Strona oczywiście w budowie.

koncepcje Renaty (w układzie alfabetycznym)

Metoda mojej pracy przednaukowej, czyli pracy koncepcyjnej, kiedyś uznawana za naukową (tezy, hipotezy, twierdzenia, definicje, wstępnie formułowane dowody i wnioski) jest następująca: obróbka intelektualna materiału, który mnie interesuje, jeśli jest go tyle, że wystarczy do tego typu obróbki, weryfikacje, falsyfikacje (w rozumieniu naukowym; jak znajdę mój krótki esej ze studiów podyplomowych "Nauka i Religia", też go opublikuję), a następnie początkowe uznanie w sumieniu za przynajmniej trop do prawdy odczucie pokoju w sercu, które rozpoznaję od wielu lat, jako coś co można nazwać 'poznaniem prawdy', którego to odczucia nauczyłam się przed laty czytając papieskie encykliki w oficjalnych tłumaczeniach Stolicy Apostolskiej lub w książkach z imprimatur, z uwzględnieniem także encyklik przedsoborowych. Metoda ta jest metodą zintegrowaną, tzn. przezwycięża "rozum i serce" w taki sposób, że rozum jest zgodny z sercem. Dla zdrowia też jest korzystna: chroni przed zawałem, jeśli nie zapobiega, to przynajmniej opóźnia.

'Dziejowe, niepolityczne zobowiązanie moralne':
Sprzątam w notatkach (3 sierpnia 2020 r.) i trafiłam na coś, o czym pomyślałam, że może trzeba jednak wyrzucić. Zdecydowałam, że przedstawię. Ten pomysł powstał jak wiersz: Myślałam (jak zwykle, od lat) jak przezwyciężyć ten czas nowego męczeństwa chrześcijan. Wreszcie wymyśliłam taki dokument, a następnie zanotowałam pierwszy szkic jego wzoru. W pomyśle tym chodzi o dodatek do dowodu osobistego dla obywateli polskich, który byłby obowiązkowy do podpisania ze względu na zagrożone na skalę ogólnoświatową dziedzictwo chrześcijańskie. 'Dziejowe' oznacza: 'ze względu na większe dobro, niż dobro osobiste, a nawet pokoleniowe'. Szkic ten ma taką treść: 'Dziejowe, niepolityczne zobowiązanie moralne. Ja,............, zobowiązuję się: 1. uznawać państwa, które historycznie przyjęły chrzest za bezcenne dziedzictwo cywilizacji chrześcijańskiej, obiektywnie najlepiej przygotowane do godziwego rozwoju, który dodatkowo zawsze uwzględnia zasadę pomocniczości; 2. uznawać prawo do życia każdego człowieka, od jego poczęcia do jego naturalnej śmierci; 3. uznawać prawa godnościowe człowieka; 4. uznawać wolność religijną w zakresie, który na pewno nie zagraża bezpieczeństwu, w mikro i makro skali, i pokojowi, w państwie, którego jestem obywatelem, a także na całym świecie; 5. uznawać prawo każdego człowieka do sprzeciwu sumienia'.
