Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Napisz/Zadzwoń

Uwaga! Strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Pierwsza pomoc w nagłej psychozie

Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że weszliśmy globalnie w etap zdrowienia (psychoza po zakończonej traumie) po dwóch wojnach światowych, choć przeszkadza w tym pandemia.

21 grudnia 2021 r.

Właśnie to daje objawy w aktualnym biegu wydarzeń globalnej psychozy, która może dotyczyć wielu ludzi. Psychozy nierozpoznane są bardzo niebezpieczne, gdyż mogą być interpretowane jako rzeczywistość. Na tym polega to niebezpieczeństwo, że sen na jawie (w stanie czuwania) wydaje się rzeczywistością, podczas gdy pozostaje snem, a w związku z tym również marzeniem sennym, czyli serią pragnień nieadekwatnych do rzeczywistości. Ta sytuacja dotyczy zarówno stanu umysłu (struktur logicznych), jak i stanu wyobraźni (obrazów, wizji). Pracuje się nad tym własnym sumieniem (jeśli coś jest nieoczywiste, to trzeba poszukać wypowiedzi autorytetu w danej dziedzinie), oraz własnym rozumem, który pozwala trwale dezaktywować paranoidalne logiki (logiki rozpaczy i obłędu oraz logikę pychy, czyli logikę władzy totalnej), „przerośnięte” afekty oraz uszkodzoną wyobraźnię, a w końcu ten moment, w którym wyobraźnia próbuje przejąć kontrolę nad rzeczywistością. „Przerośnięte” afekty (silne, nieadekwatne emocje generowane błędną logiką) dlatego są bardzo niebezpieczne, że tworzą sytuacje decyzji i czynów zagrażających innym (ludziom i przyrodzie).

góra strony

nawigacja witryny

Jak się ratować z nagłej psychozy w czasach pandemii

Po pierwsze trzeba się nauczyć zauważać swoje własne afekty, nazywać je (naprawdę trzeba wiedzieć co się czuje, czy przykładowo przerażenie, czy wzruszenie, czy radość, czy smutek, może słuszny gniew; chociaż tyle trzeba obowiązkowo w naszych czasach umieć i to, jeśli pojawiają się wątpliwości, zwykle sprawdzają psychoterapeuci, a jeśli ktoś ma z tym problem, właśnie to próbują naprawić). Skąd one się wzięły jest sprawą następną, więc przy okazji pierwszej pomocy nie ma co o tym mówić. Druga rzecz: która emocja jest dla mnie tą, którą chcę przeżywać teraz oraz najczęściej. Uczciwie trzeba to przed sobą samym (osoby wierzące w Boga: w modlitwie przed Bogiem) przyznać. To już bardzo dużo zmienia, gdyż osoba doświadczająca psychozy trafia w większą ilość prawdy o sobie, a to sprawia, że ma większe szanse na tzw. wewnątrzsterowność, co my, katolicy, nazywamy sprawnym posługiwaniem się własną wolną wolą. Następna sprawa: lęk przed życiem wewnętrznym: tego nie trzeba się bać, a tylko trzeba się nauczyć takim życiem zarządzać. Trzeba zrezygnować z relaksów, gdyż właśnie one otwierają na stany psychotyczne, czyli na możliwość życia snem na jawie, a nie rzeczywistością (zamiast relaksów zwykły sen, czyli mówiąc inaczej: jeśli jesteś człowieku przemęczony, iść się uczciwie wyśpij, nie bój się, że na chwilkę stracisz czujność, bo właśnie Twój organizm jest na wyczerpaniu i MUSISZ mu dać czas na zregenerowanie się, bo inaczej zostaniesz psychotykiem! [Twoje psychozy już nie przeminą]). Następnie: wyobraźni, która dobrze pracuje (np. w służbie talentom) nie amputuje się. Tak samo nie amputuje się własnego (tym bardziej cudzego) myślenia na rzecz odczuwania. Same emocje to zezwierzęcenie, co oczywiście nie wyklucza szlachetnych postaw życiowych, ale odczłowiecza i to w ukryty, podstępny sposób. Jeśli ktoś dojdzie do rzeczywiście przerażającego wniosku, że śni na jawie, trzeba natychmiast wdrożyć lekarstwo, które się bierze z własnego rozumu, który najlepiej pozwoli psychozę rozpoznać, gdyż ma dostęp do największej ilości informacji na temat tego, kto bada czy nie jest przypadkiem w psychozie. Tym lekarstwem jest pokora, która zawsze niszczy pychę (pokora zawsze niszczy pychę, jest jak kolonia najlepszych makrofagów). Pokora leczy tak skutecznie, że kto jej pozwoli zaistnieć w jego własnym umyśle, właśnie ona pozwoli się zaszczepić przeciw covid-19, jeśli tego jeszcze nie zrobił, gdyż podpowie, że w zaistniałej sytuacji lęk przed zaszczepieniem się plus paranoidalne interpretacje ludzkiego pragnienia pokonania pandemii, jest właśnie objawem psychotycznym, na dodatek na ogromną stalę.

