki zaprowadziły mnie na moją salę po tym jak już byłam w stanie iść, gdzie dalej darła się tamta kobieta [na salę na oddziale zamkniętym, na który pacjenci mówili, że to "piekło", w odróżnieniu od "czyśćca", czyli tej części oddziału, na której już można było liczyć na przepustki, i "nieba", z którego, jeśli się do "nieba" trafiło, wiadomo było, że będzie wypis {z "piekła" nie wszyscy wychodzili nie tylko zupełnie na wolność, ale choćby na dzień, choćby tylko do "czyśćca", w oknach "piekła" były kraty, a jadło się tylko łyżkami, poważne demencje były zazwyczaj w bezruchu, ubikacje z drzwiamy bez możliwości zamknięcia się, udawało się lub nie, kąpiel tylko pod nadzorem, dosłownie na oczach pielęgniarki, w drzwiach przeźroczyste szyby do 24-godzinnej obserwacji; widelce dostawało się dopiero w "czyśćcu", a myśl, że przecież drugie danie je się widelcem i nożem pojawiała się dopiero w "niebie"; na tyle "wystarczał" po "piekle" zachwyt tym widelcem w "czyśćcu"}, czyli będzie można zjeść obiad z kompletem sztućców {do myśli, że nie tylko kompletem sztućców, ale też we własnym domu wtedy była jeszcze bardzo daleka droga, choć faktycznie, jeśli na przepustce, to już we własnym domu}]; raz widziałam jak pielęgniarze dosłownie wrzucili przez drzwi na korytarz oddziału zamkniętego ["piekła" właśnie] człowieka, z taką siłą, że długą chwilę leżał na podłodze, zanim się pozbierał, może za to, że uciekł, go rzucili; to jak wyglądam teraz jest skutkiem właśnie różnego typu ukrytych form przemocy i moich walk o ich przezwyciężenie; chodzi m. in. o ataki podprogowe [...]) itd., a potrzeba nieraz lat, wielu lat, bo czasem przemocy było tyle, że nie da się o niej powiedzieć, żeby serce wytrzymało to mówienie; milczenie po ciężkiej przemocy, złaszcza psychicznej, którą z przeproszeniem 'z mety' się ośmiesza i odrzuca, i jeszcze się jej z reguły nie wierzy, często ochrania serce, więc trzeba milczeć tak długo, jak długo właśnie to (milczenie) jest na pewno bezpieczne dla serca. Wracam już do głównego wątku tego akapitu: Tego typu dokument (ratujący osoby poszkodowane od różnych form przemocy, w tym także domowej) powinien być żywy, czyli w drodze. Żeby rzeczywiście zacząć wydostawać osoby poszkodowane z jakiegoś rodzaju przemocy, najpierw trzeba te przemoce nazwać, a potem podzielić na uznane i nieuznane, i ten podział powinien być w jego naturze podziałem dynamicznym. Od tego bym zaczęła. Jesteśmy w Polsce wszyscy znowu odrobinę słabsi, ponieważ lokalnie pojawiły się zgody prawne na in vitro, co sprawia taki skutek, jak widać na moim przykładzie: wyjaśnienie i opublikowanie w internecie rysunków (są dostępne na tej witrynie, linki można znaleźć w nawigacji) dlaczego nie należy popierać tej metody zachodzenia w ciążę, (...). Więcej tropów do rozpoznawania różnych form przemocy można znaleźć na trzech moich stronach z moimi sprzeciwami sprzed kilku (4-7) lat, do których wróciłam w zeszłym tygodniu (wakacje letnie 2020): sprzeciw przemocy, sprzeciw wykluczeniom, sprzeciw manipulacjom. Tak, więc w tej obfitości tekstu wciąż jest dużo do poprawienia (choć nawiasy już opanowałam), ale chwilowo znów nie mam na to