O możliwościach jakie daje psychiatryczna diagnostyka i jak może z tego skorzystać homo sapiens pro-vitae:
Refundowana (w całości lub częściowo) diognostyka pod kątem wykluczenia schizofrenii może zastąpić refundacje wielu środków psychoaktywnych. Taka diagnostyka z refundacją 100%-ową mogłaby dotyczyć wszystkich kandydatów na studia medyczne, na studia pedagogiczne do pracy z dziećmi i młodzieżą, kandydatów do seminarium, do służb mundurowych, a następnie z refundacją np. 50%-tową dla każdego chętnego do 30-go roku życia. Dopiero homo sapiens pro-vitae ma szanse dostrzec na dużą skalę nowy problem, który polega na oddziaływaniu przez różnego typu pseudopsychoterapie w sposób, który sprawia głęboki rozwojowy regres i z niego nie wyciąga! Jest to jedna z nowych ukrytych form przemocy od strony destruktywnych sekt. Poszkodowany pozostawiony w głębokim regresie również jest narażony na zachorowanie na schizofrenię, tyle że ukrytą, jeśli uznaje się, że po 30-tym roku życia nie ma już tego typu zachorowań, a tylko wyjątki (nie mówiąc już o narażeniu na ukrytą pedofilię). W tym wypadku pierwszą pomocą jest samo ujawnienie tego niebezpieczeństwa. Uporządkowane (we własnych myślach, we własnym życiu duchowym, we własnym sumieniu, we własnym sercu) zagadnienia pro-life pozwalają odrazu lub po pewnym czasie na łatwe merytorycznie zrozumienie, że tzw. społeczne wykluczenie jest częścią leczenia psychiatrycznego, a nie przemocą, jednak byłoby na pewno lepiej, gdyby to było oczywiste, czyli gdyby zostały wprowadzone stałe i jawne ramy tego wykluczenia (chodzi o wykluczenia obyczajowe [np. jego czy jej już nie zapraszamy, a wcześniej zapraszaliśmy, albo: tylko ona może zabiegać o względy, dzwonić z życzeniami, my tego nie robimy], ponieważ z reszty wyciąga prawo i Kościół). Określiłam takie ramy czasowe: 2 lata (dla osób świeckich) i 5+1 (dla kobiet pragnących żyć życiem konsekrowanym w stanie kobiet konsekrowanych) po ustaniu kontaktów z psychiatrami, psychologami, psychoterapeutami, co oczywiście nie dotyczy relacji prywatnych (ale z poszanowaniem wolności byłego pacjenta, który może po leczeniu spychiatrycznym mieć do końca życia uraz nie do przezwyciężenia do ludzi tych zawodów; na tym mniej więcej polega inwazyjność tego leczenia; dodam, że uważam, iż jeśli człowiek wychodzi z tego typu leczenia z paniką wobec lekarzy w ogóle, np. odczuwa przerażenie na sam widok białego kitla, trzeba domniemywać, że leczenie psychiatryczne było lub/i ujawniło ukryte formy przemocy, które „poszły” od lekarzy [to nie jest domniemanie winy lekarzy, ponieważ na pewno może też oddziaływać impet z niemożliwych do rozeznawania dla homo sapiens ukrytych form przemocy pochodzących od destruktywnych sekt, np. od ludzi, którzy się „zabawiają” w odmienne stany świadomości w celu szkodzenia]), i człowiek trwale wychodzi z tych społecznych dybów. Jeśli nie wychodzi, należy domniemywać oddziaływanie na niego ukrytych form przemocy (tych samych co wcześniej lub/i następnych) i trzeba go znów lub dalej ratować. Prawdziwe wykluczenie społeczne sprawia kontretny skutek: w zależności od tego jakie zastrzeżenia ma społeczeństwo do wykluczonego, wykluczony staje się społecznie obserwowany i chałupniczo wręcz, w sposób ukryty, dosłownie przez wszystkich diagnozowany. Trzeba natychmiast badać poziom tej jawności, ponieważ równocześnie i na pewno przemocą atakują wszystkich, ale te osoby dużo bardziej, okultyści i ezoterycy, z których jedni i drudzy mają możliwości, a nie jest sprawdzalne, czy z nich korzystają, czy nie, totalitarne, pierwsi przez ukryte podprogowe przerażanie, np. przez szantaże, a drudzy przez ukryty zabór godziwie pozyskanej wiedzy (przez podstawanie się na niższe częstotliwości pracy umysłu). Te ataki są najgłębsze, tzn. zagrażają dosłownie ludzkości jako takiej, są głębsze, niż nieporozumienia w relacjach między cywilizacjami, czyli głębsze, niż problem najnowszy związany z naszą Haga Sophia (to oburzenie, że światynia tej klasy religijnej i historycznej jest uznawana za muzeum powinno być zupełnie inaczej ukierunkowane; brakuje w tej makabrycznej decyzji zrozumienia, że chrześcijaństwo w