Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Zapytaj o ofertę

Uwaga! Strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Flaga Włoch Flaga Polski Flaga Niemiec Flaga Francji Flaga Wielkiej Brytanii Flaga Szwecji Flaga Czech

Godność dwudziesta ósma: prawo do jawności

wyżej

niżej

Wiele dobrego w temacie tego prawa sprawił i wciąż sprawia Internet.

Można się w internecie wypowiedzieć prawie o wszystkim. Dobrze jest zauważać, że katolicy mają bardzo silną zachętę religijną od Pana Jezusa do jawności. Pan Jezus podkreślił fakt jawności Swojego nauczania, a przez to łatwą możliwość odniesienia się do Jego słów i czynów, gdyby ktoś sobie tego życzył. Powiedział też o takiej prawidłowości, która jest może naturalna, wynika z natury życia, więc dobrze jest o niej pamiętać: nie ma niczego ukrytego, co nie byłoby za jakiś czas ujawnione. Niektórzy może dlatego pragną tak wyćwiczyć lub wyrzeźbić własną osobowość, żeby dla innych być „przeźroczystym”. W czasach najnowszych w świecie zachodnim ta przeźroczystość osobowości uplasowała się najwyraźniej w modzie na biura z oknami bez żaluzji. Kto chce, może zajrzeć. Możliwość publikowania jakiś treści w internecie to jeszcze za mało, żeby ocenić ile możemy o sobie powiedzieć innym. Potrzeba próby. Blogi jeszcze kilka lat temu były przeżytkiem, ale teraz już znów je piszemy, choć faktycznie częściej w związku z wykonywaną pracą, niż jako prywatne pamiętniki. Bez wątpienia zaletą blogów jest ich wolność od reklam, jeśli ktoś tak postanowi. Blog, czyli miejsce w internecie, w którym umysł może choć odrobinę odpocząć. Gdyby ktoś chciał zamówić u mnie stronę w typie bloga, można to zrobić. Więcej na ten temat do przeczytania na stronie poświęconej tematowi tworzenia responsywnych stron internetowych.

Ale jeszcze coś innego mogę w tym miejscu 'drabiny godności ludzkiej' powiedzieć: mogę ujawnić w jaki sposób przed laty (2004–2005) udało mi się (oczywiście z pomocą łaski Bożej) pojąć na mój własny użytek tę trudną w sumie różnicę pomiędzy idelogią manichejską a naszą wiarą katolicką, w której w IV wieku, dzięki modlitwie św. Moniki, doskonale połapał się św. Augustyn, doktor Kościoła. Nie miałam czasu czytać o tych różnicach w opracowaniach, a chciałam to dobrze i szybko zrozumieć. Zrozumiałam w taki sposób: Bóg jest Światłością, a światłość świeci w ciemności i ciemność jej nie ogarnęła, jak wiemy z Ewangelii. Właśnie w tym sensie nie ma walki dobra ze złem, a jedynie ludzkie fiat powiedziane Bogu świadomie i dobrowolnie, jak Maryja, i współpraca człowieka z łaską Bożą. Światło nadprzyrodzone rozświetla różne mroki w sposób doskonały, a ciemność wtedy dosłownie znika, nie walczy, ale „ucieka”.

Prawo do jawności oznacza także to, że nie wolno nikogo dyskryminować

Nie wolno dyskryminować: ani kobiet, ani mężczyzn, ani dzieci, ani starszych, ani piegowatych, ani chudych, ani grubych, ani rudych, ani ciemnoskórych, ani czerwonoskórych, ani „bladych twarzy”, ani niejedzących mięsa, ani niejedzących nawet sera, ani jedzących mięso codziennie, ani ludzi na płaskim obcasie, ani brodatych, ani wąsatych, ani ogolonych, ani ludzi z tatuażami, ani ludzi bez psów, ani ludzi z kundelkami, ani nawet kundelków, ani smutnych, ani wesołych, ani osób z zespołem Downa, ani osób LGBT+, ani katolików, ani protestantów, ani żydów, ani mułzumanów, ani buddystów, ani niewykształconych, ani intelektualistów, ani prostestujących, ani milczących, ani samotnych, ani... małżeństw sakramentalnych itd. To jest przecież oczywiste, dlaczego więc muszę o tym pisać? Subkultura nie jest kontrkulturą.