sił (co oznacza, że albo serce zaczyna wariować i dostaję palpitacji na skutek wracania do tej krytycznie trudnej mojej przeszłości, albo zaczynam mieć dreszcze, co też mija natychmiast, jeśli się znów na jakiś czas wycofuję z tych "tematów"), co nie znaczy, że za jakiś czas nie będzie lepiej. Gdzieś na moich stronach napisałam, że doświadczyłam też przymusowego nawracania pod koniec 2001 lub na przełomie 2001/2002 roku, które dopiero po wielu, naprawdę wielu latach, wreszcie rozkodowałam. Pozostawiam dla Internautów w domyślnej zagadce: „Nie Parandowski, proszę pani, ale w Piśmie Świętym ma pani mity, z których można korzystać, nawet codziennie powinna pani czytać Pismo Święte. Proszę więc już nie wracać do Parandowskiego, to naprawdę trzeba odrzucić, a wziąć sobie w domu, jak już pani będzie w domu, Pismo Święte. Pani pewnie myśli, żeby jednak wrócić do ćwiczeń, ale proszę nie być jak żona Lota. Pani jeszcze w ogóle pamięta mit o żonie Lota?”. Nie tylko to, naprawdę więcej się działo: "Nie grupy treningu osobistego rozwoju, tylko własna parafia. To jest zdrowe i dla pani!", "Pani chciała się uczyć zawodu psychoterapeuty? Przecież widzi pani, że to niemożliwe. Jak pani sobie to wyobraża? Taka pani delikatna, tak się pani ładnie uśmiecha, przecież ludzie panią wykorzystają! Proszę więc zrezygnować z tych zwariowanych marzeń. Trudno, trzeba się już zacząć godzić z tym, że się nie udało". Proszę spróbować mnie dobrze zrozumieć: ja się tu nie użalam, nie proszę o afektywne wsparcie, ale wyjaśniam skąd mam możliwość wypowiadać się na nieraz bardzo trudne tematy i usprawiedliwiam fakt mojej nieobecności tam gdzie na pewno bym była, gdy nie spotkały mnie w życiu ta powyższa i jeszcze inne (nie mniejsze) naprawdę tragedie. Ale nie o wszystkim chciałabym powiedzieć. W każdym razie w roku 2000, a potem w następnym autentycznie 'dokopałam' się do prawdy o moim powołaniu do życia konsekrowanego i walczę o tę prawdę cały czas, już tyle lat, nie tylko dla siebie. Podstawy w faktach były: w dzieciństwie błogosławił mnie osobiście Sługa Boży Ks. Abp A. Baraniak. Jeśli uwzględniam także tę rzeczywistość, przymusowe nawracanie okazuje się czytelniejsze: "obrzydzić jej wiarę!" Muszę powiedzieć, że siła tego przymusu była niemała, więc gdyby nie to, że sama zaczęłam się nawracać, tzn. pogłębiać moją wiedzę religijną i zrozumienie prawd wiary w osobistych kontekstach życiowych, im by się udało. Ale im się nie udało, choć potrzebuję na co dzień, jak kroplówki, ogromnej ilości modlitwy wstawienniczej. Mam więcej niż jedną teorię na temat co się w tamtych latach wydarzyło w moim życiu, ale na poziomie spraw ogólnoludzkich wydaje mi się najbardziej prawdopodobne, że zostałam złamana wcześniej i najprawdopodobniej niechcący, ale niestety skutecznie, przez badanie HSG (któremu się poddałam w 1998 roku, ponieważ bardzo pragnęłam począć maleństwo, a nie udawało się więcej niż rok i taką diagnostykę zaproponował mi lekarz prowadzący), które miałam robione bez znieczulenia. Doświadczenie tamtego bólu było tak traumtyczne, że mogło sprawić skutek mojej zgody na psychiatryczne leczenie w listopadzie 2001 r. Uważam, że