przypadku Haga Sophia broni wartości wolności ludzkiej [człowiek w swojej wolności może zdesakralizować jakąś świątynię, jeśli są do tego słuszne powody]; poza tym ze słusznych powodów można też poprosić, ale wtedy trzeba pamiętać, że odpowiedź na prośbę może być pozytywna lub negatywna, bo taka jest natura odpowiedzi na prośby [tyle, że w tej biedzie, która się porobiła w temacie prośby mleko się już rozlało]). Dlaczego głębszy? Dlatego, że nie ma tam uznania nawet siebie za wartość godną ochrony (Kościół wartość tę chroni pojęciem wojny sprawiedliwej, prawem do obrony, w chrześcijaństwie zawsze chcemy żyć, czyli bronimy wartości życia, własnego i cudzego, a jeśli spotykają nas w tym względzie trudności, np. jakaś ciężka choroba, z której nie można się już pozbierać, nadajemy temu cierpieniu sens, np. dokładamy intencję, co właśnie jest skuteczną obroną własną przed atakiem autodestrukcją, np. można domniemywać, że Sługa Boży Prymas Tysiąclecia ofiarował Bogu swoje umieranie w ciężkiej chorobie i później dość starości [czyli – inaczej mówiąc – swoje życie] w intencji ratowania życia św. Jana Pawła II po zamachu, co dla Niego samego na pewno było też dodatkowym, na wszelki wypadek, zabezpieczeniem przed pokusą bluźnierstwa, które mogłoby w tamtych realiach polegać na osobistym odrzuceniu dobra, jakim jest własne życie, podczas gdy zawsze chodzi o modlitwę, czyli o zgodę z wolą Bożą, zgodę na wolę Bożą ['jeśli tyle, to tyle, trudno, ale ja chcę żyć, bo taka jest natura życia, że chce żyć, a człowiek na pewno jest częścią natury'], Starzec Symeon odszedł w pokoju, ponieważ wcześniej otrzymał od Boga obietnicę, która się spełniła). Można domniemywać te ataki, jeśli do osoby wykluczonej społecznie ludzie przestają mówić 'dzień dobry', a wcześniej mówili, albo przestają odpowiadać na jej 'dzień dobry', a wcześniej odpowiadali. Katolicy (ludzie ochrzczeni, praktykujący, żyjący w łasce uświęcającej) mają narzędzia ratunkowe dla siebie, a także dla siebie nawzajem, więc powinni w miarę możliwości włączyć się w pomaganie przez zamawianie dla siebie mszy św. błagalnych o uwolnienie. Żeby nie wykończyć kapłana odprawiającego Mszę św. w tak trudnej intencji, trzeba sprawy rozdzielić, czyli co jakiś czas jakieś 'małe' uwolnienie, np. intencja błagalna o uwolnienie od ducha niemocy dla... (podać imię) , intencja błagalna o uwolnienie od ducha niemego dla... (podać imię), intencja błagalna o uwolnienie od zgubnych wpływów okultyzmu i ezoteryzmu dla... (podać imię). Godziwa ofiara za Mszę św. w roku 2020 to 80zł (księża wciąż mówią, że 50zł).
Grupy modlitewne (10-cio osobowe) posługujące Polsce w sprawach dot. uchodźców
Wymyśliłam, że można by, ze względów profilaktyki prześladowań chrześcijan, a także ze względu na konieczną ochronę chrześcijańskiego dziedzictwa, wprowadzić dla uchodźców, gdyby się nam zdarzyli, obowiązek wysłuchania, dwukrotnego wysłuchania, modlitwy różańcowej egzorcyzującej relacje z tymi osobami, zanim otrzymaliby pozwolenie na pobyt, do tego 2 tygodnie czekania. Ilość tej modlitwy jaka mi przychodzi na myśl, że wystarczy, a nie powinno być za mało, to 2x po 4 części różańca (cz. radosna, cz. światła, cz. bolesna i cz. chwalebna) odmawiane non stop (cztery części, jedna po drugiej) przy każdym z osobna, czyli dwa dni po ok. 2 godziny modlitwy takiej grupy modlitewnej nad jednym uchodźcą, który chce u nas zostać. Jak wytrzyma słuchanie modlitwy, a potem nie zmieni przez dwa następujące po tej modlitwie tygodnie chęci pozostania u nas, jest być może OK. Nie za ofiarę modlitwa, wolontaryjnie. Odmówiłam całkiem niedawno w intencji ludzi pro-life, 9 całych różańców, po polsku; jeszcze mi brakuje jednego (dziś, tj. 4 sierpnia 2020, skończyłam odmawiać 9-ty różaniec i dziś właśnie wymyśliłam te grupy modlitewne). Ta moja modlitwa egzorcyzmuje mnie samą z obciążenia grzechami (osobistymi przebaczonymi, a także cudzymi) przeciw ludzkiemu życiu i ludzkiej godności, czyli – można powiedzieć – jest to moja osobista modlitwa w moim własnym interesie. Chodzi mi o uchodźców, czyli ludzi, którzy w ten sposób ratują (chcą ratować) swoje życie, a nie o migracje ekonomiczne.
