Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Zapytaj o ofertę

Uwaga! Strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Flaga Włoch Flaga Polski Flaga Niemiec Flaga Francji Flaga Wielkiej Brytanii Flaga Szwecji Flaga Czech

Potrzeba siódma: potrzeba dotyku

wyżej

niżej

To jest takie mało oczywiste o co w tej potrzebie może chodzić, ponieważ jeśli dotyk jest jednym ze zmysłów, to brakuje precyzji pojęć.

Mamy takie zmysły jak: słuch, węch, smak, wzrok, dotyk, odczuwanie (?). Ale jeśli mamy potrzebę dotyku, to powinniśmy mieć też potrzebę słuchu, węchu, wzroku i może też odczuwania; ależ w rzeczywistości mamy potrzebę słuchania i słyszenia, wąchania i odczuwania zapachów, smakowania, dotykania i bycia dotykanym, także odczuwania wrażeń innych, niż dotyk, np. odczuwania bólu, swędzenia, pieczenia.

Różne nasze potrzeby

Potrzeba dotyku, jeśli przywodzi na myśl potrzebę przytulania lub bycia przytulanym, może jest potrzebą bliskości lub czułości, albo zwykłą fizyczną nieuświadomioną w pełni potrzebą ciepła. Może więc ta akurat potrzeba jest czymś co się ujawnia jako potrzeba z chwilą kiedy inne zmysły są słabe lub w ogóle nie działają, np. jeśli brakuje wzroku. Byłaby to więc może potrzeba zapasowa.

Całkiem możliwe, że deficyt potrzeby dotyku realizuje się w na tyle niedobry sposób, że naprawdę dobrze by było wdrażać jakąś na ten problem profilaktykę. Wydaje się, że deficyt ten może sprawiać jakiś trudny do przewidzenia dotyk zastępczy, a to może oznaczać np. różne potłuczenia, czy nawet poważniejsze wypadki. Nie mam teraz na myśli tego, że jeśli sobie ktoś złamie nogę, to ktoś się nim potem zajmie, ale sam fakt – można by powiedzieć – zgęszczonego, aż do bólu lub nawet aż do zranienia, dotyku. Jeśli to się wydarza, być może dzieje się coś takiego dlatego, że człowiek go pozbawiony, jeśli tego deficytu nie uzupełnia, ma właśnie obiektywnie większe ryzyko wypadków. Byłby to temat do rozwinięcia nie tylko na tej drabinie, ale także w zagadnieniach zaproponowanych w witryniecontent marketingowej dla kobiet, a nawet na stronie internetowej o życiu konsekrowanym. Ale jak nie żebrać u ludzi o dotyk, jeśli życzą sobie zachowywać zawsze dystans? Pomagają łagodne zwierzęta. Nie tylko psy, czy koty, ale także owce, alpaki, konie, osły, a na wsi... krowy.