Szkoła bycia pro-vie, albo: w jaki sposób 2+2 może być równe 70?

School of saying yes to human life

École de dire oui à la vie humaine

Content marketing tematyczny

Content marketing dla Ciebie

Informacja o plikach cookies

Regulamin usług

Polityka prywatności

Zapytaj o ofertę

Uwaga! Strona pro-vie.pl jest przeznaczona dla osób dorosłych; miejscami zawiera treści trudne intelektualnie, które tworzę z myślą o osobach dorosłych, czyli nie dla dzieci. Także dlatego, że nie mam uprawnień pedagogicznych, co oznacza, że moje sposoby wyrażania się nie uwzględniają tych umiejętności w przekazywaniu wiedzy, których wymaga relacja z dziećmi.

Flaga Włoch Flaga Polski Flaga Niemiec Flaga Francji Flaga Wielkiej Brytanii Flaga Szwecji Flaga Czech

Relacja pierwsza: nie szkodzić

wyżej

niżej

Nie tylko polskie przysłowia i idiomy o nieszkodzeniu:

primum non nocere

Mądry Polak po szkodzie

przywrócić kogoś do życia

czekać na kogoś z otwartymi ramionami

znaleźć dla kogoś uśmiech

O niebezpieczeństwie uwiedzenia

Uwiedzenie, czyli kłamstwo co do miłości oblubieńczej w relacji silniejszy—słabszy, jeśli się wydarzyło w procesie psychoterapeutycznym jest swego rodzaju zniewoleniem i ogromną szkodą w życiu ofiary (ofiarą wtedy jest zawsze osoba w terapii). Może być nie do wykrycia, jeśli osoba w ten sposób poszkodowana nie skorzysta z pomocy psychiatrycznej, nawet z hospitalizacji. Następnie w czasie diagnozowania może nastąpić potwierdzenie tego faktu lub zaprzeczenie. Jeśli zaprzeczenie, czas goi rany i po problemie. Po prostu to się czasem zdarza, że dwoje ludzi zakochuje się w sobie i musi sobie z tym jakoś poradzić. Jeśli jednak potwierdzenie, czasem może być w takich sytuacjach potrzebne wsparcie farmakologiczne w celu osłony ofiary przed rozpaczą po odkryciu także przez nią prawdy o jej afektywnym wykorzystaniu. W jaki sposób psychiatria potwierdza fakt uwiedzenia? W taki, że udowadnia z pomocą metod psychologicznych merytorycznie, iż przekonanie ofiary co do poważnego uczucia ze strony uwodzącego jest tylko jej urojeniem i nie jest możliwe, żeby te sprawy wyglądały inaczej. Udowodnione uwiedzenie może być przesłanką do uznania jakiejś grupy społecznej (np. jakiejś szkoły psychoterapeutycznej lub jej części) za sektę.

O nieszkodliwej psychoterapii

Inaczej się ma rzecz z dobrą psychoterapią (nie w tym sensie, że w jakiś sposób obowiązkowo certyfikowaną, ale przynajmniej nieszkodliwą, a często rzeczywiście pomagającą): takie oddziaływanie jest zawsze w jakimś stopniu relacyjnie redukcyjne, jednak (też zawsze) z zachowaniem szacunku dla ludzkiej podmiotowości (nie mam na myśli regresowania, ale redukcję, np. umowę na pracę w obrębie tylko 3-4 emocji, albo 1-go bardzo poważnego uczucia itp.) dla osoby w terapii, ponieważ osobę w terapii po terapii przywraca się życiu, czyli jej naturalnym relacjom, co dzieje się w taki prosty sposób: terapia zaczyna nużyć i okazuje się zbędna, a interesujące staje się z powrotem zwykłe życie, nawet szara codzienność. Wtedy nie ma przesłanki, żeby uważać, że terapia miała miejsce w sekcie.

Zachęta do mądrego stosowania zasady domniemania niewinności

Nie szkodzić to stosować na co dzień zasadę domniemania niewinności, ale przecież nie za wszelką cenę, ponieważ wtedy szkodzimy sobie samym. Zagraża tego typu myślenie (domniemywanie niewinności na siłę) oderwaniem od rzeczywistości przez różne błędne mniemania, co jest niebezpieczne nie tylko dla psychiki, ale też dla relacji, gdyż prowadzi do osamotnienia na skutek nieadekwatnie interpretowanych zdarzeń. Potrzeba więc trzeźwości we własnym osądzie co się z nami i w okół nas dzieje. Zasada domniemania niewinności jest częścią wypracowanych przez wiele pokoleń standardów kulturowych. Z całą pewnością różne kultury mogą mieć jakieś proste standardy takie same. Czasem jednak ta zasada obraca się przeciw temu, kto ją stosuje. Tak się dzieje wtedy, gdy niepostrzeżenie podejdzie lis magicznego myślenia w odmianie, którą znamy jako myślenie życzeniowe: „Jeśli ja chcę, żeby to było niewinne, to musi się zrobić niewinne, ponieważ moja myśl powinna wpłynąć na tę właśnie rzeczywistość poprzez moje szczere i przecież dobre intencje”. Lisa trzeba przegonić: „Nie i jeszcze raz nie: albo żyjemy w kraju, w którym kobiety się szanuje, więc przepuszcza się je w drzwiach, więc czeka się na kobiecą dłoń, która pierwsza powinna być wyciągnięta na powitanie, więc się wstaje jak wchodzi kobieta itd., a odchodzi do lamusa tylko pocałunek w dłoń, albo właśnie coś się dzieje źle i trzeba to zobaczyć, a następnie skorygować”. Inny niebezpieczny lis podszedł do osób starszych, którzy tak właśnie obeszli się ze swoimi wnukami: „Siedź sobie wnuczusiu, a ja postoję, bo na pewno jesteś bardzo zmęczony po tylu godzinach zabawy z dziećmi w przedszkolu”. Lisa nie ma w takiej sytuacji: „Przepraszam cię wnuczusiu, ale ustąp mi miejsca, ponieważ mam od ciebie dużo więcej lat i chciałbym cię nauczyć kultury, uprzejmości, a nawet szacunku dla starszych. Już teraz ci powiem i jeszcze wiele razy ci to powtórzę, że jak mnie zabraknie być może pozostanie ci siła moralna od św. Jana Pawła II, który uczył mnie, a teraz ja to mówię tobie, że jeśli inni już niczego od nas nie wymagają, to my sami musimy wymagać od siebie”.