Standardy cywilizacyjne: standardy zdrowia psychicznego

Osobiste historie w służbie ludziom, czasom i standardom

Jutro, tj. 11-go listopada 2021 roku, przeżywać będę moją osobistą (związaną z historią mojego życia) okrągłą rocznicę: 20-lecie odzyskania osobistej niepodległości. Przy ogromnym wysiłku duchowym i psychicznym, w zamotaniu wielu przyczyn jednego zdarzenia, modląc się w myślach już od kilku tygodni do Trójjedynego, po odzyskaniu przytomności, ale nie wiem dokładnie po jakim czasie, jednak nie szybciej jak po pół godzinie (lekarz stwierdził brak pulsu i silnie rozszerzone źrenice, co słyszałam osobiście, ponieważ przez prawie 5 lat bardzo intensywnie ćwiczyłam hatha-jogę ze względu na moje poważne problemy z kręgosłupem, powiedział też, że się trułam (choć istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że powiedział, że się strułam), co było kompletnym absurdem, ale właśnie nie mogłam zaprotestować i że trzeba mnie zawieść do Kobierzyna na izbę przyjęć, żeby mi wypłukali żołądek (powiedział chyba, że tam to zrobią najszybciej, a nie można czekać) wylądowałam tamtego dnia na izbie przyjęć w Kobierzynie. Lekarz przyjmujący nie chciał mnie przyjąć, ale telefoniczna interwencja tego lekarza, któremu na tym zależało, sprawiła, że jednak zostałam przyjęta. Moi bliscy byli przekonani, że mnie ratują, więc zachęcili mnie, żebym się zgodziła. Zgodziłam się. Nie chcę z okazji tej rocznicy zagłębiać się w kolejne szczegóły tamtego wydarzenia, gdyż już o tym napisałam na innej podstronie (nikt mi tam nie zrobił płukania żołądka), ale chciałabym przedstawić krótko jedną z moich hipotez dotyczących diagnozowania zdrowia psychicznego aż po 100% wykluczenie schizofrenii.

Skuteczna diagnostyka wykluczająca schizofrenię

Uważam niezmiennie, że zostałam tam zdiagnozowana skutecznie. Może przypomnę, że bezpośrednią przyczyną tamtej mojej życiowej tragedii okazał się nierozpoznany wstrząs anafilaktyczny, który miał nietypowy przebieg prawdopodobnie z powodu skutków ćwiczenia hatha-jogi, więc pogłębiał się w sposób utajony i to przez kilka dni w miarę jak wcinałam kolejne paczki orzechów laskowych w czekoladzie, żeby dostarczyć sobie kalorii i składników odżywczych w sytuacji dużego stresu, który wtedy przeżywałam z powodu różnego typu czynników zewnętrznych. Po czasie nie dłuższym, niż dwa tygodnie zaproponowano mi na oddziale wypis lub dalsze diagnozowanie w celu całkowitego wykluczenia schizofrenii, gdybym chciała skorzystać z okazji polegającej na tym, że część diagnostyki już była zrobiona. Wybrałam dalsze diagnozowanie, gdyż korzyść była oczywista. Pobyt mój na oddziale trwał więc ok. 5-u tygodni.