góra strony

nawigacja witryny

Nowa zachęta do szczepień przeciw covid-10 i przeciw omicron

Pokora mówi mniej więcej takie rzeczy: 'Jeśli tylu ludzi oraz tyle autorytetów zachęca do szczepień, szczepi się osobiście, to Ty, człowieku, naprawdę możesz się mylić co do interpretacji tej pandemicznej sytuacji twierdząc, że to coś innego, niż pandemia'. To jest obce naszej kulturze zachodniej, że sen na jawie wydaje się mocniejszy od tzw. rzeczywistości, ale w naszych czasach wielu ludziom to się jednak pomieszało i teraz chodzi o to, żeby się opamiętali, czyli trzeba ich jakoś otrzeźwić, trzeba dotrzeć do ich zwykłości i pomóc im ją przyjąć (trzeba im pomóc być chociaż lojalnym wobec naszej ludzkiej codzienności, czyli wobec pragnienia wielu, żeby żyć w pokoju [kto marzy o męczeństwie, niech sobie jedzie na misje do miejsc na świecie, gdzie naturalnie ma taką możliwość bez narażania innych na większe, niż zwykle niebezpieczeństwo; w kulturze zachodniej pragniemy iść drogą wyznawców]). Namiętność władzy podkręca właśnie pycha. Tylko pokora sprawia, że człowieka cieszy następny poranek kolejnego dnia. To cieszy właśnie tych, którzy na bieżąco zwyciężają swoje psychozy. Znieczulica nie jest już psychozą, ale mechanizmem wypierania, uznania, że „mnie to nie dotyczy”, podczas gdy dotyczą nas nie tylko nasze osobiste życie i nasze własne relacje, ale także cudze nieszczęście które w sensie afektywnym jak najbardziej jest częścią naszego smutku. Dodam jeszcze, że mistycy nie są psychotykami, ale ludźmi, którzy po pierwsze nie zaprzeczyli rzeczywistości życia wewnętrzego. I nie są immanentni, gdyż ich odniesienie jest do Boga, a Bóg jest transcendentny. Myślę, że tyle ode mnie na ten temat dziś wystarczy.

góra strony

nawigacja witryny

Jak sobie radzić, jeśli psychoza nie ustępuje?

Psychozy tworzyć może nawet ta sytuacja, gdy przykładowo okazuje się, że zaczyna brakować leków podtrzymujących życie ludzi w podeszłym wieku, więc teoretycznie nie trzeba wiele, żeby domniemywać u siebie jakąś nagłą psychozę. Psychozy, jeśli ktoś już umie, można na bieżąco skutecznie z siebie usuwać, ale jeśli to się nie udaje, trzeba poprosić o pomoc psychiatrę, który zapisze środki psychotropowe na czas, gdy warunki zewnętrzne eskalują (kiedy jedna trauma już goi się psychozą, ale pojawia się nowa trauma, która komplikuje proces zdrowienia). Choć obowiązkowo trzeba pamiętać, że źle dobrane środki psychotropowe (to się niestety zdarza wcale nie rzadko) niszczą całą wyobraźnię, całą zdolność odczuwania uczuć i emocji, a w skrajnych przypadkach tworzą sztuczne demencje, przez odwracalne lub trwałe uszkodzenie jakiejś ilości neuroprzekaźników w mózgu przyjmującego te środki. Sytuacja aktualna (grudzień 2021) jest o tyle trudna, że prawdopodobnie zeszły się dwie okoliczności w tym samym czasie: globlana psychoza po wojnach światowych (nierozpoznana praca wyobraźni, która tworzy niebezpieczny skutek złych decyzji) i pandemia – nowy czynnik tworzący psychozy, który wydaje się być pierwszym. Ale psychoza prawdziwa występuje dopiero po ustąpieniu czynnika go tworzącego (można ją porównać do sytuacji spadku adrenaliny po czasie bycia na tzw. bardzo wysokich życiowych obrotach), więc tak naprawdę psychoza po pandemii jeszcze nie wystąpiła. Wystąpi, i to nie natychmiast, dopiero jak pandemię zwyciężymy. Proszę pamiętać, że psychozy to nie są spastyczności, nie są to też natręctwa, ani nie są to depresje, nie są to również demencje. W psychozach nie ma halucynacji, istnieje natomiast mylne przeświadczenie i subiektywna błędna pewność, logiki są prawidłowe w sensie logicznym, ale nie w sensie moralnym (psychozy są całkowicie zdeprawowane i demoralizują ludzi, którzy mają moralność), tworzą zagrożenia dla ludzkiego życia, gdyż tworzą się po jakichś ludobójstwach (jawnych lub/i ukrytych), więc są znakiem, że jest lepiej, tylko naprawdę trzeba je opanować.