doświadczenie tej skali bólu może także skutkować decyzją kobiety o pokonywaniu bezpłodności metodą in vitro, ale wtedy nie jest to decyzja podejmowana w wolności, tylko jako skutek tego typu ukrytego złamania psychiki nie do wytrzymania bólem, o którym na pewno chce się szybko zapomnieć. Może ten ból generować psychozy, które jeśli osoba nim poszkodowana zapomni, mogą sprawiać błędne diagnozy o rzekomo endogennym pochodzeniu problemów psychicznych, co jeśli się zdarzy, jest życiową katastrofą dla poszkodowanej (w psychiatrii jedną z podstawowych informacji diagnostycznych jest ta, która dotyczy zewnętrznych przyczyn kłopotów z psychiką, ponieważ jeśli przyczyna jest zewnętrzna i adekwatna do kłopotów, nie ma zachorowania na chorobę psychiczną, a tylko ma miejsce jakiś rodzaj uszkodzenia, przeciążenia, chwilowej psychozy, czy krótkotrwałej ostrej dekompensacji, co zazwyczaj ustępuje szybko i nie daje remisji, a raczej wręcz przeciwnie, jak zrośnięta po złamaniu kość jest nawet silniejsza w miejscu po złamaniu; problemem utrudniającym takie podejście jest jednak ograniczenie leczenia farmakologicznego, którego zasadą jest powolne zwiększanie dawek środków psychoaktywnych, czas przyjmowania maksymalnej dawki, a następnie powolne schodzenie z dawki; jeśli się zmienią lekarze lub prowadzący zapomni o ustaleniach sprzed leczenia, może dojść, i rzeczywiście czasem dochodzi, do tragedii, ponieważ niektórzy diagnozują swoich pacjentów biorąc pod uwagę TYLKO nazwę zapisanego środka psychotropowego; jeśli nie znają historii choroby, a pacjentowi nie wierzą, ponieważ akurat na tym polega ich metoda leczenia, wykończą człowieka na pewno, zgarniając przy tym niemałe sumy za prywatne leczenie; niektórzy są dosłownie tacy: jeśli leży pacjent na stole operacyjnym, na pewno wymaga operacji, a asysty obowiązkiem jest tylko i wyłącznie wskazać co ma być operowane, więcej nie wolno powiedzieć, bo to rozprasza chirurga; oczywiście innym tragicznym problemem są źle dobrane środki psychotropowe, oraz ilości przedawkowane przez lekarza a do tego jeszcze środki psychotropowe uzależniające, co na pewno uszkadza także pamięć, ale i wolę, i sprawia tragiczne dalsze losy pierwszej dobrej diagnozy, więc także wtedy jest mowa o remisjach: pacjent na przedawkowanej ilości środków psychotropowych, z uszkodzoną pamięcią, komunikuje tylko najbardziej podstawowe spostrzeżenia, mówi więc albo, że czuje się lepiej, albo że czuje się gorzej, ale już nie mówi, że nie wie dlaczego, bo nic nie pamięta, tzn. nie ma słów na wyrażenie tego co czuje, bo zapomniał przez to przedawkowanie, więc mówi to co niesie najwięcej możliwej do przekazania informacji o jego samopoczuciu licząc, że lekarz sobie resztę sam dopowie, bo przecież jest psychiatrą, co skutkuje jeszcze większą tragedią: 'trzeba zwiększyć dawkę, ponieważ pacjent mniej mówi, nie ma w tym miejscu powodu zastanawiać się czy czuje się dobrze, czy źle, ponieważ choć faktycznie mówi o tym, może się na ten temat na tym etapie choroby mylić, gdyż jest zbyt lakoniczny'; następnie istnieje możliwość, żeby dostrzec, iż osoby z kłopotami z pamięcią muszą mieć inne poczucie czasu, co