Hipoteza, teza i co najmniej jedna pointa

Hipotezę mam następującą: nie da się zdiagnozować tej choroby, jeśli nie ma przynajmniej dwóch inwazyjnie „podanych” czynników silnie i rzeczywiście (nie jest to udawane) frustrujących. W moim przypadku było to zamknięcie na oddziale szpitala psychiatrycznego oraz podanie jednego zastrzyku Haloperidolu, który działa mniej więcej przez 3-4 tygodnie. Jednak, to jest dobra wiadomość, bez wątpienia istnieje możliwość takiej diagnostyki. Mając takie życiowe doświadczenie i odrobinę wiedzy, gdyż w tamtych latach jeszcze marzyłam o zdobyciu zawodu psychoterapeuty i w tym kierunku odrobinę już się wtedy kształciłam, uznałam po latach, że schizofrenie dotyczą tylko odwrotności (na poziomie soma, psyche lub umysłu), a nie „rozdwojeń”. Te drugie byłyby opętaniami. Teza, gdybym ją miała szybko sformułować, byłaby na ten temat następująca: człowiek jest naturalnie zintegrowany, więc jego zachorowanie na schizofrenię musi się okazać odwrotnością, a nie rozpadem na jakieś dwie czy więcej części. Dwa czynniki diagnostyczne pozwalają wykluczyć ten „rozpad”, więc jeden nigdy nie wystarczy (diagnostyka w domu osoby diagnozowanej nie ma szans być skuteczna). Pointa tej krótkiej notatki byłaby taka: ten rodzaj odwrotności może być mylony z powołaniem do życia konsekrowanego, ale NA PEWNO takie powołanie nie tworzy się/nie jest odkrywane jako jakaś odwrotność. To jest temat bardzo obszerny, więc ta notatka tylko rzuca jakieś maleńkie światło na te zagadnienia. Warto pamiętać, że żyjemy w czasach, gdy w pojęcie zdrowia psychicznego wrzuca się oprócz afektów, i duchowość, i intelekt, więc jest po prostu w tych zagadnieniach potworny bałagan i pomieszanie z poplątaniem. Ta sprawdzona metoda tego rodzaju diagnostyki jest o tyle istotna, że czasem może być jedynym możliwym do zastosowania sposobem, żeby rozpoznać zagrożenie okultyzmem, gdyż ten też „buduje” na odwrotnościach, więc jest bardzo podobny do schizofrenii. Wykluczenie schizofrenii jest moim zdaniem równoczesnym wykluczeniem okultyzmu. Dlaczego trzeba wykluczać okultyzm? Dlatego, że robi spustoszenia m. in. tego typu: przemoc w tzw. realu tworzy podprogowe uwiedzenia, jeśli oprawcy udało się usunąć lęk przed nim w jego ofierze (w tym sensie sytuacja wojny wydaje się być mniej złożona, więc prostsza, ale to pozór, gdyż przepycha oprawców do relacji, w których zdołają przekonać, że nie są niebezpieczni, np. kobiety z kompleksami co do własnej atrakcyjności), co w wersji soft bywa mylone ze współuzależnieniem, ale na pewno tym nie jest (realny oprawca jawi się w wyobraźni jego ofiary, jako książę z bajki, ofiara brnie w urojenia [fantazje co do poważnych uczuć oprawcy], z których nie chce zrezygnować, gdyż pomagają jej dalej żyć [jeśli się tym sposobem zupełnie oderwie od rzeczywistości, czyli zaprzeczy prawdzie o przemocy, która się na niej dokonuje, grozi jej ciężka choroba psychiczna, której początkiem jest zaprzeczenie tej trudnej rzeczywistości]). Koniecznie trzeba do tego pamiętać o szoku, gdyż szok nigdy nie jest zachorowaniem na schizofrenię, a przejawia się odwrotnościami. Różnica polega na tym, że szok jest krótkotrwały i całkowicie przemijający (problem z rozróżnieniem szoku od choroby pojawia się wtedy, gdy szok nie ma możliwości przeminąć, gdy nie przemija czynnik go powodujący [wtedy pojawia się ryzyko psychozy {psychozy nie są chorobami psychicznymi, ale reakcją adekwatną, z której psychiatria potrafi skutecznie wyprowadzić osobę poszkodowaną jakąś rzeczywistą traumą}]).

Standardy w trzech cywilizacjach

Jeszcze to powinnam dodać: jaki to ma związek ze standardami cywilizacyjnymi? Taki, że to są standardy cywilizacji chrześcijańskiej (w odróżnieniu od standardów cywilizacji żydowskiej, która dała światu psychoterapię, a nie psychiatrię oraz w odróżnieniu od standardów cywilizacji konfucjańskiej, która oferuje... psychologię [właśnie dlatego psychologia jest tak bardzo obciążona spirytyzmem]). Nie jest psychiatria chrześcijańską kulturą, ale mieści się w chrześcijańskiej cywilizacji, wynika z prawa do osobistej wolności, prawa do pracy twórczej i naukowej, odkrywania różnych zasad i praw, a także prawa do proponowania czegoś nowego. Kto nie potrafi się zmierzyć z tym ryzykiem, szuka ucieczki w innych kulturach. Z diagnostyki psychiatrycznej inwazyjnej wychodzi się z jakiegoś rodzaju, możliwym do usunięcia uszkodzeniem, np. z problemami z najkrótszą pamięcią (jak się wydostawałam z tych problemów, można przeczytać na moim blogu). Jaka osobista niepodległość może tak koszmarnie wyglądać? Niepodległość od okultyzmu. Tu warto zauważyć, że w wyzwalaniu się z okultyzmu trzeba przejść jeden etap pośredni, który jest niestety trudny i ze szkodą dla osoby nim poszkodowanej. Można go nazwać etapem zakładniczym. Polega on na tym, że na tzw. horyzoncie zdarzeń trzeba ponieść konkretną ofiarę, żeby nie wzmocnić tego, z czego następuje uwolnienie. Co, jeśli się uda wdrażać, po jakimś czasie jawi się coraz słabszym sygnałem przypominającym. O co dokładnie chodzi widać w następującym przykładzie, który jest dosłownie moim sygnałem przypominającym na moim horyzoncie zdarzeń: zrezygnowałam z wytłuszczenia całego zdania o mojej osobistej niepodległości, żeby właśnie nie wytłuścić za dużo.

Czy to jest interesująca lektura? Więcej na ten temat można przeczytać na podstronie o przepisach prawa, ale tamten mój tekst jest tak skomplikowany, że nawet ja mam problem, żeby go znów czytać, choć już powinnam go poupraszczać. Zagadnienie zdrowia psychicznego jest złożone i dość trudne, na dodatek dynamiczne. Jakieś następne moje myśli na ten temat udostępniłam w Autorskim Słowniku Pojęć i/lub Definicji Dodatkowych. Warto zmierzyć się z samym pojęciem choroby psychicznej, gdyż wielu ludzi ma fobię na temat nawet samego pojęcia.

RK

powrót do drabiny IV