O możliwościach posługania się wciąż Arystotelesem:
Jakiś czas temu, a był to inny jeszcze skutek mojego studiowania na studiach podyplomowych na UJPII „Nauka i Religia”, narysowałam coś co nazwałam żartobliwie 'coś', co może być pomocą w próbach zrozumienia bezpiecznych obszarów pracy umysłu i niebezpieczeństw, w zależności od życiowych decyzji na temat wiary, a także stanu życia, czy nawet wybranego zawodu, a niektórzy zawodów. Rysunek przedstawiam poniżej. Celowo narysowałam go szybko i całkiem odręcznie, w Paint'cie, żeby było widać miękkość formy i granic. Podpisy poszczególnych kręgów mogą być nieczytelne, więc je tu przedstawię: w środku – mistyka, następnie – świadomość, następnie – niedoświadomość (pojęcie moje autorskie), następnie – podświadomość (pojęcie, które podobno wprowadził Z. Freud); dalej – biosfera; jeszcze dalej – czyściec, a jeszcze jeszcze dalej – podprogówka; na samym brzegu – czarny okrąg, w którym, jeśli ktoś się znajdzie, już naprawdę nie może się sam uratować, ponieważ jego umysł nie da mu żadnego sygnału, że dzieje się z nim coś złego. Krótkie wyjaśnienia: mistyka wiadomo kogo może dotyczyć, nie można jej zdobyć ani przez pracę nad sobą, ani przez łaskę uczynkową (przez czynienie dobrych uczynków nie można zostać mistykiem, ale na pewno można zostać świętym, natomiast mistyk jest dobrym uczynkiem samego Pana Boga), świadomość – to normalna praca naszych umysłów, którą można porównać z widzialnym pasmem promieniowania elektromagetycznego, niedoświadomość – raj dla ludzi od godziwej reklamy i komputerowców (to żart, bo nie tylko oczywiście); podświadomość – pierwsza sfera niebezpieczna, umysłowe przeziębienie z gorączką, którego powikłaniem są choroby psychiczne; biosfera – dosłownie natura, czyli instynkty, atawizmy, emocje oraz... mistyka franciszkańska; czyściec – druga sfera niebezpieczna, możliwy dostęp tylko w ramach dogmatu świętych obcowania przez łaskę wlaną (łaski uczynkowe na ten temat trzeba kwestionować), falsyfikowana tzw. telepatią, bywa nagrodą Bożą za radykalne nawrócenie właśnie z telepatii; podprogówka – trzecia sfera niebezpieczna, która się bierze z grzechów przeciw Duchowi Świętemu, czyli np. przeciw życiu, ale także przeciw sacrum (nie z każdego grzechu, ale z grzechu popełnionego świadomie i dobrowolnie, czyli z pełnym poznaniem prawdy na dany temat i w całkowitej wolności); dalej czarny okrąg 'nocy ciemnej' lub 'nocy ciemnych', co jak wiadomo czasem rzeczywiście się zdarza w życiu duchowym, ale naprawdę rzadko; jeszcze dalej już nie ma nic, nawet świętojanowej (mam na myśli św. Jana od Krzyża, doktora Kościoła) 'nocy ciemnej', ale może się wydawać, że dalej jest normalność (tu dopiero pojawiają się różni pseudomistycy). Czarny okrąg byłam w stanie narysować prawdopodobnie dlatego, że znalazłam przed laty modlitwę św. Jana Pawła II w encyklice Świętego Dominum et vivificantem o cofnięcie tego grzechu z ludzkich serc i jakiś czas, na pewno kilka tygodni codziennie, też modliłam się tą modlitwą.