sprawia, że stają się niewinną lub winną częścią systemu st3, o którym już gdzieś w 'szkole bycia pro-vie' napisałam, ale chwilowo nie pamiętam dokładnie gdzie, a o którym jeszcze nie da się łatwo pomyśleć, choć przed którym już się trzeba bronić; jak? właśnie przez rehabilitację pamięci, tzn. wystarczy decyzja i podjęcie jakiś ćwiczeń; im lepsza pamięć na skutek [w trakcie i po] rehabilitacji, tym mniej st3, tzn. że nie chodzi o to, żeby ją sobie tylko ćwiczyć, ale żeby rzeczywiście na ten temat zwyciężać, ona w wyniku ćwiczeń musi się stawać znów dobra lub przynajmniej lepsza [buddyści, prawdziwi, nie tworzą tego typu zagrożeń, ani nawet nieprawdziwi, czyli buddyzm nie tworzy zagrożeń dla funkcjonowania pamięci, jednak ci drudzy pozostają niebezpieczni z powodu braku umiejętności przezwyciężania stanów hipnotycznych]). Teraz do tego badania podaje się kobiecie narkotyki, jako środek znieczulający, ale to uważam, że jest jeszcze gorsze. Z psychiatrycznych zniewoleń wychodzi się przez doświadczenie, życiowe (przed lub po), silniejszych wrażeń, emocji i uczuć, niż doświadczyło się tam. To jest pewnik rozeznany przeze mnie już wiele lat temu. Tak się składa, że badanie HSG bez znieczulenia jest tej kategorii wrażeniem, że kto go doświadczył, ma zapewnione wyjście, trwałe, z tych właśnie zniewoleń. To jest tylko kwestia czasu, ale sprawa jest opatrznościowa i pewna. Nie wie o tym pewna pani psycholog, która diagnozuje na podstawie własnej traumy związanej z wieloletnią pracą na zamkniętym oddziale dla obłąkanych: "Kto tam był, nie może stamtąd wyjść, więc niech wraca na terapię, bo nie może się czuć dobrze. Jeśli mówi, że czuje się dobrze, kłamie! Sama wiem co tam się dzieje, bo tam pracowałam wiele lat! Nie szkodzi, że minęło kilka lat". Jednak kto nie ma takiego bagażu wrażeń–doświadczeń w świecie, niesie ryzyko tragicznych w życiu wypadków, ponieważ o osoby poszkodowane upomina się... 'horyzont zdarzeń'! Wtedy ceną zdrowia psychicznego może być tragedia, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, w którym nikt nie ma winy. Znakiem charakterystycznym, pomagającym rozpoznać tę właśnie przyczynę jakiejś katastrofy, jest radość ofiar, które patrząc tylko po ludzku powinny zareagować płaczem, ale to jest trudne do rozeznania, ponieważ taka radość po jakiejś tragedii może się też pojawić jako reakcja paradoksalna w szoku, a także jeśli jakaś dusza otrzyma nadprzyrodzone zapewnienie o zbawieniu osób, które w wypadku zginęły. Nagle w polu mojej uwagi pojawił się zupełnie nowy temat: hejty. Coś trzeba szybko z tym zrobić, ponieważ to jest przemoc psychiczna dla każdego, a nie tylko dla osób–ofiar przemocy psychicznej. Podobno jakieś moje treści są od sierpnia hejtowane, ale nie czuję się na siłach szukać i sprawdzać. Najbardziej zagrożone w tej sytuacji są osoby, które się leczą na depresję! Gdyby ktoś czuł się na siłach spojrzeć na ten problem, byłoby na pewno lepiej. Wszelki duży stres jest zagrożeniem dla pamięci, więc hejty też. Stało się coś jeszcze: validacja tego pliku jest OK, ale zniknęło nagle kolorowanie składni, ale dokładnie tylko tego akapitu, w edytorze kodu html oczywiście.