Myśl moja dodatkowa adresowana do prawdziwych psychiatrów: moim zdaniem najlepiej by było, jeśliby przyjmowanie środków psychotropowych wiązać obowiązkowo z czasem psychoterapii, a jeszcze lepiej, żeby przygotowaniem do przyjmowania tych środków była psychoterapia diagnostyczna długoterminowa (ok. roku), w której psychoterapeuta niejako zapamięta naturalną kondycję pacjenta, a następnie – w czasie przyjmowania środkówy psychoaktywnych – będzie ją monitorować, żeby potem obowiązkowo zgłaszać, jeśliby skutki uboczne przyjmowania środków psychoaktywnych były dla pacjenta już destruktywne, żeby dało się w porę człowieka przed tym ochronić, a w jakiś nieszczęśliwych wypadkach z tego wyprowadzić, gdyż inaczej bywa dosłownie po ludziach (uszkodzenie chemiczne).

góra strony

nawigacja witryny

Przykład psychozy, bardzo prosty i wzięty z codzienności

Wiadomość, że gdzieś w Polsce są ludzie, którzy wyłapują psy na psi smalec, a zwierzęta przed ich uśmierceniem trzymają jak karpie w wodzie przed sprzedażą na wigilijną kolację: jeden na drugim, o głodzie i chłodzie, więc psy się gryzą i zjadają zanim umrą (karpie tworzą mniejszą psychozę, gdyż „tylko” się duszą w męczarniach). To prawdziwy przypadek, o którym się dowiedziałam w tym tygodniu (grudzień 2021), ale od razu z pociechą, że udało się to wykryć, a część z tych psów uratować i oddać do adopcji. Tego typu wiadomości u ludzi tzw. normalnych tworzą psychozy, tyle że krótkotrwałe. Przejawiają się one silnym odczuciem zmęczenia (mówi się wtedy nie wiedząc zwykle czemu: zupełnie nie mam dziś sił, nie wiem dlaczego, przecież ciśnienie jest OK, więc nie z tego powodu"), mogą się przejawić krótkotrwałą płaczliwością oraz pracą wyobraźni, która „rysuje” ten psi, a tak naprawdę ludzki dramat, gdyż pies jest prawdziwym przyjacielem człowieka (w odróżnieniu od karpia). Dziecko może zareagować inaczej. Może nagle powiedzieć do kogoś, że go nienawidzi, gdyż problem tego typu na pewno go przerasta, a chce się go szybko pozbyć. W takich przypadkach lekarstwem jest uświadomienie sobie tego, że ta wiadomość nie była obojętna i odczekanie na zwolnionych życiowych obrotach chociaż kilkunastu godzin, z pełnym zrozumieniem i akceptacją dla własnej na ten temat wrażliwości. Jeśli dorośli rozumieją psychozy i się ich nie boją, zrozumieją też skrzywdzone w ten sposób dzieci.

Proszę spróbować pamiętać, że psychoza nie jest traumą, nie jest oczyszczaniem, ale czymś co można porównać do swędzenia, jest w pewnym sensiem jakby swędzeniem duszy, ale to jest swędzenie, które występuje przy gojeniu się, a nie po ukąszeniach. Najłatwiej ten typ swędzenia rozpoznać przypominając sobie z dzieciństwa własne rozbite kolana. Jak kolana się już goją, to właśnie w taki sposób swędzą.

góra strony

nawigacja witryny

Co jeszcze warto wiedzieć o psychozie a mogę napisać już teraz?

