Sprzeciw wobec in vitro

Dobra hierarchia wartości w życiu osobistym pomocą w sprzeciwie sumienia wobec in vitro

Niby rzecz jest oczywista, ale ta sama sprawa wygląda inaczej, jeśli się z nią trzeba zmierzyć we własnym życiu. Można się do tego na szczęście przygotować, i to w dość prosty sposób, już w młodości. Wystarczy co jakiś czas wziąć np. 45 kartoników i napisać na każdym ważną rzecz w sensie życiowym (we własnym życiu). Potem te kartoniki trzeba ułożyć zgodnie z aktualną osobistą preferencją ważności. To bardzo dużo wyjaśnia, a ta metoda jest od wielu lat dobrze znana (mnie jest znana od 2-giej połowy lat 90-tych XX-go wieku w wersji na 100 kartoników). W tym przypadku chodzi jednak o coś jeszcze. Chodzi o to, żeby podpatrzeć gdzie się uplasowały w tej osobistej hierarchii życiowych wartości sprawy takie jak: miłość, szczęście, dobry mąż (jeśli to ćwiczenie wykonują kobiety), dobra żona (jeśli wykonują je mężczyźni), dziecko, dzieci, wnuki, szczęśliwa miłość małżeńska, wzajemny szacunek, przyjaźń. Ta prosta metoda samopoznania, jeśli się ją uda zastosować kilka razy na przestrzeni kilku lat, bardzo dobrze przygotowuje na sytuacje, w których nagle we własnym sumieniu odzywa się sprzeciw, i pozwala zareagować w sposób, który wygląda na spontaniczny, ale wcale taki nie jest, gdyż w rzeczywistości jest stutkiem takiego życiowego wcześniejszego przygotowania. Proszę też zauważyć, że metoda jest darmowa. Z całą pewnością kobieta, dla której na pierwszym miejscu jest w tej hierarchii szczęśliwa miłość małżeńska (to może wymagać jakieś pracy nad sobą, czyli niekoniecznie taka prawda ujawni się natychmiast), a dopiero na następnych miejscach urodzenie i wychowanie wspólnych dzieci, ma ogromne szanse na własny sprzeciw wobec nieoczekiwanej propozycji męża na poczęcie wspólnego dziecka metodą in vitro. Dlaczego taka hierarchia w tym pomaga? Dlatego, że jeśli kobieta rzeczywiście pragnie szczęśliwej miłości małżeńskiej, to także przyjaźni i szacunku, i zrozumienia, a także (w równym stopniu) szczęścia jej męża, więc tego typu propozycja najpierw ją zszokuje, a potem ją słusznie obrazi. Pointa tej krótkiej reflesji byłaby taka: po jakiś czasie dojdzie ta kobieta do jeszcze jednego wniosku: że proponowanie jej in vitro zamiast adopcji obraża tak naprawdę nie tylko ją samą, ale także wszystkich innych zakochanych w niej mężczyzn, którym odmówiła poważnego życiowego związku dla tego, którego wybrała, gdyż oni akurat marzyli o tym, czego jej własny mąż już nie chce, jeśli okazała się bezpłodna, a zależy mu tylko na przekazaniu genotypu. To tylko brzmi tragikokomicznie, ale to na pewno nie jest żart. C. d. tego wątku w artykule Heroiczne męskie decyzje.

RK

Kraków, 19 grudnia 2021, niedziela (korekta 20 grudnia 2021)

powrót do drabiny III