  10. Art.1.; treść „Konwencji stambulskiej” na moje pierwsze wrażenie raczej więc nie jest problemowa, ponieważ w Art.73. jest przedstawiony porządek i zakres jej obowiązywania, który gwarantuje wolność wyboru takiego rozwiązania problemu przemocy, które jest większym dobrem. Wygląda zatem, że nie ma powodu jej wypowiadać. Jednak jest kilka 'ale': jeśli sprawia przerażenie, że być może zawiera dodatkową i trudną do rozpoznania przemoc lub zagraża dezintegracją światopoglądową nas, katolików w katolickim przecież państwie, podczas gdy nam zależy na zintegrowaniu lub pielęgnacji zintegrowania, które już mamy, trzeba ją wypowiedzieć; potrzeba wnikliwej oceny czy treść Art.1. nie jest sama w sobie deprawująca dla nas, katolików właśnie. Zatrzeżenia moje dotyczą na ile ta konwencja nie zawiera jakiś ukrytych form dyskryminacji chrześcijan, których moralność wysoko ceni czystość i dziewictwo, jako wartość moralną, specyficznie chrześcijańską! W naszej, polskiej kulturze, powiedzieć prawnie, że dziewczyna przed otrzymaniem dowodu osobistego jest kobietą, naprawdę nie brzmi bezpiecznie i samo w sobie zawiera niemały akcent przemocy psychicznej, ale da się do tego podejść łagodnie i można uznać, że to jest pojęcie prawne skonstruowane na potrzeby tego dokumentu, którego założenia są słuszne, ponieważ chronić człowieka, więc także kobiety, przed przemocą jest słuszne. Jeśli natomiast miałabym coś powiedzieć o „płci społeczno-kulturowej”, nie widzę tego nawet w zakresach wolnościowych, jeśli to jest tym, co zdołałam się dowiedzieć w rozmowach (nie wiem wiele więcej na ten temat, ponieważ jestem zbyt zawalona różnymi obowiązkami), a dowiedziałam się tyle, że w imię wolności robi się dzieciom, i to ponoć w wieku przedszkolnym, mętlik w głowie na temat ich płci w kontekście jakiejś szokującej możliwości zdecydowania o zachowaniu lub zmianie tego co otrzymały w naturze i to także w wieku dziecięcym! (podobno dzieci, tyle że starsze, niż przedszkolne, mają podejmować decyzję czy zachowują swoją naturę, czy zgadzają się na operacją zmiany płci), co już samo w sobie jest poważną przemocą wobec dzieci, i to na tle seksualnym!, ponieważ dziecko nic nie powinno o tych tematach wiedzieć i to jak najdłużej! (albo powinno samo się dowiadywać, pytać, w miarę jak się uczy świata, a wiedza, którą otrzymuje dodatkowo powinna dotyczyć sposobów obrony przed niebezpieczeństwami na ten temat), ponieważ jeśli wie za wcześnie, oznacza to zawsze!, że dokonała się na tym dziecku właśnie, niezmiernie uświadomionym, jakaś przemoc na tle seksualnym!, więc powinno sobie na te tematy zwyczajnie spać, a dorośli powinni ten sen dziecka na te tematy ostrożnie ochraniać! Przynajmniej do 9-12 roku życia! Ludzka natura budzi się sama, a wtedy trzeba ją formować, najpierw do czystości i wolności, a dopiero potem do poważnych związków (temat dla wszystkich jak nic co najmniej do 21 roku życia, ale tak naprawdę do 30-tki). Aż tyle lat (do 9-12 roku życia) jest niezbędnym minimum (potem dzieci wyrastają i stają się chłopakami i dziewczynami, na pewno na co najmniej kilka lat). Jeśli więc w tym jest ta dziwna jakość, to nie ma co się przejmować tą konwencją. W naszej, polskiej i katolickiej kulturze raczej norma kulturowa dla dziewcząt jest taka: 'Jak masz już dowód, faktycznie możesz już próbować być kobietą. Twoja wolność, twoje życie, twoje decyzje. Pamiętaj, że jak