3 stycznia 2022 r., imieniny Pana Jezusa Chrystusa

To, że z psychozą często mylony jest szok, a z kolei szok często jest mylony ze schizofrenią. Dlaczego dochodzi do tego typu koszmarnych pomyłek w diagnozach? Dlatego, że nie uwzględnia się czasu (czasu w ogóle, a nie długiego czasu lub krótkiego czasu), a to jest NIEZBĘDNE „narzędzie” prawidłowej diagnostyki tego typu zaburzeń. Ale niektórzy diagności czas na pewno uwzględniają. Kto czas uwzględnia, a następnie umiejętnie uwzglęnia, wie że stany depresyjne miewa co jakiś czas prawie każdy człowiek, ale nie są to zachorowania na depresje, ponieważ depresją (chorobą psychiczną nazywaną depresją) jest tylko sytuacja, która trwa dłużej, niż pół roku. W każdej innej sytuacji mamy do czynienia z chandrą, przedłużających się przygnębieniem, czasem z kłamstwem, albo inną chorobą psychiczną (np. z chorobą afektywną dwubiegunową). Następnie: szok czasem tworzy na krótko reakcje odwrotne do normalnych (np. śmiech człowieka w szoku w miejsce adekwatnego do sytuacji płaczu lub przerażenia), ale to szybko mija i właśnie nie jest psychozą. Czasem jednak zaraz po szoku może się pojawić prawdziwa psychoza, czyli to swędzenie duszy. Kiedy? Wtedy, gdy na pomoc „pobiegnie” intelekt (własny, cudzy) z wyjaśnieniem tak mocnym, że nastąpi u osoby w szoku nagły wgląd (ogląd pełnej prawdy na temat zgodny tym, co wywyłało szok). Czasem, ale bardzo, bardzo rzadko, może się zdarzyć sytuacja życiowa, że ktoś przed znęcanie się psychiczne nad swoją ofiarą wywołuje w niej często szok, ale po szoku równie często u osoby poszkodowanej następują wglądy. Ta ostatnia sytuacja, choć jest dość tragiczna, może być przy okazji bardzo zabawna. To też jest mylone w psychiatrycznej diagnostyce: tym razem i z psychozą, i z depresją, ale przy przedłużonej do ok. dwóch miesięcy diagnostyce (w warunkach szpitalnictwa psychiatrycznego zamkniętego) te pomyłki (w następnej diagnozie, którą zmienia dosłownie tylko przedłużony czas diagnozowania) dotyczą uznawania tej sytuacji za chorobę dwubiegunową afektywną. Podczas gdy ta następna choroba psychiczna polega na schizofrenicznej cykliczności afektywnych przemian z nastroju euforycznego w nastrój depresyjny z ukrytym odwrotnym uwzględnieniem odniesienia do pór roku (różnego w zależności od szerokości geograficznej życia osoby chorej): na wiosnę i na jesień depresje, na lato i na zimę euforie. Ukrycie polega na tym, że jedna pora roku ukrywa prawdę o chorobie, a druga ją odsłania: 1. normalnie na wiosnę ludzie się cieszą, a nie smucą (wiosna odsłania, jesień ukrywa) oraz normalnie zimą ludzie się smucą marznąc, widząc jeszcze wciąż krótki dzień i śpiącą przyrodę, a nie cieszą (zima zatem odsłania, a lato ukrywa).

Pozostają mi do zanotowania jeszcze spostrzeżenia o nerwicach, a potem spróbujemy się zająć... somatrią.

góra strony

nawigacja witryny

Dekompensacja, czym jest naprawdę?

14 stycznia 2022 r.

Przedłużonym w czasie, cofającym się ukrytym stanem agonalnym, albo — innymi słowy — sytuacją dochodzenia do siebie po ukrytej śmierci klinicznej (ukrytej dla świadomości, zbraku przypuszczenia). Osoby, które doświadczyły głębszych omdleń, np. po oddaniu krwi, albo przy nierozpoznanych ukrytych wstrząsach anafilaktycznych (z obrzękami wewnętrznymi), ale nie straciły przy tym świadomości mogą odrobinę zrozumieć czym jest dekompensacja. Inni natomiast nie mogą, gdyż dekompensacja jest bezpośrednim zagrożeniem życia osoby zdekompensowanej, więc tego się nie ryzykuje. Dekompensacja nie jest więc psychozą, ale utrzymaniem życia przez cofnięcie śmierci. W wierze katolickiej wypada rozumieć to tak: Jeśli dekompensacja była skutkiem błagalnej modlitwy o życie osoby w chwili jej umierania, można ją uznać za stan bezpośrednio po jej wskrzeszeniu, jednak ten stan nie może być krótszy, niż 3-5 dni (w innych sytuacjach, jeśli coś się działo krótko, uczciwie mówiąc nie ma dużego problemu, gdyż stan takiego człowieka wygląda na jego przemęczenie).