Rys. 1. Coś.
coś
Totalitarne systemy, rozróżnienie:
Rozróżniłam trzy systemy totalitarne (st): 1. st z prawej strony (st1) satanistyczny, 1. st z lewej strony (st2) utopijny, 3. st relatywistyczny (st3) względny, a także sposoby ich ataków: st1 atakuje bezpośrednio ludzi przez doprowadzanie do ciężkich zaburzeń psychicznych ludzi zdrowych w celu ich wyłapania i włączenia do tego totalitarnego systemu lub do st2 oraz przez profanacje (wtedy ma łapankę tylko dla siebie), st2 atakuje przez teologię wyzwolenia i obietnice powszechnego dobrobytu, co jest utopią, nie jest mniej niebezpieczny od st1, st3 atakuje przez destruktywne sekty, prawo do aborcji, prawo do eutanazji, również nie jest mniej niebezpieczny. Zbrodniczy skutek tych systemów da się najogólniej uporządkować w następujący sposób: wszystkie trzy systemy totalitarne skutkują zbrodniami przeciw istnieniu: zbrodnią przeciw ludzkości (ludobóstwo poczętych istnień ludzkich nienarodzonych, eutanazje człowieka, zbrodnie wojenne), zbrodnią przeciw cywilizacji chrześcijańskiej (eutanazje z powodu zaszczepienia wiary w predestynację), zbrodnie przeciw jakiemuś narodowi, zbrodnie przeciw jakiejś rasie ludzkiej, zbrodnie przeciw prawdzie; owocują pojawianiem się desktruktywnych sekt, z których sekty po st1 żerują dosłownie na żywych ludziach Kościoła, co dzieje się w naszych czasach, a widać w skali prześladowań chrześcijan; sekty po st2 żerują na umysłach ludzkich, dosłownie na pracy ludzkich mózgów, podpinając się do nich i zagrabiając ich zasoby; sekty po st3 żerują na teorii względności A. Einsteina. Trzy systemy totalitarne, najprawdopodobniej falsyfikują trzy cywilizacje, więc więcej ich nie może być: st1 falsyfikuje cywilizację żydowską, st2 falsyfikuje cywilizację konfucjańską, st3 cywilizację chrześcijańską. Wszystkie trzy systemy totalitarne posługują się ezoteryką i/lub okultyzmem, ponieważ nie mogą inaczej; są do tego zniewolone prawdą, ponieważ tylko w taki sposób można je na czas spostrzec i się przed nimi skutecznie najpierw w ogóle bronić, a finalnie w 100% obronić. Jeśli uznaję, a uznaję oficjalną filozofię Kościoła Rzymskokatolickiego, czyli tomizm, to mogę pójść odrobinę dalej, ponieważ św. Tomasz z Akwinu, doktor Kościoła, uznał każde istnienie za byt, a więc za dobro, a Kościół uznał filozofię tego Świętego za swoją oficjalną filozofię. Jeśli więc systemy totalitarne w ogóle zaistniały, a nie można temu zaprzeczyć, pozostanie po nich jakieś jedno, konretne i przydatne (na poziomie ogólnoludzkim) dobro i to będzie wszystko, co po nich pozostanie; być może dobrem tym jest rozpoznanie, że cywilizacja żydowska proponuje w jej naturze mądrość, cywilizacja chrześcijańska proponuje w jej naturze najwyższe standardy wszystkiego, a cywilizacja konfucjańska godziwy osobisty rozwój (nie jest to przepowiednia, ale racjonalne przewidywanie). Po desktruktywnych sektach, owocach tych systemów, nie zostanie nic, ponieważ nie mają natury, nawet czasu, ponieważ czas też jest materią, więc jest bytem, tyle że nie ubóstwionym, afirmowanym tylko, a tylko żerują na naturze, nawet żyznej ziemi po nich nie będzie, ponieważ i ziemia ma naturę, jest bytem, materią właśnie, ale nie ubóstwioną, więc potrzebną do zakotwiczenia mądrości.