zajdziesz za wcześnie w ciążę, nie uda ci się zrealizować Twoich wielu młodzieżowych marzeń, a aborcji popełnić na pewno nie wolno, więc jeśli mogę ci coś doradzić, jak ci będzie za trudno, zapisz się do Ruchu Czystych Serc'. Warto pamiętać, że wyższym standardem podmiotowych relacji jest proponowanie zmian, następnie ich negocjowanie, a nie odrzucanie całości czyjejś propozycji, ale bywa i tak, że czasem trzeba nawet coś odrzucić, żeby ochronić jakieś jeszcze ważniejsze wartości. Chciałam też zwrócić uwagę na jeszcze inny problem: ukryta przemoc środowiskowa, która może polegać np. na tym, że na coś co na pewno jest przemocą nie wypada się nie zgodzić z powodu groźby środowiskowego wykluczenia! Inną jeszcze sprawą jest fakt, że kobiety czasem nie umieją się szanować, a nawet bywa, że w ogóle nie wiedzą, że mają się szanować, a w rzeczywistości nie tylko mają się szanować, ale muszą, ponieważ tego wymaga ludzka natura, której częścią jest różna kondycja psychofizyczna, raz lepsza, a innym razem gorsza. Tak, w poważnych związkach może się pojawić taki etap, że trzeba powiedzieć co obraża oraz co obraża lekko, a co obraża tak bardzo, że jeśli to się zdarzy, na pewno dojdzie do rozwodu. Odmawianie współżycia w dni płodne kobiety w sytuacji, kiedy chodzi o staranie się o dziecko, ponieważ jednak pojawiły się rzeczywiste problemy, ale nie bezpłodność, też jest domową PRZEMOCĄ! I to niezależnie od płci tak naprawdę, jeśli mowa o związku małżeńskim normalnym, czyli otwartym na przyjęcie nowego poczętego ludzkiego życia. Czymś innym jest "nie mogę", a czymś innym "jednak nie chcę". Nie tylko więc gwałt, czy bicie, czy groźba, czy inne formy zastraszania, np. groźba niewerbalna. Przeklinanie zawsze, czyli nie tylko przy kobiecie, jest przemocą! Na pewno trzeba chronić przed domową przemocą także mężczyzn. Reklamy, których nie da się wyłączyć, ponieważ zaraz znów się włączają, też są przemocą, tyle że wymierzoną w ludzki umysł. Wynajmowanie mieszkań na wynajem pracowniczy w budynkach o podwyższonym standardzie, w którym chronią się kobiety samotnie wychowujące dzieci, ponieważ łatwo wymyślić, że w podwyższonym standardzie powinno być bezpieczniej, także jest jedną z ukrytych i dość perfidnych form przemocy. I billboardy przedstawiające zamordowane aborcją życie ludzkie. Pointa: Tak naprawdę Art. 39 Konstytucji RP zawiera wszystko co trzeba w sprawie ochrony przed przemocą, i to każdą.
  11. (...)

Dodatkowo: gdyby ktoś życzył sobie poznać moją definicję cywilizacji, udostępniam link do mojego E-pakietu autorskiego.

***

(...)

Wyjaśnienie tempa tworzenia tej i innych moich witryn internetowych: nic nie mogę przyspieszyć nie tylko dlatego, że muszę podołać też innym obowiązkom i innej pracy w firmie, ale także dlatego, że w większym stresie mam większe kłopoty z pamięcią i muszę natychmiast ją ćwiczyć, żeby mi się znów nie pogorszyła, jak również dlatego, że z powodu różnych przeszłych życiowych doświadczeń (traumatycznych) znalazłam się w takiej przestrzeni zdarzeń, w której przyspieszenie oznacza dla mnie trącanie czegoś i nowe kłopoty, np. przed chwilą (dziś mamy 30 lipca 2020 r.) znów chciałam przyspieszyć i trąciłam niechcący filiżankę z kawą. O tyle u mnie się poprawiło, że dotąd prawie zawsze, jeśli coś niechcący trącałam, to się rozbijało lub przewracało, a teraz się trzyma, czyli tylko mi podnosi poziom stresu. Mam kawę dalej!