To, co napisałam w akapicie powyżej zwerbalizowałam dziś, tj. 14-go stycznia 2022 roku, po ponad 21 latach... rozeznawania.

To natomiast, co psychiatrzy nazywają dekompensacją, ja nazwałabym dekompensacją rzekomą (wynijającą z rozpadu osobowości, co zdarza się czasem na lub po pracy na grupie psychoterapeutycznej lub w wyniku wypalenia zawodowego w niektórych zawodach), w odróżeniu od dekompensacji, czyli dekompensacji prawdziwej. Po dekompensacji rzekomej, zawsze następuje u pacjenta czas jego przygnębienia (jakby spadek adrenaliny), czyli króktotrwałej depresji, która ustępuje po podawaniu (krótko, czyli zwykle kilka miesięcy) leków przeciwdepresyjnych. Po dekompensacji prawdziwej, zamiast depresji, pojawia się ostra, trwale przemijająca psychoza. Nie ma wtedy w ogóle depresji, gdyż wysłuchana modlitwa (może to być modlitwa cudza, nie potrzebna jest do tego świadomość osoby, której dotyczy) daje ogromnie dużo radości życia, co psychiatrzy i klinicyści, jeśli mówią prawdę, określają jako: objawy nietypowe czegoś na co nie ma kategorii i zupełnie przemija.

O nerwicach najogólniej

Moje przypuszczenia co do nerwic dotyczą czegoś, co mieści się w psychiatrii, a nie w somatrii, gdyż najogólniej rzecz biorąc jest odczuwalnym bólem czegoś, co zwyczajowo jest nazywane somatyzacjami, ale ja bym to uznawała za fantomizacje, czyli za grupę różnego typu bólów fantomowych, które to bóle tym sposobem miałyby swoje jasno dookreślone miejsce w medycynie i faktycznie byłyby obciążone dużym ryzykiem remisji. Przykładowo: nerwica po amputacji nogi może być odczuciem bardzo silnego bólu nogi, której rzeczywiście już nie ma. To jest dość istotne rozróżnienie, gdyż — też przykładowo — nerwica serca przestaje nią być wraz z rozwojem diagnostycznych możliwości, aktualnie bywa więc zwykle nierozpoznaną wadą lub chorobą serca lub innych narządów wewnętrznych, a nie silnie dokuczliwym fantomem po jakiejś koszmarnej operacji, czy amputacji, czy (też) po horrorystycznym związku lub innej upiornej przemocy. Inną sprawą, też wrzucaną do nerwic, jest coś, co osobiście nazwałam sarkizacją, a dotyczy moralności: soma ludzkie, które naturą rzeczy jest dobre, nie może dawać w tych sytuacjach objawów somatyzacji (przy zdrowej moralności pojawiają się wtedy choroby rzeczywiste lub stany mistyczne), więc pojawiają się podobne objawy, ale z ciała sarks, z ciała ludzkiego (jeśli to dobrze zrozumiałam) moralnego, więc kto jest bez serca w sensie moralnym też może mieć silne bóle, ale fantomityczne, czyli jeszcze innego typu. Na to pomaga... katolickie nawrócenie. Przykład? Młoda, zdrowa, zamężna, majętna kobieta nie chce mieć dzieci, a nie może się do tego przyznać, gdyż jej mąż bardzo chce, więc ona w końcu zaczyna cierpieć właśnie na sarkizację, czyli np. ma ciążę urojoną, gdyż jej ciało moralne (sarks) próbuje ją ratować (jej wyrzuty sumienia są tak przez nią wypierane i tak ukrywane, że może wystąpić sarkizacja [zniewolenie soma aż do wystąpienia fantomicznych objawów]). Ciążą urojoną wszystkich wprowadza w błąd co do jej unikania zajścia w ciążę. Nerwice więc tworzą objawy i bóle fantomowe, a to drugie, co nie ma jeszcze nazwy, tworzy objawy fantomiczne. Miałabym pointę do tego akapitu: jeśli chodzi o powołania do życia konsekrowanego, z tej perspektywy też można na takie powołania spojrzeć i w związku z tym przyjąć, że to jest być może prawdziwe powołanie, które DODATKOWO spełnia także pewne warunki co do ciała soma, czyli np. kobieta już skończyła 35 lat i nie zaszła do tego czasu w ciążę oraz ma na to znikome szanse, gdyż badania to wykazały. Można wtedy przypuścić inną wolę Bożą, niż na siłę upieranie się co do poczęcia własnego dziecka.

góra strony

nawigacja witryny