Potrzeba pierwsza: potrzeba życia

Trudność na start

Potrzeba życia jest w nas na stałe, ale w tych czasach jest okrutnie atakowana: jawnie i w sposób skryty, np. przez fałszywe logiki, czyli te, które prowadzą do rozpaczy. Można ten kłopot szczęśliwie i szybko przezwyciężyć w dwóch krokach: 1. najpierw trzeba popracować nad własnym osądem wartości własnego życia i doprowadzić siebie do autentycznej zgody dla własnego życia, czyli trzeba siebie doprowadzić do bycia dla własnego życia na tak ('tak, ja na pewno chcę żyć, życie mi smakuje'), 2. następnie potrzeba, jako duchowego lekarstwa, świadomego i dobrowolnego aktu woli dosłownie przyjęcia własnego życia (jeśli ktoś nam życie podarował, a stało się tak na pewno, ponieważ nie urwaliśmy się z choinki, to istnieje szansa je przyjąć), do czego należy podejść właśnie nie afektywnie, ale intelektualnie, co oczywiście faktycznie może też sprawić jakieś odczucia emocjonalne, tyle że jako skutek uboczny. Nie chodzi w tych dwóch prostych zadaniach o jakieś magiczne sztuczki, ale o dobre porządkowanie własnego odniesienia do faktu własnego życia i uporządkowanie go w taki sposób, który pozwoli osiągnąć na ten temat mniej więcej trwały spokój sumienia; chodzi o własne, a nie cudze, sumienie. Trudności mogą się pojawić różne, np. jeśli ktoś uważa, że powinien sobą pogardzić, żeby jego bliźni czuł się przez niego naprawdę kochany. Rzecz jednak naprawdę ma się inaczej: 'jeśli cenię własne życie, dbam o nie, zależy mi na nim; dopiero wtedy gdy taka jest prawda o mnie, mam szansę życzyć bliźniemu tego samego w taki sposób, że będzie to dla niego jakoś wiarygodne'. W każdym innym przypadku bliźni, czyli człowiek, który w jakiś tarapatach rzeczywiście nam pomaga, nie otrzymuje od nas ani nawet wdzięczności, a co dopiero miłość, czyli nasze myślenie o nim jako o naszym bliźnim właśnie, któremu z przykazania Bożego o miłości dosłownie należy się nasza serdeczność, która może być albo interesowna, albo bezinteresowna, czyli nie musi być tylko bezinteresowna, ponieważ może zawierać przynajmniej zachętę w typie: 'dziękuję, chcę na ciebie liczyć'. Kto nie przyjął daru własnego życia, nie przyjmie życia cudzego. Znów nie chodzi o dar z życia ekstremalny, ale o dary zupełnie proste, np. dar odrobiny czasu dla przyjaciół. Temat tylko brzmi dość górnolotnie, ale na codzień to nie są wielkie sprawy. Tak mniej więcej oddaje się życie w tzw. normalnych warunkach.

Renata Kucharska

Kraków, 28 sierpnia 2020 r.

powrót do drabiny I