Przejawy życia konsekrowanego

Właśnie z prawa do jawności można skorzystać, jeśli zaistniał pomysł na nowe formy życia konsekrowanego. Pozwala to prawo istnieć już przed właściwym zaistnieniem. Jest to dobre samo w sobie, ale też jest dobrem dla świata, czyli dla wszystkich ludzi dobrej woli: mierzyć się w tych sytuacjach (dotarcia do takiej informacji) z własnym, słaboświadomym osądem co do tej niezwykłej rzeczywistości duchowej. Może przecież okazać się niespodziewanie, że to nie jest osąd, ale prawdziwy lęk przed nieznanym, albo obawa o własną ludzką autonomię. Tworzy się więc w prawie do jawności okazja, żeby się zastanowić nad tym przeżyciem i poukładać sobie siebie w relacji do takich zjawisk: „Czy mi to rzeczywiście zagraża? Jeśli zagraża, to w jaki dokładnie sposób? Czy jest moim lękiem to, że teoretycznie może się okazać, że mam takie powołanie? Czy jest moim lękiem to, że ktoś mnie może przymusić do jakiegoś czegoś, co nazywa się życiem konsekrowanym?” Lęk, że ktoś może przymusić jest poważnym lękiem, więc tę kwestię akurat na pewno trzeba natychmiast sobie wyjaśniać i to nie tylko jeden raz, a jeśli tylko jeden raz, to potem trzeba co jakiś czas sprawdzać, czy nie wrócił.

Otóż NAPRAWDĘ nikt nie może nikogo przymusić do powołania do życia konsekrowanego, gdyż takie powołania okazują się zawsze w ogóle niemożliwe do rozpoznania w sytuacji bycia pod presją. Też dla tego, że każdemu takiemu prawdziwemu powołaniu zarzuca się dokładnie to: bycie pod presją. Dosłownie marzą niektórzy podli, żeby to udowodnić. Tego typu lęk przy dokładniejszym oglądzie okazuje się lękiem podobnym do lęku przed psychoterapią, jeśli rzeczywiście komuś by się bardzo przydała. W obu przypadkach trzeba w którymś momencie odważnie spojrzeć w oczy prawdzie i wyrazić swoją wolę na dany temat: tak, tak, albo nie, nie. To jest zawsze trudne, jeśli chodzi o bardzo poważne tematy i sprawy życiowych decyzji. Prawda zatem czasem może być taka: ktoś otrzyma tyle światła, że będzie wiedział na 100%, iż ma powołanie do życia konsekrowanego, ale właśnie ma prawo powiedzieć, że tego powołania nie przyjmuje, ponieważ chce żyć 'normalnie'. Na dodatek ta dość trudna sytuacja musi się wcześniej czy później przydarzyć, żeby dało się pójść dalej, jeśli ktoś miał domniemanie takiego powołania. Jednak czasem to się dzieje dopiero w kryzysie powołaniowym, i to po kilkudziesięciu nawet latach życia w stanie życia konsekrowanego. Nie wiedzą o tym psychoterapeuci, a szkoda. Zaproponowałam w Kościele Rzymskokatolickim kilka pomysłów na nowe formy życia konsekrowanego, można więc od razu spróbować się zmierzyć z tematem wolności osobistej w relacji do takiej rzeczywistości, zaglądając na chwilkę przykładowo na stronę Braci Kaneanów, a jeśli ktoś chciałby szybko wypłynąć na bezpieczną głębię, to może zajrzeć do Altany, gdzie zamieszczam bieżące informacje dla wszystkich moich pomysłów na nowe formy życia konsekrowanego.